Żurawina, róża i kakao – Paco Rabanne Black XS for Her

Długo zbierałam się do recenzji i pewną trudność sprawiło mi opisanie tego zapachu mimo, że Black XS jest całkiem wyrazisty, „jakiś” i zdecydowanie posiada indywidualne cechy, mimo, że jednocześnie ewidentnie wpisuje się w popularne ostatnimi laty słodko-owocowe perfumiarskie trendy.

We wczesnej fazie poznawania tych perfum najmocniej wybijają się nuty żurawiny, róży i szczypta akordów drzewnych. Żurawina wprawdzie została lekko podbita syntetykiem, ale mimo to prezentuje się dość ciekawie – udało się zachować jej charakterystyczną winną goryczkę, wzmocnioną jeszcze cierpkością paczuli. Wraz z upływem czasu struktura tych perfum staje się gęstsza i bardziej miękka za sprawą przyjemnie zamszowego kakao i ciepłych korzennych tonów, a kategoria owocowa coraz bardziej przenika się z półką gourmand.

Black XS to propozycja typowa dla wytworów marki Paco Rabanne z ostatniej dekady – zapach jest dość głośny, charakterystyczny, mainstreamowy (można byłoby go postawić na jednej półce z owocowo -słodkimi kompozycjami typu Si Armaniego czy The Only One 2 Dolce & Gabbana) a jednocześnie nosi się go całkiem komfortowo, energetyzujące owocowe soki przyjemnie splatają się z pudrową kakaową chmurką, a i trwałość również jest przyzwoita.

Nuty: żurawina, kakao, wanilia, róża, paczula, tamaryndowiec, drewno massoia, różowy pieprz, fiołek 

Animalny puder i kołnierz z martwego lisa – Histoires de Parfums Tubereuse 3 Animale

 

 

Tubereuse 3 Animale pachnie przeszłością. Jakieś futra tkwiące w szafie od czasów przedwojennych, antyczny puder popękany w torebce. Mieszkanie w kamienicy z lat trzydziestych, wiecznie zasłonięte welurowe zasłony i ciężkie rzeźbione meble. Pani profesorowa spiesząca na spektakl w teatrze, owinięta kołnierzem z głową lisa o szklanych oczach.

Zapach należy do kompozycji niszowych, ale niszowość w tym wydaniu przejawia się głównie w bardzo wyraźnym sięganiu do minionych dekad i to w tym najtrudniejszym do zaakceptowania dla współczesnego nosa wydaniu. Ta właśnie oldschoolowość tworzy tu ten awangardowy, nietypowy sznyt.

Perfumy te są czymś zupełnie innym niż sugerują składowe akordy. W ogóle, to nuty pudrowe, a nie tytułowa tuberoza grają tu pierwsze skrzypce. Nie są to jednak transparentne partykuły unoszące się w powietrzu, a ciężkie, pomadowe mazidło ozdobione kakofonią zwierzęcych nut. To zaskakujące, że w składzie nie wymieniono animalnych akordów cywetu i kastoreum, są one tu bowiem bardzo intensywne. Tytoń wyczuwalny jest tylko trochę, jest za to słodka śliwka vintage podobna do tej jaka występuje w Poison Diora i suche nuty kocanki.

Ogólnie mówiąc, mimo, że Tubereuse 3 Animale stworzone zostało w 2010 roku, to mocno nawiązuje do klasyków z lat siedemdziesiątych i  wcześniejszych – klasycznego Shalimar, Estee Lauder Youth Dew czy Palomy Picasso.

Nuty: tuberoza, tytoń, kocanka, śliwka, nuty drzewne, kumkwat, neroli, trawa.

Puder, puder, puder – Van Cleef & Arpels „Bois Dore”

Zgodnie z tytułem dzisiejszej recenzji – „Bois Dore”, czyli w tłumaczeniu z francuskiego „złociste drewno” to zapach mocno pudrowy, w dodatku pudrem nienajlżejszego kalibru i dość słodkim. Jedni będą ten puder postrzegać jako otulający migdałowy obłok, dla innych, i ja właśnie zaliczam się do tych nieszczęśników, będzie duszący i zapychający nozdrza niczym kłęby waty. „Bois Dore” to zapach suchy i pylisty, obecne w nim migdały, cedr i drzewo tekowe są wysuszone na wiór, do tego dochodzi kremowa z natury nuta fasolki tonka i mimo pozornie miękkiej, puchowej struktury mamy zapach, który może (choć nie musi, zależnie od preferencji) drażnić. Może również zachwycać swą niewątpliwą casualową elegancją – są to perfumy do płaszcza z wysoko gatunkowej wełny czy kaszmirowego swetra. Ci którym szczodrze rozsypane pudrowe akordy i sucha faktura zapachu nie przeszkadzają znajdą w nim miły, przytulny i bardzo trwały zimowy rozgrzewacz, gdyż „Bois Dore” jest zdecydowanie ciepły w odbiorze,  kaszmirowo-gładki, w bazie podkręcony przyprawami (pieprz w składzie)  Jeżeli miałabym tę woń określić barwą, byłby to ciepły beż, odcień kawy z mlekiem czy kolor skorupki włoskiego orzecha.

Nuty: wanilia, fasolka tonka, migdał, drzewo tekowe, piżmo, woda mineralna hs, czarny pieprz, cedr, tytoń.

Zielona duszność dżungli – Mugler „Aura”

 

Mugler „Aura”

„Zamykasz drzwi za sobą i próbujesz przeniknąć ciemność tej przykrytej dachem uliczki – to jest patio, wyczuwasz węchem (..) wilgoć roślin, zgniłe korzenie, gęsty, usypiający zapach. (…) Dostrzegasz wysokie, rozgałęzione kształty rzucające cień na ściany i w świetle zapałki, która wkrótce przygasa, parzy ci palce i zmusza do zapalenia następnej, żebyś mógł dokończyć przeglądu kwiatów owoców i łodyg o nazwach zapamiętanych ze starych kronik (…)”

Powyższy cytat z wydanego w 1962 roku opowiadania pod tytułem „Aura” meksykańskiego pisarza Carlosa Fuentesa wydaje się niemal proroczy. Taki właśnie charakter mają perfumy marki Mugler.

Jest to zapach o gęstej, transowej konsystencji obciążonej dodatkowo wilgotnym, grząskim pudrem. Kompozycja ta to opowieść o słodkiej, dżunglowej duszności, w której gdzieś pomiędzy liściami tropikalnych roślin ukryte jest żądło gorzkiego akordu. Nuty zielone budują obraz bujnej roślinności, ale zanurzona jest ona w lepkiej, zwrotnikowej nocy i oparach ciężkiej wanilii.

Trudno mi sobie wyobrazić Aurę jako zapach dzienny, jest to zdecydowanie woń wieczorowa, nieoczywista i nieco ekscentryczna, mimo, że cały czas mieszcząca się w granicach mainstreamu. Nie dla zwolenników świeżych, lekkich aromatów – zapewne będą postrzegać ją jako zapach osaczający i przytłaczający.

„Aura” to perfumowy monolit – nie ewoluuje, nie rozwija się, lecz cały czas zawisa w powietrzu matową, gęstą, pudrową zasłoną. Mimo obecności w składzie rabarbaru, nie wyczuwam w tej kompozycji wielu kwaskowych czy cierpkich odcieni. Przypomina ona raczej dżunglę po zmroku – intrygującą, duszną i niebezpieczną.

Nuty: liść rabarbaru, wanilia bourbon, kwiat pomarańczy, nuty zielone, nuty drzewne, drzewo bursztynowe, ylang-ylang, drzewo sandałowe, bergamotka, kumaryna, gruszka.

Pudrowo-piżmowe przekwitanie – Kenzo „Flower”

Kenzo „Flower”

Klasyk wczesnych lat dwutysięcznych, zapach „Flower” marki Kenzo rzeczywiście kojarzy się z kwiatem maku, który wieńczy korek prostego, strzelistego flakonu. Nie ma wprawdzie tej rośliny wymienionej w składzie nut, ale gdy specjalnie w celu porównawczym wąchałam maki, zdecydowanie tkwił w nich jakiś akord, który również odnajdujemy w tych perfumach. Makowej goryczka, której spora dawka więźnie pomiędzy kwiatowymi, półsłodkimi tonami jest jednak sprzęgnięta z szeregiem innych obecnych w składzie nut – różą, fiołkiem, parmeńskim i jaśminem.

„Flower” postrzegam jako perfumy przejrzyste i nasycone chłodnym, czystym piżmem. Jest to jeden z tych zapachów, które, dzięki unoszącemu się nad całą kompozycją mydlanemu obłokowi dają uczucie świeżości i czystości, mimo, że nie należą bynajmniej do zwiewnych i lekkich.

W zapachu tym, za szklistą piżmową czystością kryje się matowy puder, który nadaje mu nieco smętnego i ciężkawego charakteru. Jest to puder roślinny, gorzkawy i zielony, wibrujący wśród słodkawych, mydlanych półtonów oraz zmieszany z lekkim kadzidlanym dymkiem. Tytułowy Kwiat nie jest już bynajmniej w apogeum rozkwitu. Jest w tych perfumach uchwycona chwila, kiedy to mimo, że barwa wciąż jaskrawa, a płatki mięsiste, struktura łodygi staje się coraz bardziej wiotka, a kwiatowa główka nieznacznie, ale nieuchronnie zaczyna ciążyć ku ziemi. Połączenie pozornych skrajności – ozonowej krystaliczności i ciężkiej woni kwiatów na granicy przejrzałości daje ciekawy efekt, który jednak nie każdy będzie w stanie unieść.

Nuty: fiołek parmeński, róża bułgarska, wanilia, białe piżmo, kadzidło, opoponaks, głóg, jaśmin, czarna porzeczka, mandarynka.

Orzechowo-kremowa przestrzeń – Lancome „La Vie Est Belle L`Eau de Parfum Intense”

Lancome „La Vie Est Belle L`Eau de Parfum Intense”

Co ciekawe, flanker klasyka, Intense, jest wbrew swojej nazwie, delikatniejszy i lżejszy w charakterze od wersji bazowej. Spora w tym zasługa wyraźnie osadzonego w tej kompozycji przejrzystego irysa, zielonych łodyg porzeczki i niezbyt słodkiej nuty orzecha laskowego,  który nie wybrzmiewa tutaj deserowo, a raczej przypomina woń orzechowej łupiny – suchej i niemal pozbawionej słodyczy.

Tam gdzie klasyczna wersja tych perfum jest pełna ciężkiej waniliowo-pralinowej słodyczy, Intense jest zmieszane  znacznie subtelniej, wprowadza sporo  przestrzeni, a akord bitej śmietany jest raczej matowo-mleczny niż gourmand.

Owszem, flanker ten nosi w sobie sporo cech wspólnych z pierwotną formą, szczególnie znajoma jest charakterystyczna nuta musującej oranżady, są to jednak perfumy mniej masowe, bardziej charakterne i wyróżniające się, a jednocześnie wdzięczne i kobiece.

Podsumowując, La Vie Est Belle Intense to perfumy na wskroś nowocześnie skrojone, raczej przeznaczone na dzień, mniej oczywiste od klasycznego La Vie Est Belle, co nie oznacza, że trudne w odbiorze. Szczególnie przyjemne wrażenie robi kremowo-pudrowe wykończenie, jednak parametry użytkowe są nieco słabsze, chociaż nadal pozostają na zadowalającym poziomie.

Nuty: bita śmietana, orzech laskowy, irys, tuberoza, łodygi porzeczki, gruszka, ylang-ylang, pomarańcza, różowy pieprz, kwiat pomarańczy, jaśmin, bergamotka

Kremowa przejrzystość irysa – Montale „So Iris Intense”


Montale „So Iris Intense”

„So Iris Intense” to perfumy o wielkiej subtelności, mimo, że marka Montale nie jest specjalnie kojarzona z tą właśnie cechą. Nuta irysa jest dosyć trudnym skladnikiem w perfumach, zwłaszcza, jeśli ma być pierwszoplanowa, ale „So Iris Intense” zdecydowanie wychodzi z tej potyczki obronną ręką. Udało się tu uniknąć drażniącego „marchewkowego” akordu, który odbiera irysowi subtelną kwiatowość i spycha go w rejony warzyw korzeniowych.

„So Iris Intense” to irys o na wpół przejrzystych płatkach i lekko maślanej, ale niezbyt słodkiej woni. Jasny, z delikatnym kremowym zabarwieniem, przyprószony kwiatowym pudrem. Zapach ten nosi w sobie lekką zieloność, nie jest słodki, ale i również nie do końca wytrawny. Dobrze zblendowany i gładki miękką gładkością drzewa sandałowego i kremową mydlanością białego piżma. Jeżeli miałabym oddać charakter tych perfum obrazem, to byłyby to unoszące się na wietrze przejrzyste muśliny, a gdyby do tego celu użyć słów – prostota, czystość, gładkość.

Nuty: irys, drzewo sandałowe, białe piżmo.