Niebezpieczna miękkość miodu z wanilią – Carner Barcelona „El Born”

„El Born”, czyli po hiszpańsku „Urodzony” to zapach na pozór niekontrowersyjny i spolegliwy (ostetcznie co ryzykownego może być w nutach miodu, wanilii i ciepłych balsamów?) ale to tylko pozory, o czym mówi już samo otwarcie. Początek kompozycji stanowi mieszanka pociągniętego lakierem drewna sandałowego i rumu. Następnie nadchodzi drzewna wanilia, słodki benzoes, dojrzała figa i wszystkie te składniki połączone razem przechylają „El Born” w stronę niebezpiecznie mdłą nieprzyjemnym słodkawym drewnem. Nie pomaga na to nawet fakt, że linia zapachu została podszyta goryczką dzięgla, zwanego inaczej dzikim selerem i kalabryjską bergamotką. Ta kompozycja, na pozór spokojna i ciepła, potrafi niemiło zakołysać również wyczuwalnym, dusznawym piżmem. „El Born” jest trochę jak poruszane wiatrem fale  – dla jednych relaksująca miękkość, dla innych choroba morska. Mimo całego szacunku dla marki Carner Barcelona, jakoś nie mogę się do tych perfum przekonać. Może dla was drodzy czytelnicy „El Born” okaże się łaskawszy?

Nuty: miód, wanilia, balsam peruwiański, benzoes, dzięgiel, australijskie drzewo sandałowe, figa, heliotrop, piżmo, egipski jaśmin, bergamotka, cytryna.

Waniliowe ciasteczka z nadzieniem różanym – Mancera „Roses Vanille”


Mancera „Roses Vanille”


„Roses Vanille” to jedne z najbardziej apetycznych perfum jakie dane mi było wąchać, ale należy ich używać naprawdę ostrożnie, bowiem jest to płyn o wielkiej mocy. Ogromna trwałość i projekcja, jak również gęsty, esencjonalny charakter perfum sprawiają, że użyte dawki muszą być niewielkie, by nie przytłoczyć zmysłu powonienia zarówno własnego, jak  i otoczenia.

Nie da się ukryć, że jest to zapach ciężki i mocno słodki piżmowo-waniliową słodyczą. Nutami dominującymi są tu zdecydowanie wanilia, cukier i piżmo, przy czym to ostatnie, co bardzo mi się podoba, nie ma żadnych mydlanych konotacji, gładko łączy się z waniliowymi nutami, ocieplając je i prowadząc w stronę bardziej kosmetyczną niż spożywczą. Róża, konfiturowa i równie słodka, dodana została już w znacznie mniejszej ilości. „Roses Vanille” wybrzmiewa trochę jak perfumowa interpretacja słodkiego miąższu pączków z kroplą różano-malinowego dżemu.

Z pewnością, mimo deklarowanych w składzie kompozycji nut wodnych czy cytryny, nie można tu liczyć na żadne świeże czy lekkie akordy. Od początku do końca, przez cały (bardzo długi, 8-9 godzinny) okres trwania zapachu na skórze jest słodko, pysznie i ciasteczkowo. „Roses Vanille” zdecydowanie mogą być użyte jako poprawiacz nastroju na chłodniejsze pory roku, w gorące lato ich esencjonalność i ciężar może natomiast zbytnio przytłaczać.

 

Nuty: wanilia, róża, cukier, białe piżmo, cedr, cytryna, nuty wodne.

Demon okiełznany – Givenchy „Ange ou Demon”

Givenchy „Ange ou Demon” 

Nazwa „anioł lub demon” sugeruje dwoistość natury tych perfum, a design i kolorystyka utrzymanego w przejrzysto grafitowej barwie flakonu przekonuje, że bliżej im do diabelskości.

Spodziewawszy się w związku z powyższym czegoś groźnego i drapieżnego, początek mnie rozczarował, bo okazał się być głównie waniliową słodyczą.

Dopiero po jakiejś półgodzinie noszenia tych perfum, gdzieś w tle zamajaczyły także ziemiste, bardziej posępne nuty jak wybrzmiewające w powietrzu ponurą melodią chorały gregoriańskie. 

„Ange ou Demon ” kojarzy się z ciemnymi jesienno-zimowymi nocami, kiedy „kołyszą się w gałęziach grudnie i listopady” , jak pisał w swoim wierszu Broniewski.

Jest też w tle drzewno-butwiejący akord,  coś jakby wnętrza starego drewnianego kościoła w pochmurny dzień i dużo woskowego zapachu dopalających się świec.

Demon z nazwy tych perfum to raczej „demony” w sensie psychologicznym, czyli nie nadprzyrodzone, groźne istoty, ale gnębiące, depresyjne myśli, bo zapach ma w sobie niewątpliwy smutek. 

Jednak w tych przepastnych ciemnościach pojawia się promyk nadziei; wśród zimnej nocy błyska gdzieś światełko bezpieczeństwa i schronienia w postaci ciepłych korzennych akordów, a melancholijność perfum została złagodzona kremową łagodnością wanilii i lilii oraz soczystą nutą mandarynki. 

Mimo, że wraz z upływem czasu ich słodycz  mocno się tonuje, „Ange ou Demon” mogą być odbierane jako perfumy męczące i ciężkie. Eleganckie, poważne, zrównoważone, dojrzałe i nieco depresyjne , ale z pewnością ciekawe i warte zapamiętania.

Nuty: wanilia, szafran, lilia, fasolka tonka, tymianek, ylang-ylang, orchidea, brazylijskie drzewo różane, mech dębowy, mandarynka.

Truflowo-pralinowy duet – „Valentina Assoluto”

Valentino „Valentina Assoluto”


W zasadzie od pierwszego akordu zapach jest słodki, ale elegancką, niebanalną słodyczą. Aksamitny jak welwetowa rękawiczka albo głaszcząca kocia łapka. Kojący i balsamiczny.

Po kilkunastu minutach na pierwszy plan zdecydowanie wysuwa się trufla biała, czyli najszlachetniejszy gatunek tych grzybów. Jest to zapach pralinowo-orzechowy, rumowy, spokojny, dojrzały. Słodkawy, ale nie przesłodzony. Stylowy, a jednocześnie nowoczesny, określiłabym go jako współczesną (wydany w 2012 roku) wariację na temat klimatu retro. Coś jak nowoczesny dramat kostiumowy, gdzie scenografia i stroje wprawdzie są z epoki, ale już uroda aktorów dostosowana do estetyki obecnej.

Przyznam, że na początku nieco drażniła mnie ta truflowa nuta, bardzo gęsta i specyficzna, chociaż wiedziałam, że to właśnie ona tworzy charakter tych perfum i jest tu niezbędna. Potem jednak została nieco przygłuszona przez pudrowy pył, wanilię i tuberozę, przez co stała się bardziej strawna.

Należy jednak ponarzekać nieco na trwałość i projekcję tych perfum, są raczej bliskoskórne i dość szybko ulatniają się.

Nuty : trufla, madagaskarska wanilia, tuberoza, paczula, brzoskwinia, włoski jaśmin, mech dębowy, cedr, bergamotka. 

 

I`ve been hypnotised – Dior „Hypnotic Poison”

Dior „Hypnotic Poison”


Film reklamujący te perfumy jest całkowicie adekwatny do ich zawartości :

https://www.youtube.com/watch?v=_Yr_WfArXqg

Parna noc gdzieś w tropikach, czerwone światła nocnego życia. Pomimo słodyczy, niosą ze sobą jakąś głębię i tajemnicę, nie są zwykłym kwiatowo-owocowym pachnidłem. To co od razu uderza w tym zapachu, jest jego syntetyczność. Wanilia i kokos owszem, są obecne, ale takie prosto z laboratorium. Tej syntetyczności nie postrzegam jednak jako wadę, jest to z góry założona konwencja a nie przypadkowe niedociągnięcie.

„Hypnotic poison” są nowoczesne, choć jednocześnie czerpią również z barokowych zapachów lat osiemdziesiątych; odważne, zmysłowe, wyraziste, ostro-słodkie. Trwałe, a i projekcja jest całkiem duża, często komplementowane przez otoczenie, choć spotkałam się również z opiniami, że są zbyt duszne i ciężkie. Mimo pozornie konwencjonalnych i niekontrowersyjnych nut, efekt końcowy nie każdemu przypadnie do gustu.

Dla mnie bliskie ideału, ale po blisko roku ich noszenia moja niestała natura domaga się czegoś nowego.

Nuty zapachowe: wanilia, migdał, kokos, drzewo sandałowe, brazylijskie drzewo różane, jaśmin, śliwka, kminek, piżmo, tuberoza, morela, róża, konwalia