Tuberozowe tornado – Nasomatto „Narcotic Venus”

Po niszowej kompozycji „Narcotic Venus”, również wziąwszy pod uwagę cenę (ok. 400 zł za 30 ml) spodziewałam się wiele, mimo, że jestem świadoma prawidłowości jaka panuje w perfumowym świecie – wysoka cena nie musi zawsze oznaczać wyjątkowych doznań estetycznych. „Narcotic Venus” przyznam, że mnie nie porwało, częściowo pewnie dlatego, że  z małymi wyjątkami (np. Cocaine marki Franck Boclet), nie jestem fanką tuberozy, która w perfumach często objawia się charakterystyczną plastikową nutą. Otwarcie tych perfum, trzeba przyznać, jest  obiecujące. Prawdziwie narkotycznie upojne, białokwiatowe, a spleciona z jaśminem tuberoza ma przyjemny, jakby bananowy posmak. Niestety, później już nie jest tak pięknie. Zapach coraz głębiej ześlizguje się we wszechogarniający tuberozowy lej i przyjmuje charakterystyczną często dla tej nuty woń plastiku. „Narcotic Venus” to tuberoza absolutna, która jak tornado niszczy wszystkie składowe akordy, które stanęły jej na drodze – wyrywa z korzeniami lilie i jaśmin, obraca w proch przyprawowe nuty. Nie twierdzę, że jest to zły zapach, ale estetycznie na poziomie nie wyższym niż Gucci Bloom czy Truth or Dare sygnowane przez Madonnę przy jednocześnie wielokrotnie wyższej cenie. Zapach o dużej trwałości, powiedziałabym, że głównie przeznaczony dla ortodoksyjnych wielbicieli tuberozy.

Nuty: tuberoza, jaśmin, lilia, przyprawy

Pudrowa tuberoza w wieczorowym wydaniu – Gucci „Bloom”

Gucci „Bloom”

„Bloom” to jeden z nowszych tworów marki Gucci, wydany został w 2017 roku lecz mimo tego nie wpisuje się  jednak w modne obecnie trendy spod znaku przystępnych, słodko-gourmandowych, czy owocowo-kwiatowych woni.

Perfumy te pełne są ciężkiej i gęstej, tuberozowo – jaśminowej słodyczą, ale również podbite gorzkawą zielenią łodyg, co nadaje im charakterystyczną chropowatą fakturę. Tuberoza na szczęście nie ma tu częstego w perfumach plastikowego wydźwięku, jest matowo-pudrowa i zmieszana ze słodką, nieco nawet waniliową, nutą jaśminu. Osobiście, ze względu na duszną gęstość i posągowy charakter postrzegam je jako perfumy o charakterze raczej wieczorowym niż codziennym. Swoją konstrukcją, monumentalnością i ciężarem „Bloom” nawiązuje w dużej mierze do narkotycznych kwiatowych pachnideł lat dziewięćdziesiątych, takich jak Amarige Givenchy czy Lancome Poeme i jest zdecydowanie jednym z ambitniejszych i ciekawszych wytworów perfumowego mainstreamu z ostatnich lat. Świetne są również parametry użytkowe tych perfum, cechuje je znaczna trwałość i projekcja.

 

Nuty: tuberoza, jaśmin wielkolistny, wiciokrzew, korzeń irysa, nuty zielone, wanilia, drzewo sandałowe, pomarańcza.

Białe kwiaty, wanilia i tytoń obrócone w proch – Franck Boclet „Cocaine”

Franck Boclet „Cocaine”

Nie lubię tuberozy, gdyż często wybrzmiewa ona plastikowo i drażniąco, ale w „Cocaine” jest zupełnie inna niż się ją zwykle w perfumach spotyka. Miękka, oleista, pastelowa, jakby połączona z lekką nutą drożdżowego ciasta.

Perfumy są dość słodkie, ale jest to słodycz stonowana i z pewnością nie nadmierna. Nie tworzy jej cukier czy nuty gourmand, lecz słodkość kwiatowego pyłu i delikatnej, jakby migdałowej wanilii. W tle snuje się zapach tytoniu, wdzierający się w mleczno-oleistą łagodność tych perfum i nadający jej ostrzejsze echa.

Te właśnie nuty karmelowo-mlecznego cygara równoważą nieco charakter zapachu i  nadają kompozycji bardziej uniseksowego charakteru, mimo, że i tak skłania się ona raczej w stronę kobiecą.

„Cocaine”, mimo, że nie mainstreamowa, wydaje się, w kontraście do nazwy, dość bezpieczna i oswojona. Jeżeli jednak wsłuchamy się w ten zapach głębiej, udaje się wychwycić wzbudzające niepokój echa. Jest tutaj pewna posępna nieruchomość, woskowe zastygnięcie, cmentarny powiew obecnej w składzie lilii. Zaskakuje również barwa płynu, burgundowo-czerwonego, jak kolor zakrzepłej krwi.

Nuty: tuberoza, olej monoi, karmel, lilia, wanilia, tytoń, orchidea, paczula, czerwone jagody, gorzka pomarańcza.

Narkotyczna transowość tuberozy – Serge Lutens „Datura Noir”

 

 

Serge Lutens „Datura Noir”

Datura, czyli bieluń, to halucynogenna roślina, która potrafi również być śmiertelnie trująca. Nazwa perfum sugeruje więc zapach narkotyczny, transowy, głęboki. I rzeczywiście, „Datura Noir” w dużym stopniu taka jest.

Początek to lekko gorzkawy olejek migdałowy (migdały są obecne w składzie). Intensywna słodycz, trochę syntetyczna, z posępnym tuberozowym podbiciem. To słodycz dziwna, niby kremowa i gęsta, (nuta kokosa jest tu nieco podobna do tej z „Crystal Noir” Versace), ale przy tym wcale nie kojąca i ciepła, lecz żałobna, gorzka i z ponurym piętnem. Trochę jak ptasia czaszka leżąca wśród kwiatów tuberozy i połyskująca widmowo wśród dusznego tropikalnego zmierzchu.

Są w tych perfumach jednocześnie egzotyczne kraje z gorącym klimatem, podzwrotnikowa roślinność, duszność tuberozy i heliotropu ale i malaryczność tropikalnych bagien,  oślepiające słońce, nie życiodajne, lecz wyzłacające porzucone na pustyni kości.

W „Datura Noir” odnajduję pewne echa „Hypnotic Poison”, ale jest tu więcej goryczki. Mimo, że Serge Lutens zaliczany jest zazwyczaj do marek niszowych, perfumy te raczej trudno zaliczyć do tej kategorii. Nie jest to wprawdzie zapach dla wszystkich, zapewne wiele osób oceni je jako zbyt duszne i gęste, ale nie ma też w ich konstrukcji żadnych ekscentrycznych czy szczególnie trudnych akcentów, poziom nietypowości na równi z „truziznami” Diora. Trwałość i projekcja umiarkowane.

Nuty: tuberoza, migdał, kokos, heliotrop, chiński osmantus, wanilia, fasolka tonka, kwiat cytryny, piżmo, mirra, morela, mandarynka.

I`ve been hypnotised – Dior „Hypnotic Poison”

Dior „Hypnotic Poison”


Film reklamujący te perfumy jest całkowicie adekwatny do ich zawartości :

https://www.youtube.com/watch?v=_Yr_WfArXqg

Parna noc gdzieś w tropikach, czerwone światła nocnego życia. Pomimo słodyczy, niosą ze sobą jakąś głębię i tajemnicę, nie są zwykłym kwiatowo-owocowym pachnidłem. To co od razu uderza w tym zapachu, jest jego syntetyczność. Wanilia i kokos owszem, są obecne, ale takie prosto z laboratorium. Tej syntetyczności nie postrzegam jednak jako wadę, jest to z góry założona konwencja a nie przypadkowe niedociągnięcie.

„Hypnotic poison” są nowoczesne, choć jednocześnie czerpią również z barokowych zapachów lat osiemdziesiątych; odważne, zmysłowe, wyraziste, ostro-słodkie. Trwałe, a i projekcja jest całkiem duża, często komplementowane przez otoczenie, choć spotkałam się również z opiniami, że są zbyt duszne i ciężkie. Mimo pozornie konwencjonalnych i niekontrowersyjnych nut, efekt końcowy nie każdemu przypadnie do gustu.

Dla mnie bliskie ideału, ale po blisko roku ich noszenia moja niestała natura domaga się czegoś nowego.

Nuty zapachowe: wanilia, migdał, kokos, drzewo sandałowe, brazylijskie drzewo różane, jaśmin, śliwka, kminek, piżmo, tuberoza, morela, róża, konwalia