Czarna rzeka zapomnienia – Dior „Poison”

 

 

 

 

Dior „Poison”

Najpiękniejszy w tych perfumach jest początek. Bezpośrednio po aplikacji zapach rozlewa się balsamiczną, ziołowo-syropową strugą zmieszaną z intensywną wonią podwędzanej śliwki. Potem zostaje przysypany pieprzem, a przez to wszystko przedziera się kadzidło.

„Poison” jest jak czarna rzeka o sennym nurcie. Zawarte w tych perfumach nuty zapachowe przelewają się niespiesznie jedna w drugą, tworząc przedziwne czasem, ale jednocześnie porywające wzory. Są tu i zioła zasypane mrokiem, rozsychające drewno starego kościoła, miodowa balsamiczność i liście zwarzone pierwszym przymrozkiem. Zapach przeszłości, donośny, nie dający o sobie zapomnieć, utrzymany w leniwym, transowym rytmie.

Wbrew temu co może sugerować powyższy opis, jest to zapach ciepły, o rozgrzewającej mocy, co zawdzięcza grze kolendry z cynamonem i anyżem. Jest tu ciepło ogniska rozpalonego w mglisty jesienny wieczór i płomieni świec, jest złocisty poblask miodu i bursztynu.

Mimo ciemnych konotacji, nie jest to również zapach smutny czy depresyjny. Jest nastrojowy, stylowy, poważny, ale jednocześnie nasycony pozytywną magią.

Niestety, wraz z upływem czasu na mojej skórze nabiera cierpko-suchych tonów, co odbiera mu sporą część uroku. Trwałość bardzo dobra, około 7-8 godzin, projekcja również jest wyraźnie wyczuwalna.

Poniższy film reklamowy doskonale oddaje charakter tych perfum:

https://www.youtube.com/watch?v=aa-ea_KTPgA

Nuty: śliwka, tuberoza, kadzidło, biały miód, dzikie jagody, cynamon, kolendra, opoponaks, goździk, wanilia, jaśmin, anyż, bursztyn, brazylijskie drzewo różane,  drzewo sandałowe, kwiat afrykańskiej pomarańczy, róża, heliotrop, piżmo, wetyweria, cedr Virginia.

 

Klasyka bardzo retro – Estee Lauder „Youth Dew”

Estee Lauder „Youth Dew”

Zapach został stworzony w 1953 roku i jego charakter jest zdecydowanie adekwatny do daty powstania. Zaczyna się bardzo retro, z gorzkawą nutą w stylu Chanel.

Jest niesłodko, szyprowo (mech dębowy i bergamotka), z ostrymi , zakurzonymi tonami. Czuje się wtedy wyraźnie lawendę, paczulę i goździki.Zapach jest donośny, rozlewający się dookoła, mocno wyczuwalny, a trwałość godna podziwu.

W miarę upływu czasu staje się cieplejszy i bardziej strawny niż większość szyprowych perfum. W drugiej fazie do głosu dochodzą kremowe tony balsamów ( w składzie obecny jest balsam Tolu i balsam peruwiański, czyli wydzielina z uszkodzonej kory drzewa woniawiec balsamowy, obecnie bardzo rzadko używana w perfumach)

Mimo mnogości nut, najbliższym skojarzeniem, jakie przychodzi mi na myśl po aplikacji „Youth Dew” jest matowy zapach popękanego pudru ze starej puderniczki, wyjętej z wieczorowej torebki sprzed lat. Świadomie jednak, oceniając go użyłam określenia „retro”, a nie „babciny”. Ten drugi wyraz  ma pejoratywny wydźwięk, jako, że żyjemy w czasach gdzie, zwłaszcza w sferze mody i kosmetyki, panuje kult młodości. „Babciny” to dla mnie nie retro czy vintage, czyli coś co wprawdzie pochodzi z przeszłości, ale jest estetycznie pociągające, lecz niemodny, przestarzały, odpowiedni tylko dla osób u schyłku życia.  „Youth Dew” zdecydowanie do takich nie należą.

Perfumy te są nieoczywiste, wytworne, z dystansem. Kobiece, ale nie emocjonalne czy uwodzicielskie – chłodna elegancja w starym stylu.  Zapach ciemny, kojarzący się z późną jesienią lub zimą i grudniowym eleganckim bankietem z lat pięćdziesiątych. Mimo, że doceniam niewątpliwe zalety tej woni, nie jest mi z  nią po drodze; wolę bardziej słodkie i zmysłowe zapachy.

Wbrew swojej nazwie – „Youth Dew”, czyli Rosa Młodości, perfumy te zdecydowanie nie są dla dziewczątek, ale dorosłych kobiet, świadomych swoich zalet, doceniających urok prostoty i klimaty vintage. Wielbicielki zapachów marki Chanel czy „Shalimar” Guerlain na pewno będą tworem Estee Lauder usatysfakcjonowane.

Nuty: przyprawy, kadzidło, balsam Tolu, goździk (przyprawa), cynamon, paczula, mech dębowy, balsam peruwiański, bursztyn, aldehydy, wetyweria, róża, lawenda, jaśmin, ylang-ylang, jaśmin, wanilia, piżmo, konwalia, liść czarnej porzeczki, pomarańcza, bergamotka, brzoskwinia, orchidea.

Płynny bursztyn na spirytusie – Balenciaga „Prelude”


Balenciaga „Prelude”

Perfumy te stworzone zostały w 1982 roku, a mimo to wcale nie są zapachem nienowoczesnym. Bardzo ciekawe jest w nich otwarcie – ciepłe, wręcz suche, żywicznie aromatyczne. Mocno alkoholowe, jak zapach rumu, albo  nalewka na bursztynie. Zapach z własną osobowością. Jest wytrawny jak koniak i  barwy koniaku jest również ciecz, która wypełnia flakon.

Jedną z ważniejszych nut tej kompozycji jest balsam Tolu, żywicopodobna wydzielina otrzymywana z naciętych pni woniawca balsamowego (występującego głównie w Ameryce Środkowej) i stosowana między innymi w syropach na kaszel oraz żywica benzoesowa i cynamon. To one tworzą tę przyprawową,  pikantną i ostro-żywiczną całość.

Gdzieś w tle kompozycji majaczą też delikatne opary jaśminu, wanilii i orchidei, które okraszają ten zdecydowany i śmiały zapach szczyptą romantycznej miękkości.

„Prelude” jest zapachem wyrafinowanym, eleganckim, ale mającym jednocześnie w sobie jakąś swojskość i dostępność, która sprawia, że nie jest trudny do noszenia.

Doskonałe perfumy na zimę, rozgrzewają jak wtarta w skórę nalewka na bursztynie. Dla kobiet w każdym wieku, energicznych i pełnych życia. Może podobać się zarówno wielbicielkom zapachów korzennych, bo niewątpliwie do takich należy, jak i paniom, które poza żarem przypraw szukają również czegoś do podkreślenia swojej kobiecości.

Zapach długo utrzymuje się na skórze i jest długo wyczuwalny dla otoczenia. Szkoda, że Balenciaga zrezygnowała ze sprzedaży i są one trudno dostępne, bo jest to kompozycja, która pod względem charyzmy z powodzeniem może stanąć w szranki z kultowym „Słoniem” Kenzo.

Nuty: Balsam Tolu, goździk, cynamon, benzoes, ambra, aldehydy, ylang-ylang, cywet, jaśmin, orchidea, wanilia, paczula, pomarańcza, róża, bergamotka.