Cytrynowy imbir z zieloną herbatą – Penhaligon`s „Malabah”

 

 

Penhaligon`s „Malabah” 

 

Otwarcie „Malabah” jest aromatyczno-korzenne. Wyraźnie wyczuwalny jest świeży imbir i soczysta cierpkość cytryny, która początkowo jest nieco detergentowa i syntetyczna, ale wrażenie to szybko zanika. Pięknie przedstawiono w tej kompozycji imbir, który iskrzy się, wibruje, a jego pikantne nuty w ciekawy sposób splatają się z cytrusowymi akordami.

Po kilkunastu minutach zapach przycicha – cytryna ze sztucznego laboratoryjnego tworu zamienia się w naturalny cytrynowy sok lekko dosłodzony cukrem i pojawia się wyraźna nuta zielonej herbaty. Nadal jest świeżo i korzennie (gałka muszkatołowa, kolendra i kardamon w składzie), ale również bardziej słodko i wręcz aksamitnie.

Perfumy te kojarzą mi się raczej z wiosenno-letnią porą, chociaż w ciepły jesienny dzień sprawdzą się równie dobrze. Imbir nadaje chłodnego przewiewu, zielona herbata jest przejrzysta i orzeźwiająca a cytryna zaskakująco łagodna, wygładzona bursztynowym muśnięciem.

„Malabah” z pewnością wzbudzi zainteresowanie tych, którzy szukają niebanalnych, świeżych perfum z delikatnie i naturalnie zarysowaną cytrusową nutą oraz pikantną szczyptą przypraw. Projekcja zapachu jest raczej dyskretna, trwałość około 4-5 godzin.

Nuty: cytryna, imbir, herbata, gałka muszkatołowa, róża, bursztyn, kolendra, drzewo sandałowe, piżmo, korzeń irysa.

Wiośniana róża elżbietańska – Penhaligon`s „Elisabethan Rose”

Penhaligon`s „Elisabethan Rose”

Nowa, wydana w 2018 roku, wersja klasycznego „Elisabethan Rose” z lat osiemdziesiątych,  to zupełnie inne pod względem składu perfumy niż pierwotna kompozycja. Jest to zapach krystalicznie czysty, ostry, z wibrującą sopranową nutą i ekspansywnie świeżą kwiatowością w otwarciu, którą tworzy zazwyczaj dodatek peonii, choć w tym przypadku nie została ona wymieniona wśród oficjalnie podanych składników.

Obecność nuty orzecha laskowego i migdała, których udział jest zresztą raczej śladowy, nie popycha bynajmniej tych perfum w gourmandową stronę. Panuje tu rześka, świeża, niezbyt słodka różaność, zabarwiona delikatnie równie rześką odsłoną owoców – czarnej porzeczki i mandarynki.

Z czasem zapach ze świdrujących przejrzystych tonów ewoluuje w bardziej miękkie i zamszowe rejony. Rześka, wiosenna róża nadal włada tym zapachem, ale łagodzą go nieco nuty drzewne i dojrzała śliwka.

„Elisabethan Rose” to ucieleśnienie wczesnej wiosny – sporo w nich chłodnej rosy i zanurzonego w zimnym poranku różanego ogrodu w pączkach.  Nie jest to jednak zapach dziewczęcy, a kobiecy – nie ma w tej kompozycji żadnych landrynkowych tonów, za to dużo spokoju, klasy i wyczuwalnej wysokiej jakości.

Nuty: róża majowa, orzech laskowy, piżmo, mandarynka, fiołek, migdał, czerwona lilia, śliwka, cynamon, nuty drzewne, czarna porzeczka, wetyweria, geranium, korzeń irysa.

Wiosna ucieleśniona – Calvin Klein „Truth”

 

Calvin Klein „Truth”

„Truth” to zapach, który już od pierwszych minut po aplikacji przenosi nas na wiosenne łąki. Dominuje w tych perfumach bardzo naturalnie oddany zapach kwitnącej koniczyny i wilgotna roślinność bambusa. Zieleń, będąca istotnym składnikiem tej kompozycji, nie jest ostrą, wytrawną zielonością traw lecz przybiera tony seledynowe, świeże i łagodne.

„Truth” jest zapachem jasnym i lekko chłodnym, jakby obecne w nim kwiaty i liście skropione zostały poranną rosą. Zieloność splata się z tu miodowym zapachem kwitnącej koniczyny i śladową ilością wanilii, a wszystko to jest delikatne, rozmyte, akwarelowe.

W wytwór marki Calvin Klein wplecione zostało również nieco woni przywodzącej na myśl świeże siano, zapewne powstałej przez połączenie bambusa i wetywerii, jak również sporo delikatnej, przejrzystej, iście wiosennej kwiatowości – lilia, mimoza i peonia w składzie. Kwiaty nie wysuwają się jednak na pierwszy plan, lecz idealnie wtapiają w srebrzysto-zielone tło, tworząc półsłodką, wonną całość.

Jeżeli poszukujemy wiosny ucieleśnionej, to lekki, świetlisty i i bardzo roślinny „Truth” stanowić będzie idealną propozycję, zwłaszcza, że mimo swej zwiewnej natury, trwałość ma całkiem solidną.

Nuty: bambus, koniczyna, lilia, wetyweria, peonia, bergamotka, drzewo sandałowe, cytryna, mimoza, piżmo, paczula, kwiat albicji biało-różowej, wanilia, bursztyn, jeżyna.

Zielono-fiołkowe opary – Balenciaga l`essence

Balenciaga „L`Essence”

„Są aromaty świeże jak ciała dziecinne,
Dźwięczne i niby łąki – zielone; są inne,
Bogate i zepsute, silne, tryumfalne”

 

Tak pisał Charles Baudelaire w wierszu „Oddźwięki”. Wydane w 2011 roku perfumy Balenciaga
należą niewątpliwie do pierwszej z wspomnianych przez niego kategorii.
Pierwsze nuty są zapachem iglastego leśnego poszycia, kwaśnej, surowej próchnicy borów mieszanych, chłodne i orzeźwiające jak źródełko, które wybiło gdzieś w środku lasu. Sprawcą tej woni jest zapewne obecny w składzie tych perfum cedr.
Później zapach ewoluuje w stronę wilgotnej, wiosennej, ukwieconej łąki. Uaktywnia się tufiołek, zapach staje się słodkawy, ale nie słodki, a iglasta nuta wciąż przebija ostrzejszym akordem. W ostatniej fazie „L`Essence” jest jednocześnie balsamiczny aromatem łąkowych roślin miododajnych i
zielony, ale nie zielonością soków, łodyg i liści, a cedrowych igieł i majaczących w tle liści fiołka.
Bardzo ciekawa jest użyta tu koncepcja przenikania się mglistych nut słodkich i jakby męskich iglastych i to ona właśnie stanowi o oryginalności tego zapachu.
Podsumowując, „L`Essence” to ciekawa propozycja na dzień, dla osób szukających zapachu, który wyróżni się spośród typowo kwiatowych i typowo zielonych woni, ale nie gotowych na eksperymenty z zupełnie ekscentrycznymi i niekomercyjnymi perfumami.
Doadtkową mocną stroną tworu Balenciagi jest ich bardzo dobra trwałość i delikatna, ale wyczuwalna projekcja.

 Nuty: liść fiołka, fiołek, wetyweria,  nuty zielone, cedr, drzewo sandałowe, paczula.