Cienista zieloność limonki – Guerlain „Aqua Allegoria Limon Verde”

Guerlain „Aqua Allegoria Limon Verde” 

Perfumy cytrusowe często nie charakteryzują się elegancją i wyrafinowaniem. Wiele z nich to po prostu świeże, sportowe psikadła na upały, z detergentową cytryną w roli głównej. Limon Verde, to jednak zupełnie inna bajka.

Cytrusowość jest tutaj wytrawna i łagodna jednocześnie, aksamitnie zamszowa skórka limonki miesza się z delikatnie tropikalnym podszyciem trzciny cukrowej.

Limon Verde to zapach cienisty i zielony, ale nie ostrą, tnącą zielenią trawy, lecz miękkim seledynem śródziemnomorskich ziół.

Jest to jeden z wykwintniej skonstruowanych cytrusowych zapachów, to nie są sportowe perfumy na siłownię czy fitness, ale na wieczorny spacer wśród rozgrzanych bulwarów, w długiej powłóczystej sukience.

Zielona zamszowość i świeża wytrawność obecne są przez cały czas trwania zapachu, ale dołączają do nich również słodkie, tropikalne nuty owocowe.

To co wyróżnia Limon Verde wśród innych perfum z kategorii świeżo-cytrusowych jest bardzo naturalne przedstawienie składników zapachowych. Nie znajdziemy tu chemicznych, detergentowych nut rodem ze środków czyszczących czy odświeżaczy powietrza – wszystko tu jest przejrzyste i świetnie skrojone. Wielka szkoda, że te urokliwe szepty i migoty Limon Verde tak szybko znikają ze skóry, trwałość tych perfum, jak zresztą i prawie całej serii Aqua Allegoria należy do dość słabych.

Nuty: limonka, nuty zielone, figa, trzcina cukrowa, owoce tropikalne, fasolka tonka.

Cytrusowa goryczka w wygórowanej cenie – Tom Ford „Sole di Positano”

Tom Ford „Sole di Positano”



„Sole di Positano” marki Tom Ford, to perfumy, które moim zdaniem są modelowym przykładem  jakości nieadekwatnej do ceny (ok. 600 zł za 50 ml).

Sam zapach jest dość przyjemny, nieinwazyjny, ale nie wyróżniający się ani specjalnie oryginalną ani wyjątkowo wyrafinowaną kompozycją.

Perfumy rozpoczynają się lekko mydlaną goryczką gorzkiej pomarańczy i neroli, z czasem coraz wyraźniejszy staje się również cytrusowy, cytrynowy zaśpiew. „Sole di Positano” niemal zupełnie pozbawiono słodkich konotacji, mimo potencjalnie słodkich nut kwiatu pomarańczy, mandarynki i jaśminu w składzie. Są świeże, przestrzenne, gorzko cytrusowe, posiadają również sporo akcentów eleganckiego mydełka stworzonego z orzeźwiających nut. I w zasadzie w takiej, niezmiennej od początku do końca formie, perfumy te trwają aż do momentu wygaśnięcia ze skóry.

„Sole di Positano” to nie są perfumy złe, ale to co sobą reprezentują nie koreluje z  wygórowaną ceną, zwłaszcza kiedy również weźmie się pod uwagę parametry użytkowe, które są najwyżej przeciętne.

Nuty: gorzka pomarańcza, mandarynka, kwiat pomarańczy, neroli, cytryna, pachnotka, jaśmin, kalabryjska bergamotka, ylang-ylang, mech, petitgrain, konwalia

woda mineralna z limonką – Moschino „I love love”

Moschino „I love love”

Generalnie nie przepadam za świeżymi zapachami, wolę gęste, zawiesiste i wieczorowe aromaty, ale na upały należałoby jednak wybrać co innego. Świetną propozycją na gorący dzień, wręcz jakby stworzoną na takie okoliczności jest Moschino „I love love”. Jest to zapach przejrzysty, chłodny jak woda mineralna lekko osłodzona cukrem z wyczuwalnymi nutami owoców cytrusowych (grejpfrut, pomarańcza, cytryna) i miętą. Zapach nie jest przesadnie kwaśny jak na przykład Aqua Allegoria Pampleune, podczas używania, której aż czuję cierpki posmak w ustach się jakbym była zmuszona do wypicia szklanki soku cytrynowego. Ponadto, wybrzmiewa bardzo naturalnie, co nie jest częstym zjawiskiem w cytrusowych perfumach ze średniej półki, które często nasuwają skojarzenie z wonią cytrynowych detergentów do sprzątania. Od perfum z kategorii świeżych nie należy zwykle oczekiwać wyjątkowych parametrów użytkowych i tak jest również w przypadku Moschino – przeciętna, około 4 godzinna trwałość i średnia projekcja.

Nuty: grejpfrut, pomarańcza, cytryna, czerwona porzeczka, cedr, sitowie, piżmo, trzcina cukrowa, konwalia, nuty drzewne, róża herbaciana, cynamon.

Orzeźwiająca peonia – Penhaligon`s „Peoneve”

Penhaligon`s „Peoneve” 

„Peoneve” to kompozycja współczesna, powstała w 2012 roku.

Jak można się domyślić, zapach ten zdominowała tytułowa peonia. Nie jest ona jednak całkiem słodka i nektarowa jak w „Peony” Jesusa del Pozo, tylko prawdziwie wiosenna, delikatna i przejrzysta.

Sporo w tej peonii lekko cierpkawych, zielonych nut co zapewne jest zasługą wetywerii i liści fiołka oraz nieco pudrowej kwiatowości.

Jest to zapach zdecydowanie orzeźwiający, doskonały na letnie upały. „Peoneve” swoim charakterem przywodzi mi na myśl „Rosabotanica” Balenciagi. Perfumy bardzo kobiece, wdzięczne, odpowiednie dla wielbicielek lżejszych, wiosennych woni. Nuty zapachowe połączone są bardzo zręcznie i tworzą udaną całość. Nie jest to rewolucyjne arcydzieło sztuki perfumeryjnej, ale bardzo przyjemny i w swojej kategorii dość oryginalnie stworzony zapach.

Nuty: peonia, róża, liść fiołka, wetyweria, piżmo, jaśmin, drzewo kaszmirowe.

Lilia na kostce lodu – Issey Miyake „L`Eau d`Issey Pure”

 Issey Miyake „L`Eau d`Issey Pure”

Świeża, przestrzenna kompozycja. Przywodzi na myśl kwiat lilii unoszący się na powierzchni chłodnej wody. Obecna w tym zapachu delikatna zielona goryczka czyni go jeszcze bardziej intrygującym. „L`eau d`issey pure” to wielka, choć ujęta w sposób nieoczywisty elegancja. Bardzo odpowiednia do zawartości jest forma flakonu – prosta, nowoczesna i ascetyczna.

Bo taki właśnie jest ten zapach – elegancki współczesnym modnym minimalizmem. Zanurzona w wodzie, nie do końca rozkwitła lilia zmieszana z ozonowymi nutami lotosu. Przestrzenne białe wnętrza i chłodne jasne światło. Jest kwiatowo, ale to kwiatowość subtelna i wyciszona. Lilia występuje w tych perfumach nie jako pożerający swym intensywnym, balsamicznym aromatem wszelkie okoliczne wonie strasznokwiat, lecz ucieleśniona wytworność, wytrawna, zrównoważona i na dystans. Pełnia szlachetnej prostoty – japoński pejzaż namalowany na chłodnej powierzchni białego jedwabiu.

Mimo swojej wyciszonej przejrzystości, nie jest to zapach dziewczęcy. Odpowiedni będzie raczej dla dorosłych kobiet, bo sam nosi w sobie również pewną dojrzałość i równowagę.

Zdecydowanie na wiosnę i lato, z powodu swego krystaliczno-chłodnego charakteru.

Nuty: jaśmin, lilia, nuty wodne, ambra, drzewo kaszmirowe, kwiat pomarańczy, róża damasceńska.

Chłodna róża i liść figi – Balenciaga „Rosabotanica”

Balenciaga „Rosabotanica” 

 

Nazwa tych perfum bardzo trafnie oddaje ich charakter. Jest to róża ukryta w gąszczu innych roślin, tak, zdecydowanie roślin właśnie, a nie kwiatów. Zapach ten nosi w sobie dużo zieloności zanurzonej w rześkiej rosie.  Zieloność ta jednak to raczej włochate liście i łodygi egzotycznego ziela niż trawa i jej soki, jak to ma miejsce w wielu perfumowych kompozycjach. Długo zastanawiałam się czy ta wodnistość, w której owe róże i zieleń są zanurzone to świetlista wilgoć poranka czy chłodna rosa nadciągającego wieczora i jednak skłaniam się ku tej drugiej opcji.

Róża jest słodkawa a jednocześnie cierpka dodatkiem grejfruta, przyjemnie orzeźwiająca i charakterystyczna. Nie znajdziemy tu nijakiej mydlaności „Especially Elixir” Escady – „Rosabotanica” to esencjonalny, dobrze  sprecyzowany twór z wyraźnymi nutami liścia figi i wetywerii.

Z racji swoich rzeźwiących właściwości zapach polecany głównie na ciepłe i gorące dni lata. Jako, że na wieczór preferuję bardziej ciężkie i głębokie wonie, to perfumy te zaklasyfikowałabym jako dzienne. Jednak, jeśli ktoś lubuje się w delikatnych i zwiewnych zapachach, to „Rosabotanica” zawiera w sobie pewną odważną, tajemniczą nutę, która sprawia, że można postrzegać ją raczej jako zapach  wyjściowy niż zakupowo – biurowy.

Nuty: liść figi, róża, petitgrain, grejpfrut, różowy pieprz, hiacynt, cedr, wetyweria, nuty drzewne, kardamon, paczula, biała ambra.