Dymna mimoza – Salvador Dali „Salvador Dali Parfum”


Salvador Dali „Salvador Dali Parfum”

Zapach zdecydowanie bardziej słodki niż można się było spodziewać. Wyobrażałam sobie coś w rodzaju „Youth Dew”Estee Lauder , a dostałam słodko-kadzidlany zapach z dużą dozą mydlanych nut.

Bardzo niewiele jest w tych perfumach tonów orientalnych – „Salvador Dali Parfum” to kadzidło europejskie i z lekka kwiatowe. Goździki i przyprawy czuć tylko w otwarciu, z każdą minutą zapach łagodnieje i traci pikantność.

Jest w tych perfumach  pewna domieszka pudru i delikatnej drzewności za sprawą obecnego w składzie drzewa sandałowego. Kadzidło łączone z lepką słodyczą mimozy brzmi oryginalnie i rzeczywiście jest to zapach nietuzinkowy, chociaż jednocześnie również przystępny i przyjazny w noszeniu. Adekwatnie do flakonu, jakby wyrzeźbionego z czarnej laki i noszącego znamiona pewnej surowości, woń jest poważna, kojarząca się z melancholią pochmurnego, bezwietrznego popołudnia. Czuje się, że nie jest to zapach, który powstał w ostatnich dwóch dekadach, ale nie jest też  przestarzały czy „babciny”.

Myślę, że do wielu osób przemówi ta dymna kwiatowość, mnie jednak brakuje w „Salvador Dali Parfum” nieco więcej szyprowej ostrości, która przełamałaby charakterystyczną smutną słodycz tych perfum. Projekcja i trwałość jest przyzwoita, kilkugodzinna.

Nuty: kadzidło, goździki, drzewo sandałowe, róża, męch dębowy, jaśmin, paczula, piżmo, mimoza, bergamotka.

W kręgu różanej melancholii – Valentino „Valentina Rosa Assoluto”

Valentino „Valentina Rosa Assoluto”

Perfumy, jak sama nazwa wskazuje, bazują obecnych w składzie róży bułgarskiej i róży z Taif, czyli kwiecie różanym rodem z Arabii Saudyjskiej, niedaleko świętego miasta Mekki.

Przyznam, że dominująca nuta w postaci tego właśnie kwiatu nie natchnęła mnie pozytywnie do testowania tych perfum. Założyłam, że będzie to miłe acz banalne kwiatowe pachnidełko jakich wiele. I tu się na szczęście pomyliłam.

W otwarciu oczywiście dominuje róża, ale taka raczej rodem z potpourri i olejku różanego niż woń świeżego kwiatu. Potem ta różana intensywność matowieje, zostaje przełamana truflowością podobną do tej z „Valentina Assoluto”. Wchodzimy w świat czekoladowych pralinek, ale raczej deserowych niż mlecznych, nadziewanych różanym i malinowym likierem. Jest kakaowo, słodkawo, ale nie mdląco i zupełnie inaczej niż w podobnych „różano-słodkich” kompozycjach.

Im dalej w las, tym bardziej róża staje się nietypowa, przywiędła i jesienna, bardziej w wydaniu różanych konfitur lub syropu. Jest matowa, zakurzona i odległa, a mimo to bardzo strawna i noszalna.

„Valentina Rosa Assoluto” to zapach, który pobudza wyobraźnię i inspiruje do interpretowania go i opisywania na różne sposoby. Mylący może być intensywny kolor flakonu, który sugeruje zapach żywy, odważny czy nawet nieco krzykliwy. „Valentina Rosa Assoluto” to nie są perfumy wesołe czy optymistyczne. Wśród orientalno-różanych oparów przewija się melancholijna nuta nostalgii i tęsknoty – to róża, która wydaje swe ostatnie tchnienie, spowita kadzidlanym zapachem palonych jesienią liści i więdnąca za zasłoną listopadowych mgieł.

Polecam romantyczkom i marzycielkom.

Nuty: malina, róża, paczula, róża z Taif, nuty drzewne, szafran, pralina, kwiat pomarańczy





Demon okiełznany – Givenchy „Ange ou Demon”

Givenchy „Ange ou Demon” 

Nazwa „anioł lub demon” sugeruje dwoistość natury tych perfum, a design i kolorystyka utrzymanego w przejrzysto grafitowej barwie flakonu przekonuje, że bliżej im do diabelskości.

Spodziewawszy się w związku z powyższym czegoś groźnego i drapieżnego, początek mnie rozczarował, bo okazał się być głównie waniliową słodyczą.

Dopiero po jakiejś półgodzinie noszenia tych perfum, gdzieś w tle zamajaczyły także ziemiste, bardziej posępne nuty jak wybrzmiewające w powietrzu ponurą melodią chorały gregoriańskie. 

„Ange ou Demon ” kojarzy się z ciemnymi jesienno-zimowymi nocami, kiedy „kołyszą się w gałęziach grudnie i listopady” , jak pisał w swoim wierszu Broniewski.

Jest też w tle drzewno-butwiejący akord,  coś jakby wnętrza starego drewnianego kościoła w pochmurny dzień i dużo woskowego zapachu dopalających się świec.

Demon z nazwy tych perfum to raczej „demony” w sensie psychologicznym, czyli nie nadprzyrodzone, groźne istoty, ale gnębiące, depresyjne myśli, bo zapach ma w sobie niewątpliwy smutek. 

Jednak w tych przepastnych ciemnościach pojawia się promyk nadziei; wśród zimnej nocy błyska gdzieś światełko bezpieczeństwa i schronienia w postaci ciepłych korzennych akordów, a melancholijność perfum została złagodzona kremową łagodnością wanilii i lilii oraz soczystą nutą mandarynki. 

Mimo, że wraz z upływem czasu ich słodycz  mocno się tonuje, „Ange ou Demon” mogą być odbierane jako perfumy męczące i ciężkie. Eleganckie, poważne, zrównoważone, dojrzałe i nieco depresyjne , ale z pewnością ciekawe i warte zapamiętania.

Nuty: wanilia, szafran, lilia, fasolka tonka, tymianek, ylang-ylang, orchidea, brazylijskie drzewo różane, mech dębowy, mandarynka.