Orzechowo-kremowa przestrzeń – Lancome „La Vie Est Belle L`Eau de Parfum Intense”

Lancome „La Vie Est Belle L`Eau de Parfum Intense”

Co ciekawe, flanker klasyka, Intense, jest wbrew swojej nazwie, delikatniejszy i lżejszy w charakterze od wersji bazowej. Spora w tym zasługa wyraźnie osadzonego w tej kompozycji przejrzystego irysa, zielonych łodyg porzeczki i niezbyt słodkiej nuty orzecha laskowego,  który nie wybrzmiewa tutaj deserowo, a raczej przypomina woń orzechowej łupiny – suchej i niemal pozbawionej słodyczy.

Tam gdzie klasyczna wersja tych perfum jest pełna ciężkiej waniliowo-pralinowej słodyczy, Intense jest zmieszane  znacznie subtelniej, wprowadza sporo  przestrzeni, a akord bitej śmietany jest raczej matowo-mleczny niż gourmand.

Owszem, flanker ten nosi w sobie sporo cech wspólnych z pierwotną formą, szczególnie znajoma jest charakterystyczna nuta musującej oranżady, są to jednak perfumy mniej masowe, bardziej charakterne i wyróżniające się, a jednocześnie wdzięczne i kobiece.

Podsumowując, La Vie Est Belle Intense to perfumy na wskroś nowocześnie skrojone, raczej przeznaczone na dzień, mniej oczywiste od klasycznego La Vie Est Belle, co nie oznacza, że trudne w odbiorze. Szczególnie przyjemne wrażenie robi kremowo-pudrowe wykończenie, jednak parametry użytkowe są nieco słabsze, chociaż nadal pozostają na zadowalającym poziomie.

Nuty: bita śmietana, orzech laskowy, irys, tuberoza, łodygi porzeczki, gruszka, ylang-ylang, pomarańcza, różowy pieprz, kwiat pomarańczy, jaśmin, bergamotka

Magnetyczna róża rodem z wyobraźni – Givenchy „Very Irresistible Sensual” (Very Irresistible EDP)



Givenchy „Very Irresistible Sensual” 

 

Zapach pochodzi z 2005 roku, jakiś czas temu z jego nazwy zniknął wyraz „sensual” i figuruje po prostu jako „Very Irresistible” EDP.

Jak jednak głosiła ich pierwotna nazwa, są to perfumy zdecydowanie zmysłowe. Bardzo noszalne, nie budzące kontrowersji, co nie znaczy bynajmniej, że banalne. Zdecydowanie ciekawsze niż wersja podstawowa  z 2003 roku „Very irresistible” EDT w różowym flakonie, która jest zbyt mainstreamowa, miałka i trywialna.

Podstawową nutą serii perfum „Very irresistible” jest róża. W „Sensual” ten kwiat przedstawiony jest bardzo interesująco – nie realistycznie i cierpkawo, jak w „Rosabotanica” czy „Tea Rose”, nie mydlanie jak w „Esentially Elixir” Escady lecz słodko, miodowo i balsamicznie.

Główna nuta została  tu przetworzona w taki sposób, że zapach ten ma tylko pewne właściwe królowej kwiatów zarysy, zamiast tego kompozycja róży, wanilii, piwonii, anyżu i paczuli splata się ze sobą, tworząc nieznany, upająjący słodką wonią purpurowy nektar.

To perfumy bardzo kobiece, ale nie dziewczęce. Odpowiednie bardziej dla Moniki Belluci niż eterycznych nastolatek w stylu Lily Rose Depp.

„Very irresistible sensual” poleciłabym przede wszystkim na wieczorne wyjścia towarzyskie. Ciemna, gęsta woń róży zanurzonej w waniliowym syropie  ma magiczną moc oddziaływania na męskie emocje. „Very irresistible sensual” nie bierze jeńców; to nie początkująca praktykatnka w świecie flirtu, lecz mistrzyni –  otacza rzeczywistość romantycznym oparem i kunsztownie uwodzi.

O ile jednak nie widzę tego zapachu jako dziennego, to z kolei nie łączę go z żadną konkretną porą roku – świetnie stopi się zarówno z ciepłym, letnim wieczorem, jak i zimowym powiewem lodowatego wiatru. Nie ma też obaw, że po krótkiej chwili ulotni się jego magnetyczna moc – „Very Irresistible Sensual” ma dużą projekcję i należy do zapachów trwałych.

Nuty: róża, anyż gwiazdkowaty, wanilia, paczula, piwonia.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jaśminowo-mimozowe gąszcze, czyli Givenchy „Amarige”

Givenchy „Amarige”



Mimo użytych w tej kompozycji licznych nut zapachowych, od początku do końca króluje głównie żółta mimoza. Zapach tych pochodzących z Australii kwiatów jest gęsty, miodny i tropikalny. Obecne są również bardzo wyraźnie akacja i jaśmin, takie wprost z parnej czerwcowej nocy. Te perfumy to jak zanurzenie się w ekstatycznym morzu upojnych kiści białych i żółtych kwiatów. Jest emocjonalnie a jednocześnie beztrosko.

To typowy dla lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych (wydany w 1991) bogaty bukiet zapachowy, bez wielkich subtelności, za to z ogromna siłą projekcji. Nic nie zakłóca słodkiej kwiatowości w miodowym wymiarze – giną gdzieś w niebycie wymienione wsród składu nuty drzewne – brazylijskie drzewo różane, sandałowe i cedr.

„Amarige” przypomina w tym nieco „Poem” Lancome, ale jest oryginalniejszy i bardziej charakterny. 

Przez to, że nie ewoluuje, jest linearny, od początku do końca bez żadnych meandrów i szufladek, może być postrzegany jako mało wyrafinowany, ale nie można odmówić mu kuszenia i kokieterii. To woń kobieca, nie dziewczęca, odpowiednia dla tych pań, które nie wstydzą się odważnej, uwodzicielskiej zmysłowości. „Amarige” idealne będą na wieczór, nocne wyjście czy randkę, zwłaszcza gdy chcemy kogoś olśnić i schwytać w sieci swych kobiecych powabów. Dodatkowo, jest bardzo trwały, powiewy zapachu czuć przy każdym ruchu ciała przez wiele godzin po aplikacji. 

Nuty: tuberoza, mimoza, gardenia, ylang-ylang, kwiat pomarańczy, jaśmin, akacja, drzewo sandałowe, brzoskwinia, goździk, śliwka, neroli, wanilia, ambra, nuty drzewne, czerwone jagody, brazylijskie drzewo różane, fasolka tonka, czarna porzeczka, piżmo, orchidea, mandarynka, cedr, liść czarnej porzeczki, róża, fiołek.