Brudna ćma w dworcowej toalecie – Zoologist „Moth”

 

Zoologist „Moth”

 

Buteleczka niezwykle zachęcająca, sugerująca perfumy niekonwencjonalne, ekscentryczne i mroczne, jak również odważne i stanowiące dobrą pożywkę dla wyobraźni, tworzenia w umyśle obrazów, odniesień i skojarzeń.

Rzeczywistość jednak okazała się okrutna. Testowanie tych perfum było przyznam, torturą. Okropny, rzeczywiście prawdziwie owadzi zapach, zmieszany z czymś syntetycznym i wonią moczu. „Moth” to ćma w ujęciu naturalistycznym, a nie symbolicznym, w dodatku pokryta oślizgłymi ludzkimi wydzielinami.  Mieszanina ta była tak odrażająca, że nie byłam w stanie wręcz zbliżyć nosa do nadgarstka. Za każdym razem gdy musiałam je powąchać w celach testowych czułam się jakbym miała zaraz zanurzyć nos w cuchnącej kałuży. „Moth” to woń zeschniętych, zakurzonych stosów owadzich kokonów na strychach czy w bramach starych kamienic gdzie bezdomni załatwiają swoje potrzeby fizjologiczne. Jakim cudem tak niewinne dominujące nuty – miód, mimoza, heliotrop, dym, irys, żywice mogły wydać na świat takiego potwora.

Dla mnie straszna trauma zapachowa, potwierdzona przez kilka osób z najbliższego otoczenia, ale wiem, że są też tacy, którzy tę woń postrzegają inaczej i czują w niej, o dziwo, kwiaty i miody, jak również są skłonni zapłacić za nią niemałą cenę, wynoszącą około 600 zł.

Nuty: miód, mimoza, dym, heliotrop, agar, irys, żywice, piżmo, czarny pieprz, róża, szafran, goździki, kmin, gałka muszkatołowa, cypriol, drzewo gwajakowe, cynamon, konwalia, jaśmin, ambra, wetyweria, paczula, cytryna

Suszony kwiat akacji i kwaśny goździk – Donna Karan „Gold Sparkling”


Donna Karan „Gold Sparkling”



„Gold Sparkling” to perfumy cierpkie. Obecne są w nich akacjowe powiewy, ale za sprawą domieszki intensywnego białego goździka pachną raczej jak suche kwiaty akacji, zmielone razem z liśćmi. Jest w tych perfumach dużo zielonych, kwaśnych nut

Mnie ta cierpkość rozczarowała – liczyłam na więcej kwiatowości akacji i bzu, a na mojej skórze dominuje cytrusowy goździk zmieszany z paczulą. Jednak, mimo, że „Gold Sparkling” nie należy do kategorii zapachów którą najbardziej lubię, czyli słodkich, raczej ciężkich z romantycznym zacięciem ale i nutą „inności” (tej „inności” jest w „Gold Sparkling” aż za dużo), budzi moją sympatię, jest zdecydowanie „jakiś”, ma swój wyraźnie sprecyzowany charakter i wyróżnia się spośród nudnych, miałkich pachnidełek typu „Chloe” czy „Bright Crystal”.

Na pewno jest to zapach ekscentryczny, bo do typowo świeżych i zielonych też nie można go zaliczyć, mimo całej jego kwaśności, dziwnej zresztą, bo suchej i jakby pieprzowej. Są w nim też jakieś echa liści geranium, którego nie ma w składzie.

Może być kuszący dla lubiących ekstrawagancję i dziwadła, tudzież lubujących się w cierpkościach i kwaskowatościach innych niż cytrusowe.


Nuty: akacja, biały goździk, bez, bursztyn, paczula, jaśmin, cytrusy, jagody.

Butwiejący heban dla odważnych – Tom Ford „Black Orchid”



Tom Ford „Black Orchid”

Ropoczęcie jest altowe, już widać, że nie będą to przeciętne perfumy o typowym zapachu. W porównaniu do składu, woń, którą otrzymujemy na nadgarstku zaskakuje. Po tworzących tę kompozycję składnikach takich jak meksykańska czekolada, tytułowa orchidea, wanilia, jaśmin czy gardenia, spodziewać się można słodyczy. Tymczasem nic z tego. Pojawiają się za to bardzo mocne, świdrujące w nosie nuty egzotycznego, lekko zmruszałego drewna z gdzie niegdzie przewijającymi się iskrami cytrusów. Na tym etapie nie da się tego zapachu określić jako przyjemny, wręcz przeciwnie, jest irytujący jak zapach lakieru do podłóg.

Perfumy Toma Forda nasuwają skojarzenie z opuszczonym teatrem czy ciemnym dziewiętnastowiecznym gabinetem z zakurzonym pluszem foteli i zapachem starego drewna. Późniejsza projekcja zapachu jest już łatwiejsza do przyjęcia. Są w niej wyraźne reminiscencje orientalne i ujawniają się obecne w składzie przyprawy. Po jakiejś godzinie w zapachu tym da się również wyczuć nuty czekoladowe, gęste, ciężkawe i niezbyt słodkie, mimo to nadal dominuje drewno okadzone kadziłem. Tytułowej orchidei nie czułam wcale.

„Black Orchid” nie zachwycił mnie, chociaż trudno odmówić mu pewnej konserwatywnej (mimo całej ekscentryczności) elegancji. Perfumy te postrzegam jako odpowiednie raczej dla dojrzałych kobiet, nie bojących się eksperymentów i nietypowych rozwiązań perfumiarskich.


Nuty: meksykańska czekolada, trufla, paczula, orchidea, wanilia, kadzidło, przyprawy, gardenia, nuty owocowe, ambra, czarna porzeczka, drzewo sandałowe, ylang-ylang, jaśmin, wetyweria, lotos, bergamotka, mandarynka, cytryna Amalfi, białe piżmo.