Pudrowa tuberoza w wieczorowym wydaniu – Gucci „Bloom”

Gucci „Bloom”

„Bloom” to jeden z nowszych tworów marki Gucci, wydany został w 2017 roku lecz mimo tego nie wpisuje się  jednak w modne obecnie trendy spod znaku przystępnych, słodko-gourmandowych, czy owocowo-kwiatowych woni.

Perfumy te pełne są ciężkiej i gęstej, tuberozowo – jaśminowej słodyczą, ale również podbite gorzkawą zielenią łodyg, co nadaje im charakterystyczną chropowatą fakturę. Tuberoza na szczęście nie ma tu częstego w perfumach plastikowego wydźwięku, jest matowo-pudrowa i zmieszana ze słodką, nieco nawet waniliową, nutą jaśminu. Osobiście, ze względu na duszną gęstość i posągowy charakter postrzegam je jako perfumy o charakterze raczej wieczorowym niż codziennym. Swoją konstrukcją, monumentalnością i ciężarem „Bloom” nawiązuje w dużej mierze do narkotycznych kwiatowych pachnideł lat dziewięćdziesiątych, takich jak Amarige Givenchy czy Lancome Poeme i jest zdecydowanie jednym z ambitniejszych i ciekawszych wytworów perfumowego mainstreamu z ostatnich lat. Świetne są również parametry użytkowe tych perfum, cechuje je znaczna trwałość i projekcja.

 

Nuty: tuberoza, jaśmin wielkolistny, wiciokrzew, korzeń irysa, nuty zielone, wanilia, drzewo sandałowe, pomarańcza.

Gorzko-słodki nektar brzoskwiniowy – Eisenberg „Rouge&Noir”

Eisenberg „Rouge&Noir”

Rouge & Noir” marki Eisenberg, to zdecydowanie dostojny, majestatyczny, wręcz monumentalny zapach. Osią tej kompozycji jest brzoskwinia w stylu vintage – dojrzała, a nawet niemal przejrzała, bogata, z lekką goryczką pestki. W połączeniu z nutą ylang-ylang daje ona aksamitnie miodowy efekt.

„Rouge & Noir” to zapach zdecydowanie wieczorowy, elegancki a wręcz wytworny. Stylizowany nieco na minione dekady, ale mimo to na tyle nowoczesny, że zupełnie nie trąci myszką.

Do zalet tych perfum z pewnością należy umiarkowanie w dawkowaniu słodyczy, a przez ich miodowo-syropową strukturę przebija nieco drapiącej szorstkości i kropla goryczki. Czasami odzywają się tu echa Dolce Vity Diora (mają sporo wspólnych nut – brzoskwinia, wanilia, cedr, drzewo sandałowe, róża, bergamotka), ale „Rouge & Noir”, to perfumy skrojone zdecydowanie bardziej nowocześnie, mimo wyraźnej retro stylizacji.

Kompozycję tę określiłabym jako barokowe, bogate  perfumy na duże wyjścia. Mimo, że marka zaliczana jest do niszowych, „Rouge & Noir”  nie są specjalnie ekscentryczne czy trudne w odbiorze. Jest to gorzko-słodki, gęsty brzoskwiniowy nektar przepleciony tuberozowym akordem i narkotycznym jaśminem, który jednak pojawia się dopiero po jakimś czasie. Trwałość i projekcja na średnim poziomie.

Nuty: brzoskwinia, ylang-ylang, tuberoza, benzoes, wanilia, czarna porzeczka, jaśmin, róża, drzewo sandałowe, białe piżmo, pszoniak, kwiat pomarańczy. bergamotka, cedr.

Plastikowy heban – Roberto Cavalli „Nero Assoluto”

Roberto Cavalli „Nero Assoluto”

Otwarcie jest, mimo, że gęste i słodkie, dość nijakie. Trochę wanilii zmieszanej z bliżej nieidentyfikowalnym kwiatem i plastrami cytrusów.

Jest syntetycznie, plastikowo i wygląda to jakby twórcy nie mieli na tę pozycję specjalnego pomysłu.

Nie dostrzegam również w tych perfumach specjalnych konotacji z głęboką czernią pięknego flakonu, przypominają one raczej jedno ze słodkich mainstreamowych pachnideł ze średniej półki niż zapach, który jak mogłaby sugerować butelka, pasuje klimatem do Conradowskiego „Jądra Ciemności”. Mroku i tajemnicy jest tu najwyżej tyle co w ciemnej landrynce, i tak samo jak ona „Nero Assoluto” są w lepki sposób słodkie.

Dopiero później, kiedy wyłaniają się powoli tony drzewne (heban w składzie), „Nero Assoluto” robi się nieco bardziej interesujące. Nuty jakby lakierowanego drewna, bardzo delikatne, wtopione w ciemno-waniliową słodycz wyprowadzają na chwilę tę kompozycję z banału. Szybko jednak lekko pudrowe, lepko słodkie tony orchidei powracają i tym razem bezpowrotnie już zagarniają sobą te perfumy.

Podsumowując – szukajacy perfum nietuzinkowych i z wyrazistym charakterem  będą zapewne rozczarowani, za to lubiącym zapachy słodkie, gęste i waniliowo-kwiatowe „Nero Assoluto” powinny się podbać. Trwałość niestety poniżej średniego poziomu, utrzymują się na skórze najwyżej około 3 godzin.

Nuty: orchidea, wanilia, heban, nuty drzewne, cytrusy.

Kwiatowa żywiczność i nuta zamszu – Jesus del Pozo „Dahlia”



Jesus del Pozo „Desert Flowers Dahlia”

„Dahlia”, podobnie jak „Peony” z tej samej serii „pustynnych kwiatów” Jesusa del Pozo, jest bardzo udanym dziełem sztuki perfumeryjnej. Zapach wcale nie  jest łatwy i mainstreamowy, występuje w tej kompozycji wyraźna inność, złożoność, indywidualny styl, który ją wyróżnia spośród setek słodkich perfum.

Bo Dahlię niewątpliwie do słodkich należy zaliczyć. Nie jest to jednak słodycz mdląca, lecz przełamana paczulą, pieprzem, agarem i środziemnomorskimi iglakami. Wbrew nazwie, nie dominuje tu dalia, choć jest ona obecna w postaci gorzkich, lekko ziemistych kropel, które przezierają  na dnie  nekatrowego pucharu białych kwiatów (jaśmin i tuberoza w składzie). Bohaterem kompozycji jest według mnie cyprys, ze swoją balsamiczno – żywiczną, zieloną słodyczą. Perfumy te niosą w sobie zarówno aromatyczność drzew iglastych, jak i kwiatową upojność, co tworzy naprawdę ciekawą kompozycję.

Z pewnością „Dahlia” zdobędzie wielu zwolenników, zarówno ze względu na swój dość unikalny charakter ; dalię, jaśmin i tuberozę przeplecioną z paczulą, zamszem i cyprysem, jak i świetne parametry użytkowe. Trwałość jest naprawdę duża, a i projekcja wyczuwalna. Nie przypaść do gustu może natomiast miłośnikom perfum w stylu „wiosenna mgiełka”, Dahlia to bowiem pachnidło dość ciężkie i nektarowo słodkie.

Nuty: dalia, jaśmin, tuberoza, cyprys, neroli, agar, paczula, pieprz, zamsz, bergamotka.