Kwiatowa żywiczność i nuta zamszu – Jesus del Pozo „Dahlia”



Jesus del Pozo „Desert Flowers Dahlia”

„Dahlia”, podobnie jak „Peony” z tej samej serii „pustynnych kwiatów” Jesusa del Pozo, jest bardzo udanym dziełem sztuki perfumeryjnej. Zapach wcale nie  jest łatwy i mainstreamowy, występuje w tej kompozycji wyraźna inność, złożoność, indywidualny styl, który ją wyróżnia spośród setek słodkich perfum.

Bo Dahlię niewątpliwie do słodkich należy zaliczyć. Nie jest to jednak słodycz mdląca, lecz przełamana paczulą, pieprzem, agarem i środziemnomorskimi iglakami. Wbrew nazwie, nie dominuje tu dalia, choć jest ona obecna w postaci gorzkich, lekko ziemistych kropel, które przezierają  na dnie  nekatrowego pucharu białych kwiatów (jaśmin i tuberoza w składzie). Bohaterem kompozycji jest według mnie cyprys, ze swoją balsamiczno – żywiczną, zieloną słodyczą. Perfumy te niosą w sobie zarówno aromatyczność drzew iglastych, jak i kwiatową upojność, co tworzy naprawdę ciekawą kompozycję.

Z pewnością „Dahlia” zdobędzie wielu zwolenników, zarówno ze względu na swój dość unikalny charakter ; dalię, jaśmin i tuberozę przeplecioną z paczulą, zamszem i cyprysem, jak i świetne parametry użytkowe. Trwałość jest naprawdę duża, a i projekcja wyczuwalna. Nie przypaść do gustu może natomiast miłośnikom perfum w stylu „wiosenna mgiełka”, Dahlia to bowiem pachnidło dość ciężkie i nektarowo słodkie.

Nuty: dalia, jaśmin, tuberoza, cyprys, neroli, agar, paczula, pieprz, zamsz, bergamotka.

Słodkość pomarańczy i migotanie morskiej wody – Hermes „Elixir des Marveilles”

Hermes „Elixir des Marveilles”

Perfumy iście nadmorskie, wręcz czuje się w nich łagodne kołysanie fal. Obecność kandyzowanej pomarańczy i żywic pojawia się głównie w pierwszej fazie. Jest delikatnie słodko, subtelnie i wyrafinowanie. Mimo, że są to perfumy zdecydowanie dzienne i wakacyjne, to niosą ze sobą wytworną elegancję.

Po pewnym czasie zapach rozwija się w stronę, gdzie króluje głównie słona morska woda migocząca w promieniach słońca. To nie posępny, siny Bałtyk, tylko śródziemnomorskie, błękitne morskie tonie.

„Elixir des Marveilles” jest zapachem lekkim, przestrzenny – sól rzucona w morską bryzę i  kawałki drewna rozrzucone na plaży, pokryte osadem soli. Sól jednak nie jest tutaj  drażniąca czy ostra, ale subtelna, przepleciona lekką, transparentną słodyczą balsamów i pomarańczy.

Zapach bardzo wdzięczny, przejrzysty, czuć w nim wielki talent i klasę twórców oraz dobrej jakości składniki, które zostały w „Elixir des Marveilles” użyte.

Umiarkowana trwałość, oceniam je również jako perfumy trzymające się blisko skóry.

Nuty: skórka pomarańczowa, żywica syjamska, bursztyn, karmel, balsam peruwiański, dąb, cedr, paczula, kadzidło, fasolka tonka, drzewo sandałowe, cukier wanilinowy.

Sosnowy las, dym i kadzidło – Serge Lutens „Fille en Aiguilles”

Serge Lutens „Fille en Aiguilles”

„Fille en Aiguilles” pochodzą z 2009 roku. Kiedy pierwszy raz zetknęłam się z tym zapachem, poczułam, że czegoś takiego poszukiwałam od lat – nieoczywistość, balsamiczne ciepło i melancholia jesieni.

Nazwa oznacza dziewczynę w szpilkach i z pewnością nie chodzi tu o rodzaj butów, lecz kobiecość zanurzoną w zwarzonych już niszczącą mocą jesieni igłach sosnowych, które stanowią w tych perfumach jedną z dominujących nut. Zapach pogrążonego w jesieni lasu i jego suche iglaste poszycie oddane jest w „Fille en Aiguilles” bardzo realistycznie.

Początek tych perfum to przeplatanie się woni dymu ogniska, suchego osmalonego drewna, żywic i sosnowych igieł. W ciągu kolejnej godziny zapach idzie w kierunku drewniano-kadzidlanym. Przypomina wtedy suche drewno kościelnych ław przesączone charakterystycznym zapachem wnętrz świątyń.

Jest w tych perfumach coś uroczystego, tajemniczego jak woal jałowcowego dymu, który skrywa za sobą światy, których gołym okiem nie widać, a jednocześnie te palone liście lekko osłodzone żywicą i suszonymi owocami są po protu ładne i noszalne.

Jedyną wadą „Fille en Auguilles” jest ostatnia faza , kiedy to wybrzmiewają dymno-balsamiczne wonie i ujawnia się w roli dominującej wetyweria z drażniącym ziemistym posmakiem.

Projekcja raczej bliskoskórna, trwałość około pięciu godzin.

Nuty: sosna, kadzidło, suszone owoce, jodła balsamiczna, przyprawy, liść laurowy, wetyweria.

Gotycki jaśmin – Bvlgari „Jasmin Noir”



Bvlgari „Jasmin Noir”


Przy otwarciu zaskakuje cierpkością, zielonymi nutami i jest dość nijaki. Później dopiero przeobraża się w balsamiczną świetlistość, prawdziwy narkotyczny trans. Nowoczesna (perfumy z 2008 roku), luksusowa słodycz, która ani przez chwilę nie wkracza w banał i emanuje oleistą słodyczą jaśminu w nieco syntetycznym, ale tym bardziej interesującym wydaniu. To kiście jaśminu majaczące gdzieś widmowo w półmroku wiktoriańskich komnat jak blade płomyki świec.

Swoją krystaliczną, chłodną słodyczą „Jasmin Noir” przywodzi na myśl egzotyczne białe kwiaty zamrożone w kostce lodu. Z kolei gardenia, przypominająca tę z „Hypnose” Lancome, nadaje transowego, wibrującego charakteru.

Tytułową czerń należy chyba interpretować jako sugestię oryginalności, niecodzienności (wszak czarny jaśmin to nie to samo co zwykły, biały) i pewnej powagi jaką niewątpliwie ma w sobie ten zapach. To nie jest kompozycja figlarna i dziewczęca, nie wiosenna promienność (choć takie skojarzenie jaśmin może wywoływać) gra tu pierwsze skrzypce, ale pełnia lata,  rozkwitłe kiście kwiatów na granicy dojrzałości i przekwitania, zanurzone w pulsującym przedburzowym powietrzu.

Bardzo ciekawy zapach, głównie na wieczór, duże wyjścia, gdyż na codzień może być postrzegany jako zbyt intensywny.

Niestety, po godzinie noszenia, jego woń na nadgarstku mocno się rozmywa i ulatuje, trwałość nie jest więc jedną z niewątpliwie licznych zalet „Jasmin Noir”.

Nuty zapachowe: jaśmin wielkolistny, migdał, gardenia, lukrecja, fasolka tonka, wyszukane drewna, ambra, piżmo, paczula, nuty zielone.