Serce z cukru i orzechów – Diesel „Loverdose Red Kiss”

Loverdose Red Kiss to jedne z przyjemniejszych i bardziej oryginalnych słodkich pachnideł, do tego w umiarkowanej cenie. Perfumy te skonstruowane zostały między innymi z nut z cukru, ziaren kakaowca i laskowych orzechów. Cukrowy akord sprawia, że faktura zapachu wydaje się niemal chrupka, krucha i chropowata w przyjemny i ciekawy sposób. Loverdose Red Kiss z pewnością należy do perfum słodkich, ale nie jest ulepkiem, a harmonijnie utkaną kompozycją gdzie cukrowe akordy równoważone są przez głębokie tony wytrawnego kakao i delikatne echo czarnej porzeczki. Perfumy te, mimo obecności apetycznych, deserowych składników oraz nieco infantylnej nazwy są propozycją raczej adresowaną do dorosłych kobiet niż dziewczęco -nastolatkową. Loverdose Red Kiss to nie szalony koktajl landrynkowych nut, ale profesjonalnie zmieszana kakaowo-orzechowa kompozycja o naprawdę dobrej trwałości. Polecam te perfumy zwłaszcza jako zapach jesienno-zimowy i na wczesną jesień – na ciepłe pory roku może wydawać się nieco zbyt ciężki.

Nuty: cukier, ziarno kakaowca, orzechy laskowe, czarna porzeczka, kwiat pomarańczy, morela, paczula, bursztyn, jabłko, bergamotka.

Sentymentalna podróż do lat osiemdziesiątych – Calvin Klein „Secret Obsession”

„Secret Obsession” powstał w 2008 roku i jest jednym ze współczesnych zapachów, które w największym stopniu niosą ze sobą konotacje vintage. Już otwarciu  pojawia się mocno wyczuwalna,  charakterystyczna dla wielu perfum z lat osiemdziesiątych woń przypominająca nieco lakier do włosów jaką znamy chociażby z Gucci Rush.
Zapach ten początkowo jest niemal całkiem wytrawny, ale wraz z upływem czasu wysładza się specyficzną jakby plastikową słodyczą.
Wśród nut składowych najmocniej wyczuwalna jest gałka muszkatołowa, chociaż w odsłonie raczej łagodnej, pospołu z drzewem sandałowym, tuberozą i gorzkawą szczyptą piołunu.
„Secret Obsession” to zapach trudny do opisania. Jest w nim sporo pylistych przypraw, nut drzewnych, specyficzny jesienny klimat i śliwka, która nie przypomina prawdziwego owocu, a jego plastikową atrapę.
Dla wielbiciela nowoczesnych kompozycji może nie być łatwy, gdyż osadzony jest mocno w klimacie perfumiarskim sprzed kilku dekad. Najbardziej poleciłabym go tym, którzy czują olfaktoryczną i nie tylko, tęsknotę za latami osiemdziesiątymi. Opary lakieru do włosów, duże plastikowe kolczyki i muzyka Tears for Fears  to obrazy jakie generuje w wyobraźni zapach tych perfum.

Nuty: śliwka, gałka muszkatołowa, tuberoza, róża, owoc muszkatołowca, drzewo sandałowe, piołun, jaśmin, orchidea, ylang-ylang, kwiat pomarańczy, bursztyn, wanilia, drzewo kaszmirowe, irys.

Waniliowe oblicze klasyka – Yves Saint Laurent „Black Opium Intense”

 

„Black Opium Intense” to bardziej waniliowa, ale i chyba mniej udana wersja klasycznego Black Opium. Nuty składowe takie jak absynt, malinojeżyna i lukrecja obiecują intrygującą całość, niestety zapach nie wykracza poza mało charakterystyczną waniliowo-słodką, okraszoną maślanym jaśminem kompozycję. Akord kawy, który i w pierwotnym Black Opium nie był zbyt prominentny, a jeśli już to w postaci mocno mlecznego i zasypanego cukrem capuccino, w wersji Intense jest jeszcze bardziej nikły. Mimo wszystko, nie są to perfumy i wielbicielom typowych mainstreamowych słodziaków mogą przypaść do gustu, ale z pewnością nie jest to zapach, który pozostaje na dłużej w pamięci. Jest w „Black Opium Intense” pewna przyjemna śmietankowość i ciepły glow, ale to w zasadzie wszystko czym mogą zrobić pozytywne wrażenie. Wbrew sugerującej większą wyrazistość i intensywność nazwie, flanker ten jawi się mimo całego swego podobieństwa do klasyka jako jego mniej interesująca, a bardziej mdła i nijaka wersja. Ustępuje mu również trwałością i projekcją, chociaż parametry użytkowe nadal pozostają  na przyzwoitym poziomie.

Nuty: wanilia, jaśmin wielkolistny, kwiat pomarańczy, lukrecja, absynt, kawa, malinojeżyna, drzewo sandałowe.

 

Koloński jałowiec bez jedwabiu – Agent Provocateur „Blue Silk”

„Blue Silk” to perfumy mocno nieokreślone i raczej z gatunku „interesujące” niż „ładne”. Nazwa jest zdecydowanie myląca – kompozycja składa się raczej z ostrych kantów niż jedwabistych gładkości i właściwie nie przypomina bliżej żadnego innego zapachu. „Blue Silk” są ostre, jałowcowe i industrialne – zwłaszcza na początku drgają w nich jakby metaliczne, stalowe nuty. Pojawia się też cynamon,  jednak nie aromatyczny i deserowy, ale suchy, twardy i pikantny przez podbicie z różowego pieprzu. Po pewnym czasie metaliczne akordy przeobrażają się w cierpkie, kwaskowe drewno, a ostre, ziemiste nuty łagodnieją nieco i zostają zalane przez drzewne, kremowe tony, przez co „Blue Silk” staje się nieco łatwiejszy w odbiorze. W miarę rozwoju zapachu poprzez jałowcowy aromat, którego sporo jest w tych perfumach, przeglądać zaczynają również lekko cytrusowe echa mandarynki i cytryny, utrzymane są one jednak w bardziej w klimacie męskiej wody kolońskiej niż tym zwykle obecnym w damskich perfumach.
Doceniam koncepcję marki Agent Provocateur i nieoczywistość tych perfum, ale poza nowoczesną formą i odważnymi nutami nie dostrzegam w tej kompozycji żadnego szczególnego uroku czy choćby charyzmy. Udało się zaskoczyć i zaintrygować, ale brakuje tu magii i czegoś do zapamiętania. Parametry użytkowe również nie budzą zachwytu.

Nuty: jałowiec, różowy pieprz, cytryna, mandarynka, cynamon, róża, jaśmin, nektarynka, drzewo sandałowe, wetyweria, fasolka tonka, piżmo.

Kakao na piżmowej chmurce – Prada Candy Night

Największą i właściwie jedyną wadą tych perfum jest delikatna, żeby nie powiedzieć, dość słaba, projekcja i nienajlepsza, chociaż i nie katastrofalna trwałość. Już po około trzech godzinach przygasają na tyle, że żeby je poczuć trzeba niemal trzymać nos przy nadgarstku.
Poza tym, Candy Night składa się niemal z samych zalet. Główną nutą według składu podanego przez producenta jest kakao i rzeczywiście, wyraźnie dominuje ono w tej kompozycji. Jest matowe i pomimo nut karmelu i wanilii zaledwie lekko słodkie. Na tyle, że przypomina deserową, półgorzką czekoladę, a nie słodzone napoje kakaowe dla dzieci.
Kakao jest wyraźnie kosmetyczne, co jednak w żaden sposób nie odbiera mu uroku i osadzone na delikatnym, białochmurkowym piżmie znanym z kompozycji Candy Kiss tej samej marki.
Podsumowując – Candy Night będzie łakomym kąskiem dla wielbicieli pachnideł z nutą kakao, zwłaszcza tego umiarkowanie słodkiego, za to ze sporą dozą klasy i szyku. Niestety, trzeba się przygotować, że aby zachować ciągłość zapachu trzeba będzie dość często aplikować perfumy na skórę z powodu ich mocno średniej trwałości.

Nuty: kakao, pomarańcza, karmel, wanilia, białe piżmo.

Puder, puder, puder – Van Cleef & Arpels „Bois Dore”

Zgodnie z tytułem dzisiejszej recenzji – „Bois Dore”, czyli w tłumaczeniu z francuskiego „złociste drewno” to zapach mocno pudrowy, w dodatku pudrem nienajlżejszego kalibru i dość słodkim. Jedni będą ten puder postrzegać jako otulający migdałowy obłok, dla innych, i ja właśnie zaliczam się do tych nieszczęśników, będzie duszący i zapychający nozdrza niczym kłęby waty. „Bois Dore” to zapach suchy i pylisty, obecne w nim migdały, cedr i drzewo tekowe są wysuszone na wiór, do tego dochodzi kremowa z natury nuta fasolki tonka i mimo pozornie miękkiej, puchowej struktury mamy zapach, który może (choć nie musi, zależnie od preferencji) drażnić. Może również zachwycać swą niewątpliwą casualową elegancją – są to perfumy do płaszcza z wysoko gatunkowej wełny czy kaszmirowego swetra. Ci którym szczodrze rozsypane pudrowe akordy i sucha faktura zapachu nie przeszkadzają znajdą w nim miły, przytulny i bardzo trwały zimowy rozgrzewacz, gdyż „Bois Dore” jest zdecydowanie ciepły w odbiorze,  kaszmirowo-gładki, w bazie podkręcony przyprawami (pieprz w składzie)  Jeżeli miałabym tę woń określić barwą, byłby to ciepły beż, odcień kawy z mlekiem czy kolor skorupki włoskiego orzecha.

Nuty: wanilia, fasolka tonka, migdał, drzewo tekowe, piżmo, woda mineralna hs, czarny pieprz, cedr, tytoń.

Papirus, zielnik i tytoń – Byredo „Oud Immortel”

 

 

„Oud Immortel” to wprawdzie perfumy dość ekscentryczne i nietypowe, jednak nie należą do kategorii tych najbardziej trudnych i niezrozumiałych. Ziemisto – zielone przestrzenie niepokoją wprawdzie aromatem surowego tytoniu wchodzącego wręcz momentami w rejestry przypominające popiół, ale i kuszą aby się w nich zanurzyć niczym cieniste patio pełne ziół i południowych roślin.  „Oud Immortel” to ostra zieleń zmieszana z zapachem pergaminowych zwojów. Jest w nich coś ze starej biblioteki, kart wiekowych książek i roślinnych suchych włókien. Wśród nut zapachowych wymieniony został włoski likier Limoncello, ale nie jest on wiodącym składnikiem tych perfum. Owszem, czasem prześwituje słonecznym cytrusem, ale szybko zostaje zduszony przez ziemisto-mszystą paczulową powłokę, jakby kieliszek tego trunku rozlał się i wsiąkł w ziemię, zmieszawszy z aromatem gleby i korzeni traw. Kiedy próbowałam wyobrazić sobie  z jaką porą roku kojarzą mi się te perfumy, początkowo obstawiałam marzec, kiedy to pierwsza zieloność przeziera przez grudy ziemi, ale jest również w tym zapachu coś co przywodzi na myśl rozgrzane słońcem stosy skoszonego siana albo brzegi Eufratu. Co do tytułowego oudu, czyli często używanej głównie w perfumiarstwie niszowym żywicy drzew z rodzaju Aguillaria, to nie znając składu tych perfum można byłoby twierdzić, że nie ma go tam wcale. Został do tego stopnia zdominowany przez papirusowe i zielone akcenty, że przestał być oddzielnym zapachowym bytem, a stał się niewyczuwalną osobno składową całej kompozycji.

Nuty: papirus, tytoń, mech dębowy, likier Limoncello,  kadzidło, paczula, kardamon, agar (oud), brazylijskie drzewo różane.

 

Rabarbar i owocowe cukierki – Nina Ricci „Ricci Ricci”

 

„Ricci Ricci” z pewnością nie wnosi jakiejś nowej jakości do świata perfum pomimo całkiem oryginalnych nut (rabarbar i datura), ale zdecydowanie są to perfumy, które mogą się podobać. Słodko-cierpkawe, soczyste z rzeczywiście wyraźnie zaznaczoną rabarbarową nutą.
Wdzięczne, kobiece raczej niż dziewczęce pachnidło, nieofensywne dla otoczenia. Po bardzo ładnym początku z czasem zaczyna pachnieć bardziej cukierkowo, co nie oznacza, że perfumy te przestają być przyjemne dla nosa. Nie są to słodkie landrynki, lecz owocowe cukierki z musującym, cierpkim wnętrzem. Wciąż obecna, kwaskowa nuta trzyma w ryzach słodycz i nie pozwala jej przekroczyć  akceptowalnego poziomu.
Paczula, mimo, że wymieniona jako jedna z głównych nut, jest bardzo delikatna, nie wyczuwalna solo, za to wraz z wonią świeżego rabarbaru buduje w „Ricci Ricci” przestrzeń i świeżość.
Perfumy kobiece, lekko kokieteryjne, soczyste i słoneczne. Dobra trwałość i projekcja.

Nuty: rabarbar, bergamotka, paczula, datura, tuberoza, esencja różana, drzewo sandałowe

Ostatnie mgnienie przed rewolucją – Histoires de Parfums 1969 Parfum de Revolte

 

 

„1969 Parfum de Revolte” odwoływać się mają do rewolucji społecznej i obyczajowej końca lat sześćdziesiątych i zastanawia mnie co przyświecało twórcom, by temu właśnie zapachowi nadać właśnie taką nazwę. Histoires de Parfums 1969 to woń zadowolenia, pełni, sytości, a nie odwzorowanie niespokojnych drgnień i radykalnych zmian. Wszystko w tych perfumach jest dojrzałe, ciepłe i spokojne – zero wewnętrznych niepokojów, emocjonalnej pulsacji, młodzieżowego buntu.  Ja bym raczej zatytułowała te perfumy 1901 – czyli datą kiedy opublikowano powieść Thomasa Manna „Buddenbrookowie, gdyż przywodzą na myśl wnętrza spiżarni i bożonarodzeniowe ciasta, mieszczańską atmosferę dostatniego domu. Albo więc marka Histoires de Parfums portretuje ów okres późnych lat sześćdziesiątych jako płynne przejście z jednego świata w inny, łagodnie, aksamitnie, bez niepokojów i kontrowersji, albo 1969 odzwierciedlać ma wcale nie moment obyczajowej rewolucji, ale właśnie tę ostatnią chwilę (dekadę) zanim ona zmieniła świat, czyli platynowowłose opiekunki domowego ogniska, rozkloszowane sukienki w kratkę vichy, Chevrolet Bel Air i życie rodzinne przy dochodzących z telewizora dźwiękach „I love Lucy”. Najwyraźniejszą z nut zapachowych są tu goździki. Zanurzone w deserowej czekoladzie i słodkiej owocowej warstwie przywodzą na myśl piernik z brzoskwiniową konfiturą. Perfumy te, poza faktem, że z czasem goździki nieco cichną i nektarowe brzoskwinie z ciemną czekoladą niemal się z nimi zrównują (mimo to ani na chwilę nie wkraczają w typowe tony gourmand), nie zmienia się specjalnie w miarę trwania na skórze. 1969 to zapach zdecydowanie bardziej korzenny niż gourmand – kardamon i goździki dbają, by przyprawowe tony nie zniknęły ani na chwilę. Wymieniona w nutach kawa jest z rzadka wyczuwalna i wyłącznie jako podton gorzkiej czekolady. Ładna paczula świetnie współgra z czekoladą i nadaje chłodnego powiewu, temu składającym się niemal w 100% z ciepłych nut zapachowi.

Nuty: brzoskwinia, goździki, kardamon, gorzka czekolada, paczula, kawa, róża, białe kwiaty, piżmo.

 

Babie lato, miód i mirabelki – DKNY Nectar Love Donna Karan

 

 

Nectar Love to bardzo przyjemne pachnidełko, w którym rzeczywiście dopatrzeć się można autentycznie miodowych nut. Sympatyczny flakonik z pszczółką kryje w sobie również sporą dawkę dojrzałych, ociekających sokiem owoców z nektarynką i mirabelką na czele. Perfumy te nie należą do zapachów zwiewnych i lekkich, a raczej jak sama nazwa wskazuje, zaliczyć trzeba je do tych o nektarowej, gęstej konsystencji. Mimo, że nie jest w żaden sposób przełomowy, znajdziemy w Nectar Love coś co wywołuje dużo pozytywnych emocji. Perfumy te skomponowane zostały w taki sposób, że kojarzą się z ostatnimi dniami lata lub wczesną jesienią –  dojrzałymi, lepkimi od słodyczy owocami prosto z sadu nad którym unoszą się złote skrzydełka pszczół i sielskim weekendem na wsi w ciepły dzień babiego lata. Da się w Nectar Love wyczuć trochę syntetycznych nut czegoś w rodzaju pszczelego wosku, ale mimo pozostaje on całkiem miłym miodowo-owocowym zapachem ze słonecznym akordem. Trwałość tych perfum jest bardzo przyzwoita i ogólnie trzeba je uznać za godną polecenia ciepłą, wrześniową woń, która ma w sobie moc pozwalającą na rozśwetlenie nawet najbardziej szarego dnia.

 

Nuty: nektarynka, nuty solarne, żółta frezja, mandarynka, grejpfrut, mirabelka, jaśmin, konwalia, wosk pszczeli, wanilia, neroli, piżmo, pieprz.