Śródziemnomorski cyprys z lawendą – Roberto Cavalli „Paradiso Azzurro”

 

Roberto Cavalli „Paradiso Azzurro”

W intensywnie błękitnej buteleczce kryje się prawdziwie śródziemnomorska woń. Kompozycja ta bardzo zręcznie splata ze sobą słodkie, gorzkawe i świeże nuty rysując obrazy włoskich czy greckich wybrzeży wraz z plątaniną wąskich uliczek, bielonymi budynkami i lazurowym, jak sam flakon „Paradiso Azzurro”, horyzontem. Wśród nut dominuje cyprysowa drzewna goryczka razem z delikatnie słodką, ale wyraźnie zaznaczoną lawendą i miękkim jaśminowym tonem.

Moim zdaniem, Azzurro stanowi najciekawszą propozycję z serii Paradiso –  klasyczna wersja jest trochę nijaka, Assoluto nadmiernie ugładzona maślanym jaśminem a Gemma pokazuje czasem jakby męskie, kolońskie nuty. Dodatkowo, trwałość jest również godna pochwały.

Podsumowując, „Paradiso Azzurro” to zapach wyciszonej świeżości. Niesie ze sobą pewne morskie konotacje, jednak nie ma wyraźnie słonych nut – to raczej woń powietrza w oddalonym od plaży toskańskim gaju. Świetlisty jaśmin, cyprysowa gałązka i bukiet lawendy w nadmorskiej kafejce.

Nuty: cyprys, dziki jaśmin, lawenda, nuty wodne, bergamotka, jabłko, drewno kaszmirowe, mandarynka, tuberoza, drzewo bursztynowe, drewno sandałowe, wanilia, brzoskwinia, róża.

Niszowa skóra z lakierem – Mancera „Wild Leather”

 

Mancera „Wild Leather”

„Wild Leather” to zdecydowanie nie zapach dla każdego, a nawet powiem, że dla mało kogo. Chyba tylko miłośnicy głębokiej niszy się go nie ulękną.

Już otwarcie jest bardzo intensywne, z flakonu wydobywa się kaskada mchu dębowego połączonego ze skórą, surową i gorzką, oraz zapachem rozpuszczalnika.

I ten oto właśnie zapach przemysłowego lakieru dominuje całą kompozycję – pozostałe składniki  ugrzęzły tylko niemrawo w jego rozlewisku, wydając od czasu do czasu delikatne gwajakowe czy paczulowe westchnienia. Wraz z rozwojem perfum na skórze pojawia się dodatkowo trochę nut ziemistych i tych przypominających benzynę. I to by było w zasadzie na tyle. „Wild Leather” są perfumami linearnymi, nie ewoluującymi i opisywany stan utrzymuje się do końca ich (długiego, około 7 godzinnego) trwania.

Kto może być adresatem tych perfum? Producent określa go jako uniseks, ale widzę go tylko na lubiących wszelkie dziwności, ekscentryczności i śmiałe eksperymenty paniach. Dla mężczyzn powinien być łaskawszy, choć nadal pozostaje pachnidłem mocno niekonwencjonalnym.

Nuty: skóra, mech dębowy, drzewo gwajakowe, paczula, białe piżmo, róża bułgarska, bursztyn, fiołek, sycylijska bergamotka.

Elegancja perłowego naszyjnika – Chanel Coco EDT

 

Chanel Coco EDT

Coco w wersji wody toaletowej są od klasycznej wersji EDP bardziej słodkie i niosą ze sobą więcej konotacji vintage. Nie ustępują jej jednak ani na krok mocarną projekcją i wielogodzinną trwałością.

Mimo, że w składzie nie wymieniono aldehydów, wyczuwalne są w tych perfumach ich charakterystyczne lekko mydlane akordy. Wybrzmiewają one bardzo delikatnie, są ukryte za innymi nutami i świetliste, nadając matowo-pudrowej Coco więcej przestrzeni.

Róża obecna jest tu w odsłonie kosmetyczno-vintage, nie przywodzi na myśl żywego kwiatu, lecz różaną pomadę z początków minionego stulecia stojącą na eleganckiej toaletce. Kwiat ten został również wyraziście doprawiony goździkami. To właśnie intensywna goździkowa korzenność jak i słodkie nuty bardzo dojrzałej brzoskwini oraz mimoza, są cechą odróżniającą Coco w wersji EDT od tej w postaci wody perfumowanej.

Coco, w obu swoich odsłonach, to kompozycja kunsztownie skrojona, będąca uosobieniem pojęcia wytworności i ponadczasowej elegancji. Stanowi ona jedność z balowymi rękawiczkami do łokcia i sznurem pereł – mogłaby nosić je Grace Kelly czy gwiazdy międzywojennego kina. Idealny wybór dla wielbicieli retro klasyki z duszą.

Nuty: goździki, róża bułgarska, drzewo sandałowe, opoponaks, bursztyn, brzoskwinia, kolendra, cywet, mimoza, wanilia, fasolka tonka, mandarynka, labdanum, jaśmin, kwiat pomarańczy, koniczyna.

 

Cytrynowy imbir z zieloną herbatą – Penhaligon`s „Malabah”

 

 

Penhaligon`s „Malabah” 

 

Otwarcie „Malabah” jest aromatyczno-korzenne. Wyraźnie wyczuwalny jest świeży imbir i soczysta cierpkość cytryny, która początkowo jest nieco detergentowa i syntetyczna, ale wrażenie to szybko zanika. Pięknie przedstawiono w tej kompozycji imbir, który iskrzy się, wibruje, a jego pikantne nuty w ciekawy sposób splatają się z cytrusowymi akordami.

Po kilkunastu minutach zapach przycicha – cytryna ze sztucznego laboratoryjnego tworu zamienia się w naturalny cytrynowy sok lekko dosłodzony cukrem i pojawia się wyraźna nuta zielonej herbaty. Nadal jest świeżo i korzennie (gałka muszkatołowa, kolendra i kardamon w składzie), ale również bardziej słodko i wręcz aksamitnie.

Perfumy te kojarzą mi się raczej z wiosenno-letnią porą, chociaż w ciepły jesienny dzień sprawdzą się równie dobrze. Imbir nadaje chłodnego przewiewu, zielona herbata jest przejrzysta i orzeźwiająca a cytryna zaskakująco łagodna, wygładzona bursztynowym muśnięciem.

„Malabah” z pewnością wzbudzi zainteresowanie tych, którzy szukają niebanalnych, świeżych perfum z delikatnie i naturalnie zarysowaną cytrusową nutą oraz pikantną szczyptą przypraw. Projekcja zapachu jest raczej dyskretna, trwałość około 4-5 godzin.

Nuty: cytryna, imbir, herbata, gałka muszkatołowa, róża, bursztyn, kolendra, drzewo sandałowe, piżmo, korzeń irysa.

Lato, plaża i olejek do opalania – Giorgio Beverly Hills „Wings”


Giorgio Beverly Hills „Wings”


Zacznijmy może od kilku informacji o firmie, która nie była dotychczas w naszym kraju specjalnie rozpoznawalna. Giorgio Beverly Hills to pierwszy luksusowy butik otwarty w 1961 roku na Rodeo Drive w Beverly Hills w Kalifornii. Jego twórcami byli Fred Hayman i George Grant. Klientelę tej marki stanowiły między innymi tak sławne osoby jak aktorka Natalie Wood, prezydent USA i jego żona – Ronald i Nancy Reagan, księżna Grace czy Elizabeth Taylor.

Perfumy „Wings” powstały w 1992 roku. Zapach ten określiłabym jako uosobienie lata i wszystkiego co się z nim kojarzy. Dominujące nuty zapachowe : gardenia, lilia, bez, osmantus, jaśmin i cyklamen tworzą słodko-rześką całość, która przypomina kwiatowy olejek do opalania. Nazwa „Wings”,  i flakon z lazurowym korkiem wypełniony przejrzysto-żółtą cieczą w kolorze oliwki świetnie oddaje charakter tych perfum – są beztroskie, słonecznie ciepłe i uskrzydlone. Przywodzą na myśl plażowy piasek, błękit nieba i morza.  „Wings” to zapach niekontrowersyjny, zdecydowanie dzienny, doskonały podczas letniego urlopu, który z pewnością ubarwi swoim słonecznym wdziękiem. Dość dobra trwałość, ale w moim przypadku trzyma się blisko skóry.

Nuty: gardenia, lilia, bez, osmantus, aksamitka, jaśmin, cyklamen, heliotrop, passiflora, róża, drzewo sandałowe, bursztyn, cedr, piżmo, orchidea.

 


Żółtokwiatowa symfonia, narcyzy i żonkile ucieleśnione – Penhaligon`s „Ostara”

 

Penhaligon`s „Ostara”

„Ostara” to najbardziej żonkilowo-narcyzowe pachnidło na jakie trafiłam w moich perfumowych poszukiwaniach. Odzwierciedlenie narcyzowego kwiatu jest wierne i naturalne, z całą jego słodyczą, zielenią łodyżek i wiosennym nimbem.

Mimo zielono-wilgotnych nut, zapach nie jest bynajmniej zwiewny i lekki, a wręcz przeciwnie, odurzający obfitością słodkiego żonkilowego pyłku. Jest miodowo i słonecznie, wiosennie i słodko, a jednocześnie, mimo gęstej woni żółtych kwiatów, przestrzennie. Do narcyzowo-żonkilowej symfonii po jakimś czasie dołącza hiacynt i zapach przestaje być tak monolityczny, podąża bardziej w stronę upojnego wielokwiatowego bukietu.

„Ostara” przypomina swoim charakterem wiosenne dni – liście wprawdzie jeszcze zmrożone chłodami poranka, ale na horyzoncie majaczy już obietnica lata i kwiatów wypełniających parne noce swą narkotyczną wonią. W podobny sposób w omawianej kompozycji łączy się zielona rosa, charakterystyczny aromat żonkilowych łodyg z wibrującym słodyczą złocistym kwiatowym pyłem.

Nuty: narcyz, hiacynt, zielone liście, wosk pszczeli, ylang-ylang, wisteria, wanilia, głóg, benzoes, liść fiołka, jałowiec, bursztyn, aldehydy, piżmo, styraks, cyklamen, kwiat czarnej porzeczki, klementynka, białe drewna, mięta, bergamotka, różowy pieprz.

 

 

Pochmurny ogród wiecznej zieleni – Diptyque „L`Ombre Dans L`Eau”

 

 

Diptyque „L`Ombre Dans L`Eau”

„L`Ombre Dans L`Eau” przetłumaczyć można z francuskiego jako „cień w wodzie”. I rzeczywiście, jest w tych perfumach coś co przypomina smugę ciemnego światła przenikającą zieloność liści. Wersja EDT jest zapachem gorzkawo-zielonym i kolczastym. Znajdziemy tu zdrewniał pędy, orzeźwiającą bergamotkę i liść czarnej porzeczki.

Obecna w „L`Ombre Dans L`Eau” róża jest wytrawna i geraniowa. Zimna, aromatyczna, łodygowo – liściasta raczej niż kwiatowa, niemal bez kropli jakiejkolwiek słodyczy. Zapach ten przypomina zielony ogród zanurzony w zimnym powietrzu gdzie panuje wiecznie wczesna wiosna i nie ma pewności czy lato kiedykolwiek nadejdzie. Wszystko pogrążone jest w bezruchu, nieomal martwocie.

„L`Ombre Dans” to perfumy z pewnością klimatyczne, ciekawe i chłodne. Kojarzą się z pochmurnym dniem, nie są posępne, ale też i nie wesołe. Dla miłośników zielonych, niesłodkich róż, zwłaszcza w lekko niszowym wydaniu.

Nuty: liść czarnej porzeczki, róża, czarna porzeczka owoc, bergamotka, ambra, piżmo, mandarynka.

 

 

Jasna róża w wiosennym ogrodzie – Chloe „Roses De Chloe”

 

Chloe „Roses De Chloe”

Roses De Chloe to jedna z tych świetlistych, wiosennych różyczek, których sporo spotyka się w świecie perfum. To co ją wyróżnia to brak często występującej w takich kompozycjach nuty geranium, dużo subtelności i wyciszony ton. Zasługa to zapewne miękkiego piżma, charakterystycznego dla wielu wytworów tej marki.

Jasna róża Chloe nasycona jest delikatnie cytrusowymi i owocowymi tonami (liczi, brzoskwinia i czarna porzeczka w składzie), które nadają jej orzeźwiającą aurę.

W miarę rozwoju zapachu pojawia się coraz więcej leciutko zielonych, łodyżkowych odcieni, które mieszają się z różanym olejkiem i akordami przypominającymi kwiatowe mydełko. Piżmowe nuty są w tej kompozycji obecne, jednak sporo delikatniej i mniej wyraźnie niż ma to miejsce w większości perfum tej marki i tytułowe róże określiłabym raczej jako świeże i ogrodowe niż piżmowe w charakterze.

Roses de Chloe to ciekawa propozycja dla wielbicieli róży w wydaniu rześkim, wyciszonym i bardzo wiosennym.

Nuty: róża damasceńska, białe piżmo, liczi, magnolia, bergamotka, estragon, cedr, bursztyn, cytryna, jabłko, czarna porzeczka, brzoskwinia, nuty drzewne.

 

Katakumbowa ziemistość -Agent Provocateur „L`Agent”

Agent Provocateur „L`Agent”

 

Zaskakujące, że perfumy, które tworzy firma Agent Provocateur, zajmująca się głównie kokieteryjną bielizną balansują zwykle na granicy niszowości, a nawet czasem, jak w przypadku recenzowanych teraz perfum, tę granicę przekraczają.

L`Agent to perfumy, które odbieram jako bardzo posępne, a wręcz roztaczające złowrogą aurę. Jest tu cień i wilgoć, ziemne ściany i chłodna gładkość kamiennego pomnika.

Kompozycja ta to ekscentryczna elegancja ujęta w cmentarnej odsłonie, wytworność wiktoriańskiej wdowy w czarnej krynolinie i z naszyjnikiem z włosów zmarłego na szyi.

L`Agent nie ma w sobie dosłowności Funeral Home Demeter, śmierć jest tu ujęta w symbol, czająca się pod podłogą wypełnionego zapachem kadzidła kościoła, grobem wielmożów pochowanych w marmurowym sarkofagu pod świątynną posadzką.

Jeśli chodzi o nuty, to wyczuwa się głównie kadzidło, paczulę, bursztyn i labdanum, które zestawione razem tworzą często w perfumach specyficzny piwniczny nastrój, jak chociażby ma to miejsce w niszowym „Psychedelique” marki Jovoy. W otwarciu L`Agenta jest również sporo pieprzu. Początkowo zapach jest ostry i wytrawny, później pojawia się gdzieś w tle słodkawa mirrowo – bursztynowa nuta – posępna balsamiczność podziemi.

L`Agent to jedne z perfum , które wśród dotychczas przeze mnie poznanych, najbardziej zasługują na miano gotyckich.

Nuty: kadzidło, mirra, paczula, bursztyn, drzewo sandałowe, piżmo, różowy pieprz, francuskie labdanum, ylang-ylang, róża majowa, geranium, dzięgiel, tuberoza, jaśmin, drzewo różane, piołun, osmantus.

 

Paczula jaśminowo-śliwkowa – Chopard „Enchanted”

Chopard „Enchanted”

 

„Enchanted” to perfumy, które powstały w 2012 roku. Ich twórcą jest szwajcarska marka Chopard, producent luksusowych zegarków i biżuterii.

Opisywany zapach jest z pewnością w kategorii mainstreamu kompozycją niebanalną. „Enchanted” nie podąża utartym szlakiem, nie wpisuje się w popularne trendy, nie czerpie rozwiązań znanych z modnych perfumowych tytułów. 

Zapach rozpoczyna się słodką, likierową śliwką z gładkim, niesyntetycznym jaśminem. Otwarcie jest dość słodkie, ale później władzę przejmuje paczula i to ona kształtuje charakter tych perfum właściwą sobie cierpkością. Paczula w „Enchanted” jest czysta, świeża, bez konotacji piwnicznych czy ziemistych. Przez cały czas swego trwania zapach migocze i wibruje – przenikają się nuty słodkie i orzeźwiająco-kwaskowe, kremowy jaśmin stapia się z paczulowym cierpkim aromatem. Ciekawy zapach z wyrazistym charakterem, niezłą trwałością i w umiarkowanej cenie. 

 

Nuty: paczula, śliwka, jaśmin, przyprawy, drzewo kaszmirowe, piżmo.