Jeżyny w bitej śmietanie i mrok balowej sali – Salvatore Ferragamo „Signorina Misteriosa”

Salvatore Ferragamo „Signorina Misteriosa” 

„Signorina Misteriosa” to perfumy stanowiące dobrą propozycję na Sylwestrowe i karnawałowe zabawy. Wieczorowe, ale nie sztywno formalne, zmysłowe, lecz nie przekraczające nigdy granicy dobrego smaku.

W otwarciu rozkwita intensywny kwiat pomarańczy, słodki i miodowy, zmieszany z dojrzałą, ociekającą sokiem jeżyną. Na tym etapie perfumy te to klubowe światła, musujący w kieliszkach szampan i szalone muzyczne rytmy. Po jakimś czasie kompozycja wycisza się, chowa w miękkim mroku balowej sali i zanurza w aksamitnym obłoku bitej śmietany. Jest wtedy dużo łagodniej, ciszej, intymniej, ale nadal podskórnie pulsują żywiołowe owocowe soki.

„Signorina Misteriosa” wyróżnia się pozytywnie w kategorii mainstreamowych słodkich zapachów – jest wyrazista, odważna, z wyraźnym imprezowym i uwodzicielskim czarem złagodzonym nieco mgiełką bitej śmietany. Słodycz trzymana jest w ryzach przez delikatnie cierpki jeżynowy rys, neroli oraz paczulę, a tuberoza nadaje ciekawego metalicznego, nieco chropowatego tonu. Kompozycja godna polecenia wielbicielom konwencjonalnie skrojonych, nowoczesnych a jednocześnie niebanalnych woni.

Nuty: jeżyna, bita śmietana, mus z czarnej wanilii, paczula, tuberoza, neroli, kwiat pomarańczy.

Zimowa baśń o jałowcu – Penhaligon`s „Juniper Sling”

 

Penhaligon`s „Juniper Sling”

 

„Juniper Sling” to najwierniejsze odwzorowanie zapachu jałowcowych igieł na jakie trafiłam w mojej perfumowej podróży. Są to perfumy aromatyczne, leśne, podlane krystalicznie zimnym ginem. Ta przejrzysta, iglasta kompozycja doprawiona jest szczyptą czarnego pieprzu, który nieco rozgrzewa chłodne jałowcowe przestrzenie. Zapach ten ma raczej wytrawną naturę, chociaż z czasem wyłaniają się bardzo delikatnie słodkawe nuty obecnego w składzie białego cukru, bursztynu i pomarańczy, nie zmieniają jednak one jego charakteru, a są jedynie płynnie stapiającym się z kompozycją akcentem.

Jeżeli przemawia do was wizja oszronionej szklanki ginu i gałęzi jałowca kołyszących się w zmrożonym zimowym powietrzu „Juniper Sling” z pewnością pomoże ten obraz przywołać i kontemplować. Wadą jest niestety bardzo delikatna projekcja i dość szybkie ulatnianie się zapachu ze skóry, dlatego też nie należy bać się użycia go w większych ilościach. Nawet obficie rozpylony, przy swoim szemrzącym przy skórze i nieinwazyjnym charakterze z pewnością nie będzie przykry dla otoczenia. Regularna cena tych perfum jest wprawdzie dość wysoka, ale udaje się czasem upolować testery w cenie poniżej 200zł. Tu oczywiście trzeba być ostrożnym i testery owe kupować tylko w sprawdzonych perfumeriach (np. Perfumesco , Erbel Cosmetics , PachnidelkoE-Glamour.pl) aby mieć pewność, że nie trafimy na produkty podrabiane.

Nuty: jagody jałowca, pieprz, wetyweria, pomarańcza, dzięgiel, kardamon, cukier, wiśnia, skóra, cynamon, korzeń irysa, bursztyn.

 

Niewyraźny waniliowiec bez charakteru – Lancome „La Nuit Tresor a la Folie”

 

Lancome „La Nuit Tresor a la Folie”

Flanker „a la Folie” jest zdecydowanie mniej udany niż klasyczny La Nuit Tresor. Podczas gdy w tamtym dominowały smakowite praliny nadziewane esencjonalną owocową konfiturą, tutaj przoduje mdława wanilia z echem syntetycznej czerwonej porzeczki. Kompozycję dopełnia równie niemrawa róża i kremowy jaśmin.

Jest budyniowo, nijako, a i parametry użytkowe są znacznie gorsze niż w klasyku. Są to perfumy do tego stopnia jednowymiarowe, że w zasadzie trudno mi recenzując je napisać więcej niż pozbawione wyrazu i nieciekawe. Jedyna rzecz, która mi się w tym zapachu podobała to dość subtelne pudrowe wykończenie.

„La Nuit Tresor a la Folie” skrojony jest zgodnie z najnowszymi perfumowymi trendami – niekontrowersyjny, słodki i pozbawiony indywidualnego charakteru. Polacałabym go tylko ortodoksyjnym miłośnikom wanilii, zwlaszcza tej nieskomplikowanej w stylu „Poison Girl” Diora.

 

Nuty: wanilia bourbon, fasolka tonka, czerwona porzeczka, benzoes, róża damasceńska, ambroksan, gałka muszkatołowa, paczula, gruszka, różowy pieprz, peonia, fiołek, nuty drzewne, jaśmin, bergamotka.

Nie taki diabeł straszny…Korzenny miód i wykopana w ziemi jama – Laurent Mazzone Parfums „Malefic Tattoo”

Laurent Mazzone Parfums „Malefic Tattoo”

O dziwaczności i trudności „Malefic Tattoo” krążą na perfumowych grupach czarne legendy. Już zresztą sama nazwa, którą tłumaczyć można jako „prowadzący do zguby tatuaż” sugeruje zapach złowrogi i o posępnym wydźwięku.

Tymczasem, podczas gdy zestawiony z perfumami mainstreamowymi, „Malefic Tattoo” rzeczywiście mógłby szokować, pośród niszy konwencja w której jest utrzymany jest wcale nierzadka. Owszem, kolorystyka emocjonalna tych perfum jest zdecydowanie ciemna, ale agarowo-kadzidlany mrok rozpraszają miodowe wręcz akordy bursztynu, miękki kaszmeran i esencjonalny cynamon. Pieprz i szafran wzniecają iskry, jest korzennie i balsamicznie, mimo, że pod pod powierzchnią tych ciepłych nut snuje się niepokojąca ziemista woń świeżo wykopanego grobu.

Nuty: agar (oud), szafran, styraks, labdanum, bursztyn, kadzidło, pieprz, drzewo kaszmirowe, paczula, cynamon, piżmo, drzewo sandałowe.

Wiośniana róża elżbietańska – Penhaligon`s „Elisabethan Rose”

Penhaligon`s „Elisabethan Rose”

Nowa, wydana w 2018 roku, wersja klasycznego „Elisabethan Rose” z lat osiemdziesiątych,  to zupełnie inne pod względem składu perfumy niż pierwotna kompozycja. Jest to zapach krystalicznie czysty, ostry, z wibrującą sopranową nutą i ekspansywnie świeżą kwiatowością w otwarciu, którą tworzy zazwyczaj dodatek peonii, choć w tym przypadku nie została ona wymieniona wśród oficjalnie podanych składników.

Obecność nuty orzecha laskowego i migdała, których udział jest zresztą raczej śladowy, nie popycha bynajmniej tych perfum w gourmandową stronę. Panuje tu rześka, świeża, niezbyt słodka różaność, zabarwiona delikatnie równie rześką odsłoną owoców – czarnej porzeczki i mandarynki.

Z czasem zapach ze świdrujących przejrzystych tonów ewoluuje w bardziej miękkie i zamszowe rejony. Rześka, wiosenna róża nadal włada tym zapachem, ale łagodzą go nieco nuty drzewne i dojrzała śliwka.

„Elisabethan Rose” to ucieleśnienie wczesnej wiosny – sporo w nich chłodnej rosy i zanurzonego w zimnym poranku różanego ogrodu w pączkach.  Nie jest to jednak zapach dziewczęcy, a kobiecy – nie ma w tej kompozycji żadnych landrynkowych tonów, za to dużo spokoju, klasy i wyczuwalnej wysokiej jakości.

Nuty: róża majowa, orzech laskowy, piżmo, mandarynka, fiołek, migdał, czerwona lilia, śliwka, cynamon, nuty drzewne, czarna porzeczka, wetyweria, geranium, korzeń irysa.