Pudrowa tuberoza w wieczorowym wydaniu – Gucci „Bloom”

Gucci „Bloom”

„Bloom” to jeden z nowszych tworów marki Gucci, wydany został w 2017 roku lecz mimo tego nie wpisuje się  jednak w modne obecnie trendy spod znaku przystępnych, słodko-gourmandowych, czy owocowo-kwiatowych woni.

Perfumy te pełne są ciężkiej i gęstej, tuberozowo – jaśminowej słodyczą, ale również podbite gorzkawą zielenią łodyg, co nadaje im charakterystyczną chropowatą fakturę. Tuberoza na szczęście nie ma tu częstego w perfumach plastikowego wydźwięku, jest matowo-pudrowa i zmieszana ze słodką, nieco nawet waniliową, nutą jaśminu. Osobiście, ze względu na duszną gęstość i posągowy charakter postrzegam je jako perfumy o charakterze raczej wieczorowym niż codziennym. Swoją konstrukcją, monumentalnością i ciężarem „Bloom” nawiązuje w dużej mierze do narkotycznych kwiatowych pachnideł lat dziewięćdziesiątych, takich jak Amarige Givenchy czy Lancome Poeme i jest zdecydowanie jednym z ambitniejszych i ciekawszych wytworów perfumowego mainstreamu z ostatnich lat. Świetne są również parametry użytkowe tych perfum, cechuje je znaczna trwałość i projekcja.

 

Nuty: tuberoza, jaśmin wielkolistny, wiciokrzew, korzeń irysa, nuty zielone, wanilia, drzewo sandałowe, pomarańcza.

Ciepłe popołudnie września – Carner Barcelona „Ambar Del Sur”

 

Carner Barcelona „Ambar Del Sur”

„Ambar Del Sur”, czyli „bursztyn południa” hiszpańskiej marki Carner Barcelona idealnie wpisuje się we wczesno jesienną stylistykę. To perfumy bursztynowo – balsamiczne, gdzie drzewne nuty mają wydźwięk jasny i ciepły, są lekko osłodzone mirrą i łagodne.

Przyznam, że testując ten zapach, obawiałam się czegoś w stylu „Psychedelique” marki Jovoy, z którym perfumy te dzielą wiele wspólnych nut w składzie – zapachu brudnej tkaniny i zbutwiałego drewna zamkniętego na głucho w zatęchłym pokoju. „Ambar Del Sur” tymczasem, to przechadzka świetlistą, wczesnojesienną aleją w bezwietrzny, łagodnie ciepły dzień, a ziemista drzewność paczuli, dająca czasem w perfumach wrażenie stęchlizny, jest tu zupełnie niegroźna i zatopiona w bursztynowo-waniliowym obłoku.

Żywiczno – drzewny, nieco dymny, z ostrzejszymi nutami nieheblowanego drewna początek może być zwodniczy, jednak wszystkie te kanty szybko wygładzają się i pozostaje tylko łagodny ambrowy flow, który ogrzewa noszącego złotojesiennym blaskiem.

„Ambar del Sur” zaliczyłabym do kategorii „półniszowców”, czyli perfum nie wpisujących się całkowicie w estetykę mainstreamu, czymś w swojej konstrukcji zaskakujących, ale jednocześnie łatwo akceptowalnych i przystających do określenia „przyjemne”.

 

Nuty: bursztyn, madagaskarska wanilia, liść indonezyjskiej paczuli, mirra, fasolka tonka, drzewo sandałowe, labdanum, jaśmin wodny, bergamotka.

 

Wino porzeczkowe w zielonej karafce – Bohoboco „Red Wine Brown Sugar”

Bohoboco „Red Wine Brown Sugar”

Opisywany wytwór marki Bohoboco, to perfumy o bardzo ciekawym składzie – wśród nut zapachowych  znajdziemy między innymi czerwone wino, likier, suszone owoce oraz czerwone jagody.

„Red Wine Brown Sugar”, adekwatnie do nazwy, rzeczywiście pachną jak domowe wino owocowe. Intensywnie wyczuwalna jest zwłaszcza gorzko-cierpka nuta żurawiny i klarowna czerwona porzeczka. I to właśnie owa porzeczka, w dodatku nie tylko jej owoce, ale cała roślina, jest głównym bohaterem tych perfum. Wyczuwalne są drobne pesteczki tkwiące w miąższu i charakterystyczny zapach liści i łodyżek.

„Red Wine Brown Sugar” to perfumy raczej zielone i cierpko-winne niż słodkie, tytułowego cukru jest zaledwie cienka warstewka, ale rzeczywiście jest on ciemny, palony, wręcz rumowy w wydźwięku.

Trwałość jest na średnim poziomie, ale wiosenny urok tego zapachu i nietypowość kompozycji wynagradzają drobne niedostatki.

Nuty: czerwone jagody, czerwone wino, likier, cedr, suszone owoce, malina, skóra, brązowy cukier, karmel, paczula.

Koszmarny początek lecz uroczy koniec – Cacharel „LouLou”

 Cacharel „LouLou”

 

Pierwsze wrażenie po aplikacji na skórę było porażające, ale niestety z negatywną konotacją tego wyrazu. Ołowiano – kadzidlane otwarcie, spod którego później wyziera mimoza, cały czas spowita gorzkim dymem. W tej fazie perfumy te są nieco podobne do „czarnego” Salvador Dali Dali Parfum, który jednak jest subtelniejszy i bardziej noszalny. „LouLou” to mimoza zatruta smogowymi wyziewami i żrące opary z fabrycznego komina. Jeżeli ktoś lubuje się w woni spalonej instalacji elektrycznej i zwęglonych kabli, z pewnością będzie usatysfakcjonowany.

Niespodziewanie po około dwóch -trzech godzinach następuje całkowite przeobrażenie. Jadowity dym ginie, a pozostaje jedynie balsamiczna, bardzo przystępna kwiatowość. Dla mnie jednak następuje to zbyt późno ; dwie godziny chemicznych wyziewów są przeszkodą nie do pokonania. Heliotrop, lilia, mimoza i kwiat pomarańczy tworzą bardzo ładną ciepłą całość, nie pozbawioną ciężkości, ale i nie przygniatającą. W tej fazie jest to naprawdę przyjemny zarówno dla użytkownika, jak i jego otoczenia dzienny zapach, bez specjalnie niedzisiejszych nut, mimo, że powstał ponad 30 lat temu.

Podsumowując, mimo statusu perfumowej legendy LouLou, mnie niestety nimb kultowości tych perfum nie dosięgnął. Traumatyczny początek, sympatyczna końcówka, bardzo dobra trwałość to wszystko co mogę powiedzieć na ich temat.

 

Nuty: kadzidło, tuberoza, wanilia, śliwka, benzoes, chiński cynamonowiec, ylang-ylang, drzewo sandałowe, heliotrop, fiołek, irys, jaśmin, anyż, lilia, mimoza, korzeń irysa, piżmo, kwiat pomarańczy, liść czarnej porzeczki.

Kamienne wybrzeże na chwilę przed sztormem – Jo Malone „Wood Sage&Sea Salt”

 

Jo Malone „Wood Sage&Sea Salt” 

 

Perfumy te są morskie w charakterze, co gwarantuje choćby tytułowa sól i wodorosty w składzie, jednak to określenie nie definiuje ich całkowicie. Owszem, otwarcie przywodzi na myśl woń piasku przesiąkniętego oceaniczną falą , ale później zapach przeobraża się coraz bardziej w chłodną kamienność wypolerowanych przez wodę otoczaków.

Prosty szklany flakon „Wood Sage&Sea Salt” doskonale współgra z zawartością, która również jest transparentna i minimalistyczna w formie.Wszystko tu wydaje się wytrawne, słono-mineralne, złożone z przejrzystych molekuł i właściwie zupełnie pozbawione wszelkich słodszych akordów. Projekcja tych perfum jest wyciszona, niemal stapiająca się ze skórą, łagodna ciszą falujących w głębinie wodorostów.

„Wood Sage&Sea Salt” nie maluje obrazu morza rodem z turystycznych katalogów, lecz przywodzi raczej na myśl sinawą linię horyzontu nad pustym kamiennym wybrzeżem. Szkoda, że ten kamienno -powietrzny twór tak szybko znika ze skóry, bo jego pochmurna sztormowość ma sporo specyficznego i niełatwego uroku.

 

Nuty: sól morska, szałwia, grejpfrut, ambrette (piżmian właściwy), wodorosty.