Skórzany duch Angela i ciemne winogrona – Montale „Oudamazing”

Montale „Oudamazing”

Oudamazing jest zapachem mocno osadzonym w stylu kultowego tworu Muglera we flakonie w kształce gwiazdy i myślę, że  powinien być dla wielbicieli Angela zapachem obowiązkowym, jako kolejne, bardziej niszowe wcielenie ich ulubieńca, tym razem nie poprzez kolejny flanker Muglera, ale spojrzenie na istotę tych perfum z perspektywy innej marki.

Przede wszystkim, bardziej niż paczula, jest tutaj wyczuwalny agar, który nadaje temu zapachowi ostrzejszego, mniej gourmandowego charakteru, ale nadal pozostaje słodki i smakowity. Mimo, że oud zdecydowanie nie należy do moich ulubionych nut, w tym ujęciu podoba mi się , gdyż jest bardziej drzewny niż kwaskowy. Mocno zaznaczona jest tu nuta skóry, przysypanej waniliowym pyłem i zmieszanej z gęstą słodyczą ciemnych winogron. Gorycz i słodycz przeplatają się nawzajem, tworząc bardzo ciekawą, niejednoznaczną w charakterze kompozycję.

„Oudamazing” to w dużej mierze bardziej niszowe i skórzane echa Angela, ale to tylko interpretacja charakteru perfum Muglera, a nie ich naśladownictwo. Trwałość i projekcja, jak to zwykle bywa w przypadku firmy Montale są bardzo duże.

Nuty: winogrona, agar, madagaskarska wanilia, figa, skóra, liść paczuli, gruszka, irys, białe piżmo, sycylijska pomarańcza, egipski jaśmin, sycylijska bergamotka.

Jodłowa żywiczność z kroplą wanilii i kardamonowym echem – Franck Boclet „Fir Balsam”

Franck Boclet „Fir Balsam”

Od razu przyznam, że jestem wielką fanką marki Franck Boclet. Są to kompozycje nietuzinkowe, ale nie szokujące, z finezyjnym francuskim sznytem, zgrabnie skrojone, nie mainstreamowe ale i nie rodem z głębokiej dziwacznej niszy.

Nie wiem jak dokładnie pachnie jodła balsamiczna w odróżnieniu od sosny, ale z łatwością mogę sobie wyobrazić, że jest to woń podobna do perfum Francka Boclet.

„Fir Balsam” to nie zapach igieł, tylko właśnie balsamicznej żywicy (obecność benzoesu i labdanum w składzie) zmieszanej z korą iglastego drzewa. Aromatyczny, gęsty, słodkawy „Fir Balsam”  reprezentuje las  końca września lub wczesnego października. Świetlisty, łagodnie suchy i nie zagrażający. To nie posępny ciemny bór, ale przestrzenny las iglasty, z piaszczystą glebą i brzozowymi zagajnikami. Las w środku dnia, osnuty pajęczynami łagodnego słonecznego blasku, wszystko jest tu miękkie, ciepłe i akwarelowo rozmyte.

Przy całej żywiczności i lekkiej dymności tych perfum wyraźnie wyczuwalny jest dodatek wanilii, jest tu ona jednak tylko jednym z płynnie łączących się składników, a nie osobnym bytem. Nadaje perfumom słodkiej aksamitności, bez żadnych konotacji gourmandowych czy spożywczych. Wszystko brzmi tu naturalnie, prawdziwie, widać również wyraźną wizję interpretacyjną twórców. Ciekawych, nietypowych akcentów nadaje również połączenie dzięgla, czerwonych jagód i kardamonu.

Podsumowując, Fir Balsam to kompozycja bardzo udana, która dorównuje świetnemu „Tobacco” tej marki. Urocze wczesnojesienne lub końcowoletnie pachnidło, lekko melancholijne, łatwo noszalne, bez żadnych chemicznych, sztucznych konotacji. A przy tym wszystkim, jak to zwykle u Francka Boclet bywa, świetna trwałość i bardzo przyzwoita projekcja.

Nuty: jodła balsamiczna, benzoes, wanilia, labdanum, paczula, czerwone jagody, dzięgiel, kardamon, róża majowa.

woda mineralna z limonką – Moschino „I love love”

Moschino „I love love”

Generalnie nie przepadam za świeżymi zapachami, wolę gęste, zawiesiste i wieczorowe aromaty, ale na upały należałoby jednak wybrać co innego. Świetną propozycją na gorący dzień, wręcz jakby stworzoną na takie okoliczności jest Moschino „I love love”. Jest to zapach przejrzysty, chłodny jak woda mineralna lekko osłodzona cukrem z wyczuwalnymi nutami owoców cytrusowych (grejpfrut, pomarańcza, cytryna) i miętą. Zapach nie jest przesadnie kwaśny jak na przykład Aqua Allegoria Pampleune, podczas używania, której aż czuję cierpki posmak w ustach się jakbym była zmuszona do wypicia szklanki soku cytrynowego. Ponadto, wybrzmiewa bardzo naturalnie, co nie jest częstym zjawiskiem w cytrusowych perfumach ze średniej półki, które często nasuwają skojarzenie z wonią cytrynowych detergentów do sprzątania. Od perfum z kategorii świeżych nie należy zwykle oczekiwać wyjątkowych parametrów użytkowych i tak jest również w przypadku Moschino – przeciętna, około 4 godzinna trwałość i średnia projekcja.

Nuty: grejpfrut, pomarańcza, cytryna, czerwona porzeczka, cedr, sitowie, piżmo, trzcina cukrowa, konwalia, nuty drzewne, róża herbaciana, cynamon.

Dwa zapachy z krainy dymu i popiołów – Franck Boclet Ashes i Montale Greyland.

Mimo podobnego charakteru i nastroju w jakim są utrzymane te perfumy, zasadnicze różnice zaznaczają się już w otwarciu. Montale zaczyna się uderzeniem zielonego pieprzu zmieszanego ze świeżymi, zielonkawymi nutami. Ashes od razu zanurza się w morze bylicy piołun, i początkowo jest o wiele bardziej gorzkie i ponure niż poprzednik.

Po kilkunastu minutach oba zapachy nabierają wyraźnie dymnych tonów. Greyland posępnieje, staje się suchy, gorzkawy i wytrawny, a twór Francka Boclet pogrąża się w coraz ciemniejsze gorzko – ziemiste otchłanie.

Cały czas odnosi się wrażenie, że Greyland jest lżejszy, bardziej zielony i łatwiejszy w odbiorze, a także bardziej korzenny. Nie wyczuwam tu zbyt wiele obecnej w składzie skóry, powiedziałabym, że dominuje pieprz po społu z wetywerią. W Ashes wraz z upływem czasu coraz wyraźniej zaznacza się balsamiczność igieł sosny i jałowca oraz kadzidło, raczej leśne i drzewne w charakterze niż zimno-kościelne.

Podsumowując, bardziej przypadły mi do gustu perfumy sygnowane przez Francka Boclet. Są głębsze, z bardziej sprecyzowanym charakterem, posępne gorzkością piołunu, który przez cały czas nadaje temu zapachowi kierunek. Ashes jest bardziej złożony, mocniej ewoluuje, pokazuje różne twarze. Z dominujące piołunowej goryczy skręca w stronę kadzidlaną, potem dymno-balsamiczną, a na końcu drzewną, z osmalonym żarem ciemnym, suchym drewnem. Pod względem projekcji, większa jest w perfumach Francka Boclet, jeśli chodzi o trwałość, to jest podobna, około 6-7 godzin.

Greyland: pieprz, cedr, wetyweria, skóra, drzewo gwajakowe, drzewo sandałowe, imbir, piżmo, róża.

Ashes: kadzidło, drzewo gwajakowe, goździki, cedr atlaski, piołun, nuty drzewne, bursztyn, paczula, piżmo.

(Krzysztof Stec „Krzesła”)

(Heiko Muller „Monster”)