Migdałowo-marcepanowa opowieść : Valentino „Valentina Poudre”

 

Valentino „Valentina Poudre”

Perfumy te zachwyciły mnie od pierwszego powąchania mimo, że od razu wiedziałam, że nie są do końca w moim stylu.

Pastelowość flakonu idealnie odpowiada idealnie odpowiada charakterowi tej kompozycji. Pod względem zapachu „Valentina Poudre” jest delikatna, filigranowa, przywodzi na myśl  kruchą laleczkę z porcelany.To migdałowo – marcepanowa miękkość, ma jednak w sobie jakąś nutę, która wyróżnia ją spośród mnogości słodkich zapachów.

Puder nie występuje w tych perfumach w odsłonie kosmetycznej lecz raczej sprawia wrażenie cukrowej posypki, rozsypanej dookoła delikatnym dmuchnięciem.

Słodycz w „Valentinie Poudre” jest wyciszona, czuć  w tych perfumach wrażliwość i drgającą gdzieś tajemnicę. Choć czuć w tym zapachu tyle „jadalnych” nut, nie określiłabym go jako typowy gourmand – poza słodyczą niosą ze sobą swoją opowieść, historię, mają treść.

W wielu recenzjach perfumy te porównywane są z „Hypnotic Poison” Diora, ale tam gdzie w „Hypnotic Poison” jest szaleństwo upojnej balsamiczności, „Valentina Poudre” jest wyważona, stonowana, urokliwie tajemnicza.

Zapach ten z jednej strony należy do nowoczesnych (został wydany w 2016 roku), ale ma też sobie nostalgiczną, rzewną nutę wspomnień.

Nuty: nuty pudrowe, wanilia, irys, drzewo sandałowe, fasolka tonka, tuberoza, piżmo ambrowe.

Wytworna gorycz – Chanel no 19


Chanel no 19

Zapach bardzo charakterystyczny dla marki Chanel. Perfumy zostały wydane w 1970 roku, ale dziewiętnastkę ocenić należy jako twór raczej klasyczny niż retro.

Zapach jest niekonwencjonalny, trochę męski w charakterze, wytrawny. Występują w nim silnie skórzane akordy, mech dębowy i wetyweria. Są również nuty zielone , ale ograniczone do  ziemistych woni mchów, porostów. Dziewiętnastka przywodzi na myśl zioła kołyszące się na wietrze w pochmurny dzień oraz wilgoć i goryczkę nadrzecznych roślin.

Nie jest to woń słodka ani uwodzicielska, perfumy te będą właściwe raczej dla kobiety z silnym charakterem, zdecydowanej, praktycznej, ceniącej związek z naturą, bo zapach ten inspirację czerpie właśnie z wilgotnej ziemi i omszałych kamieni. Nie jest to jednak odtwórcze kopiowanie naturalnie występujących zapachów, lecz artystyczna wariacja na ich temat, zgrabne przetworzenie w dzieło perfumeryjnej sztuki.

Chanel no 19 niewątpliwie jest  ciekawy przez swoją  ziołowość, brudną, ziemistość, która paradoksalnie jest jednocześnie wytworna i elegancka. Cechuje się również bardzo dobrą trwałością, choć projekcja jest raczej delikatna.

Nuty: nuty zielone, irys, mech dębowy, wetyweria, róża, skóra, bergamotka, neroli, narcyz konwalia, drzewo sandałowe, ylang-ylang.

Królowa lodu i zmrożone fiołki – Alexander McQueen „My Queen”



Alexander McQueen „My Queen”

Perfumy zostały wydane w 2005 roku, 5 lat przed samobójczą śmiercią brytyjskiego projektanta mody, którego nazwiskiem są sygnowane.

Zapach należy raczej do tych zimnych. Pudrowy, ale to raczej pudrowość warstewki szronu niż ciepłego kosmetycznego pyłu. Chłodne fiołkowe nuty przypominają chwilami „Insolence” Guerlain.

Wbrew temu, co pisano w wielu recenzjach, ja nie czuję przesadnej syntetyczności. Wręcz przeciwnie, fiołek jest tu przedstawiony w jednej z najlepszych perfumowych odsłon – przestrzenny, krystaliczny, elegancki i kuszący.

„My Queen” to królowa lodu, ze szronem na twarzy i ze zmrożonymi fiołkami we włosach. Wprawiająca w zachwyt swym zimnym sex appealem. Zdystansowana i daleka, a jednocześnie fascynująca.

Po jakimś czasie zapach staje się słodkawy (ale nie mdlący) lodową słodyczą mrożonych migdałów i kosmetycznej wanilii. W tej fazie nie budzi już skojarzeń z „Insolence”, ale przesuwa się w stronę „Hypnotic Poison”, co nie znaczy, że jest jego kopią. Fiołek miesza się z heliotropem, irysem i białymi kwiatami, ale mimo to trudno te perfumy zaliczyć do typowo kwiatowych.

Podsumowując – oryginalna, godna polecenia kompozycja, z przyzwoitą kilkugodzinną trwałością.

Nuty: fiołek parmeński, słodki migdał, irys, heliotrop, wanilia, białe piżmo, paczula, białe kwiaty, wetyweria, cedr, kwiat pomarańczy.

 

 

Jeżynowo – malinowy koktajl w rozsądnej cenie – Oscar De La Renta „Velvet”

 

 

Oscar De La Renta „Velvet” 

 

Bardzo przyjemny zapach w ekonomicznej cenie – około 100 zł za 100 ml wody perfumowanej. Jest to kompozycja nowa, została wydana w 2016 roku i zaliczona do kategorii zapachów orientalno – kwiatowych, jednak to nie kwiaty lecz owoce grają w tych perfumach pierwsze skrzypce.

„Velvet” to perfumy soczyście jagodowo-malinowe. Słodkie, ale nieprzesłodzone, bardziej aromatyczne niż unurzane w lepkim cukrze.

Co istotne, obecne tu owoce nie pachną syntetycznie i laboratoryjnie, a bardzo naturalnie, jak syrop czy konfitura z czerwonych i czarnych jagód. Zapach ten najbardziej kojarzy mi się ze świeżym, domowego wyrobu sokiem malinowym, choć maliny nie ma w składzie,  gęstym i aksamitnym.  Kompozycja jest złożona z licznych nut zapachowych, wiele z nich rzadko spotykanych w perfumach jak bieluń czy cantadeskia Najbardziej wyczuwalne to jeżyna popielica i czarna porzeczka,  które występują tu w dużo ciekawszym wydaniu niż w cierpko – oranżadowym „Amethyst” Lalique.  Korelacja nut zapachowych daje po jakimś czasie efekt woni purpurowej dojrzałej róży, choć kwiat ten nie jest obecny w składzie, która to miesza się z jagodowymi falami i ciepłem wanilii, nadając słodyczy i głębi.

„Velvet” jak najbardziej koreluje ze swoją nazwą,  opakowaniem (aksamitnym pudełkiem w kolorze wina) i flakonem – jest w tych perfumach rzeczywista zamszowość i słodka winność owoców jagodowych. Należy do zapachów mało popularnych, nie ma więc obaw, że będzie nim pachniało pół ulicy, możemy poczuć się unikalne i wyjątkowe. Idealny na jesień i zimę, by przełamać wszechobecny chłód i szarość esencjonalną owocowością i kojącym aksamitnym sznytem.

Nuty: jeżyna popielica, czarna porzeczka, wanilia, paczula, gruszka, kwiat śliwy, irys, czarna orchidea, biała ambra, fasolka tonka, bieluń, liczi, magnolia, kwiat pomarańczy, lotos, cantadeskia, jaśmin.




Chłodna róża i liść figi – Balenciaga „Rosabotanica”

Balenciaga „Rosabotanica” 

 

Nazwa tych perfum bardzo trafnie oddaje ich charakter. Jest to róża ukryta w gąszczu innych roślin, tak, zdecydowanie roślin właśnie, a nie kwiatów. Zapach ten nosi w sobie dużo zieloności zanurzonej w rześkiej rosie.  Zieloność ta jednak to raczej włochate liście i łodygi egzotycznego ziela niż trawa i jej soki, jak to ma miejsce w wielu perfumowych kompozycjach. Długo zastanawiałam się czy ta wodnistość, w której owe róże i zieleń są zanurzone to świetlista wilgoć poranka czy chłodna rosa nadciągającego wieczora i jednak skłaniam się ku tej drugiej opcji.

Róża jest słodkawa a jednocześnie cierpka dodatkiem grejfruta, przyjemnie orzeźwiająca i charakterystyczna. Nie znajdziemy tu nijakiej mydlaności „Especially Elixir” Escady – „Rosabotanica” to esencjonalny, dobrze  sprecyzowany twór z wyraźnymi nutami liścia figi i wetywerii.

Z racji swoich rzeźwiących właściwości zapach polecany głównie na ciepłe i gorące dni lata. Jako, że na wieczór preferuję bardziej ciężkie i głębokie wonie, to perfumy te zaklasyfikowałabym jako dzienne. Jednak, jeśli ktoś lubuje się w delikatnych i zwiewnych zapachach, to „Rosabotanica” zawiera w sobie pewną odważną, tajemniczą nutę, która sprawia, że można postrzegać ją raczej jako zapach  wyjściowy niż zakupowo – biurowy.

Nuty: liść figi, róża, petitgrain, grejpfrut, różowy pieprz, hiacynt, cedr, wetyweria, nuty drzewne, kardamon, paczula, biała ambra.

 

Agarowa nowoczesność – Valentino „Valentina Oud Assoluto”

Valentino „Valentina Oud Assoluto”


Tytułowy oud, czyli agar to rodzaj żywicznego, aromatycznego drewna twardzielowego wytwarzanego głównie przez drzewa rodzaju Aquilaria. 

„Valentina Oud Assoluto” to dziwaczny zapach, który przez wiele osób może być postrzegany wręcz jako nieprzyjemny. Łączy w sobie woń gumy, skóry, rozgrzanego asfaltu, wyziewów motocyklowych spalin z przenikającymi od czasu do czasu nutami róży i wanilii. To połączenie akordów słodkich z gumowo-industrialnymi daje efekt niepokoju i odhumanizowania.  Wprowadza ich użytkownika w futurystyczny świat, gdzie ludzi zastępują manekiny z czarnego lateksu poruszające się ospale wśród stali i betonu.

„Valentina Oud Assoluto ” jest czarny nie czernią nocy, mroku, melancholii,  ale bardziej dosłownie – to czerń gumy kauczukowej i czarnej skórzanej rękawiczki. 

Jest to zapach całkowicie pozbawiony kobiecego pierwiastka, ale mimo całej swej ekscentryczności nie sposób odmówić mu klasy i pewnej elegancji stworzonej przez ascetyczność tej pozbawionej wszelkich ozdobników kompozycji. 

Charakter „Valentina Oud Assoluto” jest raczej odpowiedni na wieczorne wyjście niż na dzień, jednak raczej będzie to wernisaż sztuki współczesnej niż koncert muzyki poważnej. Zapach bardzo trudny, do mnie w ogóle nie przemawia, ale ogólnie nie zaliczam się do zwolenniczek perfum skórzanych. Wielbicielką tej kategorii powinien się spodobać. Idealnie z zapachem tym wizualnie koreluje Grace Jones i to ona powinna być jego ambasadorką :






Nuty: agar, skóra, róża bułgarska, szafran, wanilia, nuty drzewne, kardamon, kwiat pomarańczy.