Żółtokwiatowa symfonia, narcyzy i żonkile ucieleśnione – Penhaligon`s „Ostara”

 

Penhaligon`s „Ostara”

„Ostara” to najbardziej żonkilowo-narcyzowe pachnidło na jakie trafiłam w moich perfumowych poszukiwaniach. Odzwierciedlenie narcyzowego kwiatu jest wierne i naturalne, z całą jego słodyczą, zielenią łodyżek i wiosennym nimbem.

Mimo zielono-wilgotnych nut, zapach nie jest bynajmniej zwiewny i lekki, a wręcz przeciwnie, odurzający obfitością słodkiego żonkilowego pyłku. Jest miodowo i słonecznie, wiosennie i słodko, a jednocześnie, mimo gęstej woni żółtych kwiatów, przestrzennie. Do narcyzowo-żonkilowej symfonii po jakimś czasie dołącza hiacynt i zapach przestaje być tak monolityczny, podąża bardziej w stronę upojnego wielokwiatowego bukietu.

„Ostara” przypomina swoim charakterem wiosenne dni – liście wprawdzie jeszcze zmrożone chłodami poranka, ale na horyzoncie majaczy już obietnica lata i kwiatów wypełniających parne noce swą narkotyczną wonią. W podobny sposób w omawianej kompozycji łączy się zielona rosa, charakterystyczny aromat żonkilowych łodyg z wibrującym słodyczą złocistym kwiatowym pyłem.

Nuty: narcyz, hiacynt, zielone liście, wosk pszczeli, ylang-ylang, wisteria, wanilia, głóg, benzoes, liść fiołka, jałowiec, bursztyn, aldehydy, piżmo, styraks, cyklamen, kwiat czarnej porzeczki, klementynka, białe drewna, mięta, bergamotka, różowy pieprz.

 

 

Pochmurny ogród wiecznej zieleni – Diptyque „L`Ombre Dans L`Eau”

 

 

Diptyque „L`Ombre Dans L`Eau”

„L`Ombre Dans L`Eau” przetłumaczyć można z francuskiego jako „cień w wodzie”. I rzeczywiście, jest w tych perfumach coś co przypomina smugę ciemnego światła przenikającą zieloność liści. Wersja EDT jest zapachem gorzkawo-zielonym i kolczastym. Znajdziemy tu zdrewniał pędy, orzeźwiającą bergamotkę i liść czarnej porzeczki.

Obecna w „L`Ombre Dans L`Eau” róża jest wytrawna i geraniowa. Zimna, aromatyczna, łodygowo – liściasta raczej niż kwiatowa, niemal bez kropli jakiejkolwiek słodyczy. Zapach ten przypomina zielony ogród zanurzony w zimnym powietrzu gdzie panuje wiecznie wczesna wiosna i nie ma pewności czy lato kiedykolwiek nadejdzie. Wszystko pogrążone jest w bezruchu, nieomal martwocie.

„L`Ombre Dans” to perfumy z pewnością klimatyczne, ciekawe i chłodne. Kojarzą się z pochmurnym dniem, nie są posępne, ale też i nie wesołe. Dla miłośników zielonych, niesłodkich róż, zwłaszcza w lekko niszowym wydaniu.

Nuty: liść czarnej porzeczki, róża, czarna porzeczka owoc, bergamotka, ambra, piżmo, mandarynka.

 

 

Jasna róża w wiosennym ogrodzie – Chloe „Roses De Chloe”

 

Chloe „Roses De Chloe”

Roses De Chloe to jedna z tych świetlistych, wiosennych różyczek, których sporo spotyka się w świecie perfum. To co ją wyróżnia to brak często występującej w takich kompozycjach nuty geranium, dużo subtelności i wyciszony ton. Zasługa to zapewne miękkiego piżma, charakterystycznego dla wielu wytworów tej marki.

Jasna róża Chloe nasycona jest delikatnie cytrusowymi i owocowymi tonami (liczi, brzoskwinia i czarna porzeczka w składzie), które nadają jej orzeźwiającą aurę.

W miarę rozwoju zapachu pojawia się coraz więcej leciutko zielonych, łodyżkowych odcieni, które mieszają się z różanym olejkiem i akordami przypominającymi kwiatowe mydełko. Piżmowe nuty są w tej kompozycji obecne, jednak sporo delikatniej i mniej wyraźnie niż ma to miejsce w większości perfum tej marki i tytułowe róże określiłabym raczej jako świeże i ogrodowe niż piżmowe w charakterze.

Roses de Chloe to ciekawa propozycja dla wielbicieli róży w wydaniu rześkim, wyciszonym i bardzo wiosennym.

Nuty: róża damasceńska, białe piżmo, liczi, magnolia, bergamotka, estragon, cedr, bursztyn, cytryna, jabłko, czarna porzeczka, brzoskwinia, nuty drzewne.

 

Katakumbowa ziemistość -Agent Provocateur „L`Agent”

Agent Provocateur „L`Agent”

 

Zaskakujące, że perfumy, które tworzy firma Agent Provocateur, zajmująca się głównie kokieteryjną bielizną balansują zwykle na granicy niszowości, a nawet czasem, jak w przypadku recenzowanych teraz perfum, tę granicę przekraczają.

L`Agent to perfumy, które odbieram jako bardzo posępne, a wręcz roztaczające złowrogą aurę. Jest tu cień i wilgoć, ziemne ściany i chłodna gładkość kamiennego pomnika.

Kompozycja ta to ekscentryczna elegancja ujęta w cmentarnej odsłonie, wytworność wiktoriańskiej wdowy w czarnej krynolinie i z naszyjnikiem z włosów zmarłego na szyi.

L`Agent nie ma w sobie dosłowności Funeral Home Demeter, śmierć jest tu ujęta w symbol, czająca się pod podłogą wypełnionego zapachem kadzidła kościoła, grobem wielmożów pochowanych w marmurowym sarkofagu pod świątynną posadzką.

Jeśli chodzi o nuty, to wyczuwa się głównie kadzidło, paczulę, bursztyn i labdanum, które zestawione razem tworzą często w perfumach specyficzny piwniczny nastrój, jak chociażby ma to miejsce w niszowym „Psychedelique” marki Jovoy. W otwarciu L`Agenta jest również sporo pieprzu. Początkowo zapach jest ostry i wytrawny, później pojawia się gdzieś w tle słodkawa mirrowo – bursztynowa nuta – posępna balsamiczność podziemi.

L`Agent to jedne z perfum , które wśród dotychczas przeze mnie poznanych, najbardziej zasługują na miano gotyckich.

Nuty: kadzidło, mirra, paczula, bursztyn, drzewo sandałowe, piżmo, różowy pieprz, francuskie labdanum, ylang-ylang, róża majowa, geranium, dzięgiel, tuberoza, jaśmin, drzewo różane, piołun, osmantus.

 

Paczula jaśminowo-śliwkowa – Chopard „Enchanted”

Chopard „Enchanted”

 

„Enchanted” to perfumy, które powstały w 2012 roku. Ich twórcą jest szwajcarska marka Chopard, producent luksusowych zegarków i biżuterii.

Opisywany zapach jest z pewnością w kategorii mainstreamu kompozycją niebanalną. „Enchanted” nie podąża utartym szlakiem, nie wpisuje się w popularne trendy, nie czerpie rozwiązań znanych z modnych perfumowych tytułów. 

Zapach rozpoczyna się słodką, likierową śliwką z gładkim, niesyntetycznym jaśminem. Otwarcie jest dość słodkie, ale później władzę przejmuje paczula i to ona kształtuje charakter tych perfum właściwą sobie cierpkością. Paczula w „Enchanted” jest czysta, świeża, bez konotacji piwnicznych czy ziemistych. Przez cały czas swego trwania zapach migocze i wibruje – przenikają się nuty słodkie i orzeźwiająco-kwaskowe, kremowy jaśmin stapia się z paczulowym cierpkim aromatem. Ciekawy zapach z wyrazistym charakterem, niezłą trwałością i w umiarkowanej cenie. 

 

Nuty: paczula, śliwka, jaśmin, przyprawy, drzewo kaszmirowe, piżmo. 

Jodłowa żywiczność z kroplą wanilii i kardamonowym echem – Franck Boclet „Fir Balsam”

Franck Boclet „Fir Balsam”

Od razu przyznam, że jestem wielką fanką marki Franck Boclet. Są to kompozycje nietuzinkowe, ale nie szokujące, z finezyjnym francuskim sznytem, zgrabnie skrojone, nie mainstreamowe ale i nie rodem z głębokiej dziwacznej niszy.

Nie wiem jak dokładnie pachnie jodła balsamiczna w odróżnieniu od sosny, ale z łatwością mogę sobie wyobrazić, że jest to woń podobna do perfum Francka Boclet.

„Fir Balsam” to nie zapach igieł, tylko właśnie balsamicznej żywicy (obecność benzoesu i labdanum w składzie) zmieszanej z korą iglastego drzewa. Aromatyczny, gęsty, słodkawy „Fir Balsam”  reprezentuje las  końca września lub wczesnego października. Świetlisty, łagodnie suchy i nie zagrażający. To nie posępny ciemny bór, ale przestrzenny las iglasty, z piaszczystą glebą i brzozowymi zagajnikami. Las w środku dnia, osnuty pajęczynami łagodnego słonecznego blasku, wszystko jest tu miękkie, ciepłe i akwarelowo rozmyte.

Przy całej żywiczności i lekkiej dymności tych perfum wyraźnie wyczuwalny jest dodatek wanilii, jest tu ona jednak tylko jednym z płynnie łączących się składników, a nie osobnym bytem. Nadaje perfumom słodkiej aksamitności, bez żadnych konotacji gourmandowych czy spożywczych. Wszystko brzmi tu naturalnie, prawdziwie, widać również wyraźną wizję interpretacyjną twórców. Ciekawych, nietypowych akcentów nadaje również połączenie dzięgla, czerwonych jagód i kardamonu.

Podsumowując, Fir Balsam to kompozycja bardzo udana, która dorównuje świetnemu „Tobacco” tej marki. Urocze wczesnojesienne lub końcowoletnie pachnidło, lekko melancholijne, łatwo noszalne, bez żadnych chemicznych, sztucznych konotacji. A przy tym wszystkim, jak to zwykle u Francka Boclet bywa, świetna trwałość i bardzo przyzwoita projekcja.

Nuty: jodła balsamiczna, benzoes, wanilia, labdanum, paczula, czerwone jagody, dzięgiel, kardamon, róża majowa.

Słodkie bezy z cierpką żurawiną – Mugler „Angel Sucree 2015”

 

Mugler „Angel Sucree 2015”

Angel Sucree w wersji z 2015 roku coraz rzadziej pojawia się na półkach perfumerii zarówno stacjonarnych jak i internetowych. Wielka szkoda, bo to pachnidło dużej urody i żeby je docenić wcale nie trzeba być fanem marki Mugler i jej specyficznej stylistyki.

Otwarcie jest zdecydowanie owocowe. Pojawiają się przyjemne, cierpko-słodkie czerwone jagody, których zapachowi najbliżej jest do żurawiny. Wyraźna jest też paczula dodająca chłodnej, nieco przybrudzonej goryczki. W tej fazie zapachu wyczuwalne jest pewne podobieństwo do perfum „Innocent” tej samej marki.

Dopiero po jakiejś godzinie następuje metamorfoza i owocowe tony przechodzą płynnie w mleczny, bezowy zapach. I tu się wreszcie pojawia tytułowa cukrowa słodycz, która wybrzmiewa czymś w rodzaju śmietankowego pudru. Pylista bezowa struktura utrzymuje się do końca trwania zapachu. Jest lekka, świeża, urocza i pysznie pachnąca. Aromat żurawinowych jagód cały czas tli się w tle, ale nie jest jednak już tak jednoznacznie dominującą nutą.

Z klasycznym Angelem nie łączy Sucree zbyt wiele, jest znacznie delikatniejszy i lżejszy w odbiorze od klasyka. Orzeźwiający dzięki przeszywającym słodycz cierpkawym jagodom i chłodno-wilgotnej paczuli, sprawdzi się dobrze w wyższych temperaturach. Bardzo dobra trwałość i zadowalająca projekcja.

Nuty: czerwone jagody, paczula, beza, sorbet, wanilia, karmel.

 

Malina zasnuta paczulową pleśnią – Kerosene „Fields of Rubus”

 

 

Kerosene „Fields of Rubus”

„Fields of Rubus” amerykańskiej niszowej marki Kerosene to perfumy z gatunku eksperymentalnych i dość trudnych do noszenia.

Zapach otwiera prawdziwie piwniczna, nasączona wyraźną zatęchłą nutą paczula. Utrzymuje się ona do końca, ale głównym bohaterem tej kompozycji jest jednak malina – jesienna, otoczona woalem woni słodkiej śliwki, tytoniu i cienkim nalotem pleśni. To malina przejrzała i przepełniona sokiem. Taka, która już opadła z krzaka i leży na wpół zanurzona w ziemnym pyle i uschniętych liściach.

Sporo zresztą występuje w tym zapachu jesiennych konotacji ; paczula niesie ze sobą wspomnienie listopadowej wilgoci, mokrych pajęczyn, pełzających po drewnie starej okiennej ramy pleśni.

Mimo całej ziemistej i zatęchłej otoczki, owoc, który spod niej wyziera jest soczysty, słodki a nawet wręcz likierowy. Przez pierwsze dwie godziny perfumy te są raczej statyczne i liniowe, dopiero później malina traci nieco swój pleśniowy wydźwięk i skręca w stronę pudrowych cukierków. W tej fazie „Fields of Rubus” są wprawdzie o wiele łatwiejsze w odbiorze, ale być może mniej intrygujące.

Nuty: malina, paczula, tytoń, śliwka, wanilia, drzewo sandałowe, cedr, jabłko, piżmo.

Konfiturowy duch różanego pączka – Ghost Ghost

Ghost Ghost

 

Nie zdarzyło mi się jeszcze trafić na perfumy, które bardziej ucieleśniają zapach Tłusto Czwartkowych pączków niż Ghost, kompozycja z 2000 roku stworzona przez brytyjską, noszącą tę samą nazwę markę. Odwzorowują one nie tylko konfiturowe różane nadzienie (wyrazista, deserowa róża w składzie), ale i pączkowe ciasto, a nawet lukier.

Wrażenie pączkowej konfitury tworzy połączenie róży z wanilią i dodatkiem dojrzałej, syropowej  brzoskwini. Są to perfumy zdecydowanie słodkie i esencjonalne – róża, bez żadnych kosmetycznych czy piżmowych naleciałości osadzona jest na cukrowym pyle i płynnie łączy się z waniliową nutą. Zapach ten przypomina swoim charakterem zawiesiste różane kompozycje takie jak Cafe Intense marki Montale czy Roses Vanille Mancery.

Trwałość Ghost jest bardzo dobra i sądzę, że będzie to ciekawa propozycja dla wielbicieli niebanalnych gourmandów. Niestety, perfumy te zostały już wycofane z produkcji i w związku z tym są dość trudno dostępne, przynajmniej w perfumeriach. Często jednak pojawiają się jeszcze na allegro w przystępnej cenie ok. 50-60 zł.

Nuty: róża, wanilia, brzoskwinia, drzewo sandałowe, bursztyn, piżmo, jaśmin

Fiołkowa eksplozja z pachnącym gorszkiem i makaronikami – Issey Miyake „Pleats Please EDP 2013”

 

Issey Miyake „Pleats Please EDP”

 

Kto po „Pleats Please” w wersji wody perfumowanej z 2013 roku spodziewa się lekkiego kwiatowego pachnidełka, tego czeka zaskoczenie. To perfumy, które swą fiołkową mocą dorównują niemal Insolence Guerlain w wersji EDP, a jednocześnie jest w nich również najwierniej chyba oddana nuta pachnącego groszku, zdecydowanie prawdziwsza niż przyćmiony pigwą groszek z „My Burberry”. Jest również i ciasteczko makaronik, nieco ciężkawe od pudrowej słodyczy.

„Pleats Please” to bukiet dojrzałych, szaleńczo pachnących kwiatów, wpadających momentami w prawie landrynkowe tony. Jest bardzo intensywnie, odważnie, a nawet inwazyjnie. Nie dla miłośników delikatnych, zwiewnych woni.

Mimo całej oszałamiającej, słodkiej kwiecistości, pudrowych makaroników i wanilii, jest też w tych perfumach ukryta głęboko, równoważąca je lekko cierpkawa nuta. Wybrzmiewa ona trochę jak esencjonalny sok z czarnej porzeczki – słodki, ale i orzeźwiający.

Cała ta pulsująca fiołkowa feria niestety jednak kończy się źle – po kilku godzinach na skórze „Pleats Please” osiada syntetycznie kwiatowym proszkiem do prania.

Nuty: fiołek, ciastko makaronik, groszek pachnący, paczula, wanilia, piwonia.