Kokos malowany akwarelą – Guerlain Aqua Allegoria Coconut Fizz

Utrzymany w przejrzyście modrym odcieniu flakonik „Coconut Fizz”,  jest niezwykle uroczy, jednak jego zawartość nie każdemu musi przypaść do gustu. Przede wszystkim,  perfumy te różnią się od większości  popularnych kokosowych zapachów takich jak choćby Crystal Noir Versace czy Coco Extreme Comptoir Sud Pacifique – słodkich, kremowych,  zmierzających w stronę deserowych balsamów do ciała. „Coconut Fizz” oparte są na realistycznym, nieco drzewnym zapachu łupiny orzecha, jego miąższu i wody kokosowej. Realizacja tej ciekawej koncepcji jest już niestety gorsza – perfumy wydają się , zwłaszcza na początku, rozwodnione, a ich wyczuwalność na skórze wyciszona do granicy słyszalności. Pierwsza faza po aplikacji wybrzmiewa niemrawo, jak osłodzona woda kokosowa z nielicznie zanurzonymi w niej wiórkami i słabym melonowym echem.

Tym natomiast co stanowi wielką siłę tych perfum, jest fakt, że nie czuje się w nich ani jednego syntetycznego akordu. Wszystko tutaj brzmi naturalnie, akwarelowo, subtelnie. Wraz z upływem czasu i rozwojem zapachu na skórze  dzieje się coraz lepiej – melon zaczyna brzmieć bardziej kremowo niż mdło, pojawiają się jasno-drzewne tony. Nadal jest dyskretnie i łagodnie, ale też nieco bardziej wyraziście.
Dla zwolenników perfum w pastelowej tonacji.
Nuty: nektar kokosowy, woda, owoce, frezja, bergamotka, drzewo sandałowe, fasolka tonka.

Opowieści popołudniowego słońca – 1804 Histoires de Parfums

1804 Histoires de Parfums

1804 marki Histoires de Parfums to wprawdzie perfumy niszowe, ale należące do tych, które mogą spodobać się również masowemu odbiorcy. Moje relacje z tym zapachem były na początku dość trudne. Z jednej strony tak skonstruowane połączenie ananasa i paczuli intrygowało, pociągało, z drugiej w jakiś sposób drażniło. Skończyło się na tym, że perfumy sprzedałam – jednak ta niewątpliwie oryginalna kompozycja nie dała o sobie zapomnieć i flakon 1804 powrócił na moją półkę.

1804 to jedno z najwierniejszych odwzorowań ananasa, realistyczne do tego stopnia, że wręcz czujemy włóknistą strukturę miąższu i słodycz soku. Słodkie nuty splecione są z delikatną, ale wytrawną i czystą paczulą, a w ananasowy miąższ wkradają się wyciszone tony drzewne.  Im dalej w las, tym dziwniej, choć granica oddzielająca oryginalność od ekscentryczności nigdy nie zostaje przekroczona.
Perfumy te to zdecydowanie jeden z tych zapachów, które noszą w sobie jakąś opowieść. Marka Histoires de Parfums w opisie 1804 odwołuje się do George Sand, pisarki i kochanki Chopina jako inspiracji dla ich powstania. Mnie przywodzą one z kolei na myśl puste, ocienione aleją starych drzew, zatopione w popołudniowym słońcu uliczki małego francuskiego miasteczka z przeszłości. A jaką opowieść przyniosą wam? Warto sprawdzić.
Nuty: ananas, paczula, wanilia, brzoskwinia, piżmo, benzoes, gałka muszkatołowa, goździki, drzewo sandałowe, jaśmin, gardenia tahitańska, róża, konwalia.

Gruszka w karmelu muśnięta kawowym akordem – Allvernum „Coffee & Amber”

Allvernum „Coffee & Amber”

Kto spodziewa się odnaleźć w tych perfumach dominujące nuty kawy i bursztynu ten może się zawieść. Natomiast jeśli oczekujemy przyjemnych, choć niezbyt skomplikowanych perfum w stylistyce gourmand to zapach marki Allvernum może okazać się strzałem w dziesiątkę.
Wbrew nazwie, w „Coffee & Amber” dominuje nie kawa, a gruszka, zanurzona w karmelu i wanilii oraz jaśmin. Perfumy te nie są jednak w żaden sposób owocowe – ujęcie nuty gruszki należy raczej do kategorii deserowej.

Zapach ten został tylko muśnięty nutą kawy, i to nie w postaci czystego espresso a raczej cappuccino osłodzonego trzcinowym cukrem. Mimo deserowych skojarzeń, pachnidło to zdecydowanie nie należy do perfum przytłaczających czy mdlących przesadną ilością słodkich akordów. Niewyczuwalne jako oddzielny składnik, ale trzymające słodycz perfum mocno w ryzach neroli i paczula nie pozwalają przekroczyć granicy za którą odczuwałoby się węchowy dyskomfort.
Dla wielbicieli słodkich tworów typu „Paradiso” Roberto Cavalli czy Yves Saint Laurent „Black Opium”, do którego zresztą „Coffee & Amber” są dość podobne, może być całkiem ciekawą (i tanią) propozycją. Za około 30 zł otrzymujemy ciepły gourmandowy, skrojony zgodnie z najnowszymi trendami zapach o średniej (około 3-4 godzin) trwałości i projekcji, zamknięty w prostym, ale elegancko wykonanym flakonie.
Dodatkową zaletą jest to, że marka Allvernum nie testuje swoich kosmetyków na zwierzętach.
Nuty: gruszka, kawa, jaśmin, bursztyn, paczula, wanilia, różowy pieprz, neroli.

Pszczeli wosk, miód i szorstki cynamon – Montale „Honey Aoud”

Montale „Honey Aoud”
 

To co wyróżnia te perfumy, to monstrualna wręcz trwałość. Dwa psiknięcia tworzą unoszącą się wokół użytkownika przez 10 -12 godzin zapachową korzenną i rozgrzewającą chmurę, wyraźnie wyczuwalną przez otoczenie.

Otwarcie tych perfum można postrzegać wręcz jako nieprzyjemne – stajenno-dentystyczne drewno agarowe z echami sztucznego miodu. Po chwili jednak wszystkie elementy zapachowe trafiają na swoje miejsce i stają się spójną, szorstką miodowo-cynamonową masą z hojnym dodatkiem agaru i skóry.
Miód jest woskowy, wybrzmiewa bardziej jak propolis niż miody kwiatowe, cynamon wytrawny, suchy, ostrawy. Dodatkowej szorstkiej ziemistej kwaśności dodają skóra i paczula. Obecna w składzie wanilia wysładza i łagodzi zapach, ale Honey Aoud pozostaje mocno charakternym agarowym tworem z dodatkiem woskowego miodu, wytrawnego cynamonu i czymś co daje efekt zapachu suchego drzewa.
 
Nuty: miód, agar (oud), cynamon, bursztyn, madagaskarska wanilia, skóra, paczula, nuty kwiatowe.

Zimna słodycz arbuza – Sergio Tacchini „Precious White”

Sergio Tacchini „Precious White” 

„Precious White” to całkiem przyzwoicie skomponowany letni zapach. Perfumy te balansują na granicy dwóch kategorii : wodno-świeżej i owocowej, a szala przynależności przechyla się raz na tę to znów na drugą stronę. Za zaliczeniem „Precious White” do kategorii owocowej przekonuje cała jego niewątpliwa soczystość i fakt, że jest dość słodki. Z drugiej strony słodycz ta jakimś cudem ma w sobie mnóstwo przejrzystych i zimnych nut, co przeciąga ją na stronę perfum świeżych i ozonowych.

Obecne w składzie arbuzowe nuty tworzą owocowo-wodny balans, gruszka nadaje słodkiej syropowości, a piżmo i drzewo sandałowe jakby matowego zakończenia.
Przyjemny choć niespecjalnie trwały odświeżający zapach na lato dla tych, którzy nie gustują w zazwyczaj proponowanych na tę porę roku cytrusowych czy mydlano-piżmowych kompozycjach.
 
Nuty: nuty wodne, arbuz, magnolia, gruszka, białe piżmo, róża, biała brzoskwinia, drzewo różane, drzewo sandałowe.

Lato przejrzyste i słone – Carner Barcelona „Salado”

Carner Barcelona „Salado”

 

Nazwa „Salado”, wbrew pozorom nie ma nic wspólnego z sałatką, mimo ogórka w składzie nut zapachowych 😉 natomiast znaczy po hiszpańsku „słony”. Sól oczywiście jest obecna w tych perfumach, ale w najsubtelniejszej odsłonie na jaką do tej pory trafiłam w swoich perfumowych poszukiwaniach. Nie ma w niej nic drażniącego czy ostrego, to delikatne, białe jak bawełna kryształki, miękkie i łagodne, niemal niewyczuwalne jako oddzielny akord – szczypta soli rozpuszczona w wodach krystalicznego strumienia. Jest też ogórek, ale równie pastelowy, objawiający się tylko w postaci wodnego filmu i rzeźwiącego powiewu. Pierwsze skojarzenie jakie miałam po aplikacji tego zapachu to określenia przejrzysty i czysty. Nie ma tu jednak mineralnej sterylności znanej chociażby z perfum Jo Malone „Wood Sage & Sea Salt” czy wielu innych tego typu kompozycji, jest za to niezmącona pogoda bezchmurnego nieba, jasna kolorystyka i naręcza optymizmu. Od razu po aplikacji powstaje wrażenie, że są to perfumy wysokiej jakości, świetne gatunkowo, naturalnie lekkie i świetliste. Żadnych kwiatów, detergentowych cytrusów, mydlanego piżma, czyli ulubionych atrybutów twórców perfum na lato – miękka przejrzystość aż po horyzont.

 

Nuty: sól, paragwajski petitgrain, ogórek, bergamotka, piżmo, kwiat pomarańczy, nuty drzewne, różowy pieprz.

 

Jagodowo-borówkowy pocałunek – Salvador Dali „Purplelips”

Salvador Dali „Purplelips”

„Purplelips” to perfumy bardzo intensywne, na które składa się owocowo kwiatowy koktajl wyrazistych składników: borówki amerykańskiej, bzu, waniliowej orchidei i granatu. Ta wielce energetyczna jagodowa kompozycja niestety nie ustrzegła się chemicznych akordów i w tle majaczy laboratoryjny opar.
Dodatek bursztynu skleja i ociepla żywiołową mieszankę, a obecność piżma nadaje chropowatości fakturze. Nie spotkamy w tych perfumach zwiewności czy eteryczności – wszystko jest ekspansywne, wyraziste, nawet lekko krzykliwe, gęste i syropowe.
Ciekawa propozycja dla wielbicieli fioletowych jagód, jeśli pogodzą się z pewną dozą laboratoryjnej sztuczności i strukturą złożoną z samych intensywnych akordów. Do tego nietuzinkowy flakon z grubego, wytłaczanego szkła i niska cena.

Nuty: borówka amerykańska, bez, orchidea waniliowa, granat, fiołek, bursztyn, drzewo sandałowe, piżmo

Smutek szminek i pudrów – Juliette Has A Gun „Mad Madame”

Juliette Has A Gun „Mad Madame”

Jest w „Mad Madame” ciut krwistej róży, ale to co naprawdę definiuje te perfumy to zapach ciemnoczerwonej szminki – tłustawej i słodkawo-kosmetycznej. Nie brzmi to może zbyt obiecująco, a jednak tworzy intensywny i intrygujący klimat.

„Mad Madame” to zapach niewesoły, jakieś kulisy przedwojennego teatru, gdzie starzejąca się aktorka nakłada purpurową szminkę w swojej garderobie chcąc zatrzymać uchodzący czas. Smugi pudru i zapach cold creamu, a za oknem gęstnieje mrok. Kurz, pył i drewniane korytarze pełne już zawsze nieotwartych drzwi. Jeżeli jest w tych perfumach tytułowe szaleństwo, to definiowane jako skrajna rozpacz a nie ekstrawagancka wesołość – smutek, melancholia, przeszłość, przemijanie.
Więcej niż róży jest tu piżma, ale nie przybrudzonego, zwierzęcego, tylko sterylnie wypolerowanego w stylu niektórych piżm Narciso Rodrigueza (np. w Narciso czy Narciso Poudree).  Może gdyby lekko podeschnięte różane płatki pokryć gładkim, kosmetycznym piżmem, efekt byłby podobny.
Pod piżmową słodyczą czyha lekka paczulowa ziemistość, niezbyt wyraźna, ukryta na dnie, ale stanowiąca istotną część składową postrzegania tego zapachu.
Trudno mi wyobrazić sobie „Mad Madame” jako zapach dzienny, to perfumy późnego popołudnia i jesieni.

Nuty: róża, kastoreum, białe piżmo, paczula, balsam Tolu, mech dębowy, czarna porzeczka, tuberoza, piwonia, bursztyn, jaśmin, frezja, absolut

waniliowy.

Wanilia, porzeczki i landrynki – Cacharel „Amor Amor”

Cacharel „Amor Amor”

„Amor Amor” powstał w roku 2003 i w pierwszej dekadzie lat dwutysięcznych, jak i później, cieszył się sporą popularnością.

Bardzo ładny jest początek tych perfum – otwierają się landrynkową porzeczką, optymistycznie owocową i wdzięczną, a potem z tła coraz wyraźniej wybija się słodki, różany akord.

„Amor Amor”, mimo sporej ilości cytrusów w składzie (grejpfrut, pomarańcza, mandarynka, bergamotka) nie należą do zapachów świeżych i orzeźwiających. Owszem, cytrusowe iskry cały czas trzepoczą gdzieś na drugim planie, ale początkowa soczysta owocowość przygasa i osiada w gęstej, waniliowej warstwie, która to zaczyna z czasem stanowić nutę dominującą.

Czuje się, że Amor Amor to perfumy ze średniej półki, i mimo, że poprawnie zmieszane i całkiem ładne, są równocześnie tworem raczej prostym i niespecjalnie wyrafinowanym. Mimo całej jednak ich zwyczajności jest to sympatyczny, radosny zapach, antidotum na pochmurne dni, który może sprawić sporo przyjemności wielbicielom owocowo-słodkich woni.

Nuty: czarna porzeczka, wanilia, pomarańcza, róża, morela, mandarynka, grejpfrut, fasolka tonka, piżmo, bursztyn, liść czarnej porzeczki, jaśmin, bergamotka, lilia, konwalia, cedr Virginia.

5 ton wysokiej jakości konwaliowego cukru- Kilian „Kissing Burns 64 Calories An Hour. Wanna Work Out?”

 

Kilian „Kissing Burns 6.4 Calories An Hour. Wanna Work Out?”

Nowa seria niszowej marki Kilian odstraszać może tandetnymi nazwami, które brzmią jak slogany z T-shirtów dla nastolatek („I Don`t Need A Prince By My Side To Be A Princess”), jednak recenzowane dziś perfumy, które można zaliczyć do kategorii gourmand, wypadają całkiem niebanalnie.

Nie wyczuwam w „Kissing…” zbyt wiele mleka, stanowiącego tu ponoć dominującą nutę, a jeżeli już, to występuje ono w postaci skondensowanej i słodkiej. Na czoło wysuwa się cukier, syntetyczny i lepki, rodem z białej waty cukrowej, przysypany lekkim waniliowym nalotem. Po pewnym czasie przez utkaną z cukru kompozycję prześwitywać zaczyna również delikatna konwaliowa nuta.

Podane w składzie nuty zielone niewiele pomagają – jest słodko, nawet bardzo. Myślę, że dla wielu osób ta tona cukru może okazać się zbyt przytłaczająca.

Mimo wszystko „Kissing…” to perfumy naprawdę dobre, utrzymane w  nowoczesnej, nieco awangardowej estetyce podobnej do „This is Her” Zadig&Volatire, czyli mimo, że słodko i dość sztucznie, to efekt jest oryginalny i intrygujący.

Bardzo dobra trwałość i projekcja. Dla miłośników nowoczesnej słodyczy odmiennej stylistycznie od typu słodkiej landrynki w rodzaju „Miss Dior Absolutely Blooming” czy „La Vie est Belle”.

Nuty: mleko, konwalia, cukier, wanilia, nuty zielone, róża, bergamotka.