Żywiczny smutek grudniowych nocy – Jovoy „La Liturgie des Heures”

Jovoy „La Liturgie des Heures”

„Liturgia Godzin” zaczyna się żywicą. Wybrzmiewa ona bardzo naturalnie, pulsującym żywym sokiem wypływającym z naciętej kory iglastego drzewa. W tą świeżą, niemal zieloną żywiczność nieuchronnie wnika jednak lekko zatęchły mrok, który zwykł wypełniać drewniane wnętrza starych kościołów. Lepka bursztynowość żywicy przenika się teraz z zapachem przesiąkniętych kadzidłem, zapomnianych w rozsychającej się drewnianej szafie na plebanii szat liturgicznych.

Kadzidło, obok cyprysowej iglastej, nuty jest głównym elementem tej kompozycji. Nie jest ono jednak zimne, kamienne  jak te znane chociażby z „Avignon” marki Comme des Garcons czy „Oliban” Nou. Wręcz przeciwnie, jest rozgrzewające i suche aromatyczną suchością starego drzewa ze słodkawą szczyptą mirry, a jednocześnie noszące w sobie melancholijny, żeby nie powiedzieć smutny ładunek emocjonalny.

„La Liturgie des Heures” to zapach przeszłości. Jakaś grudniowa noc, gdzie wiatr ciska ostatnią garścią obumarłych liści, jakaś bezksiężycowa ciemność z dogorywającym ogniskiem, którego kres odbiera nadzieję. Smutek starych kościelnych ław. Opuszczona stulecia temu wieś, zapadające się w otchłanie szarej mgły przegniłe strzechy. Zwycięski pochód pokrzyw i bylic pożerający wszystko na swojej drodze, a potem czerniejących i pochylających się starczo pod naporem późnojesiennych wiatrów.

Nuty: kadzidło, cyprys, olibanum, mirra, francuskie labdanum, nuty zielone, piżmo.

Róża z krainy Orientu – Aramis „Calligraphy Rose”


Aramis „Calligraphy Rose”

Marka Aramis stworzona została w 1964 roku przez koncern Estee Lauder, a nazwa jej pochodzi od imienia jednego z bohaterów powieści Alexandra Dumas. Początkowo firma tworzyła głównie męskie kompozycje, jednak z czasem pojawiły się w jej ofercie również perfumy damskie i uniseksy, jak chociażby recenzowane dziś „Calligraphy Rose”.

Duchem tego zapachu jest zdecydowanie róża. Aksamitna, gęsta, konfiturowa, nasycona słodyczą arabskich deserów typu rachatłukum i balsamicznie słodką mirrą. To kwiat, któremu nie było dłużej dane rosnąć w ogrodzie, ale tkwi zanurzony w półmroku orientalnego wnętrza pełnego wyszywanych poduszek i lampionów z mozaiki kolorowego szkła.

Wraz z trwaniem zapachu na skórze, jego początkowa słodycz zostaje przygłuszona nieco kadzidlanymi oparami olibanum i labdanum, a charakter tych perfum staje się coraz bardziej dymny.

„Calligraphy Rose” ma swoje wady – nie jest kompozycją zbyt wyrafinowaną, orientalny świat, którego wizję ma przywoływać, jest nieco uproszczony i jednowymiarowy, niemniej, jest to nadal całkiem dobra propozycja dla wielbicieli słodkich róż, zanurzonych w kadzidle i arabskich balsamach. Parametry użytkowe, czyli trwałość i projekcja są naprawdę dobre, możemy być pewni, że zapach nie zniknie ze skóry przez conajmniej 8 godzin. Niestety, perfumy te należą do trudno już dostępnych, są w zasadzie nie do kupienia ani w perfumeriach stacjonarnych ani internetowych, czasem za to pojawiają się na serwisach typu allegro czy olx.

Nuty: róża turecka, mirra, olibanum, labdanum, szafran, ambra, styraks, piżmo, lawenda, oregano, wiciokrzew. 

Jodła, bursztyn i dojrzała pomarańcza – Hermes „Eau des Marveilles”

 

Hermes „Eau des Marveilles”


„Eau des Marveilles” to delikatniejsza i dla wielu osób, do których również i ja się zaliczam, bardziej strawna wersja  popularnego „Elixir des Marveilles”, który opisywałam tutaj w majowej recenzji. Podobieństwo tych dwóch zapachów jest nadal widoczne, ale podczas gdy „Elixir” jest  morski i słonawy w charakterze, recenzowane dziś perfumy zmierzają raczej w stronę drzewną. Dzięki obecności jodły, która jest tu mocniej wyeksponowana, dają wyraźne wrażenie zapachu leśnego igliwa zmieszanego delikatnie ze słodką ambrą. Cięższe nuty żywic, balsamów i karmelu zastąpione zostały w „Eau des Marveilles” przez przestrzenną wetywerię i dębowy mech ale mimo delikatniejszej i lżejszej struktury, zapach ten nie stracił bynajmniej na parametrach użytkowych. Trwałość i projekcja nie ustępują tym z „Elixiru” i kształtują się na całkiem przyzwoitym, średnim -wyższym poziomie. Perfumy te będą przyjemnym towarzyszem na jesiennym czy zimowym spacerze – dzięki bursztynowej nucie, rozgrzewającej szczypcie różowego i czarnego pieprzu oraz akordowi słonecznej pomarańczy doskonale rozświetlą listopadowe i grudniowe ciemności.

Nuty: pomarańcza, jodła, bursztyn, cedr, pieprz, żywica elemi, różowy pieprz, madagaskarska wetyweria, mech dębowy, cytryna, fiołek.

Pudrowo-piżmowe przekwitanie – Kenzo „Flower”

Kenzo „Flower”

Klasyk wczesnych lat dwutysięcznych, zapach „Flower” marki Kenzo rzeczywiście kojarzy się z kwiatem maku, który wieńczy korek prostego, strzelistego flakonu. Nie ma wprawdzie tej rośliny wymienionej w składzie nut, ale gdy specjalnie w celu porównawczym wąchałam maki, zdecydowanie tkwił w nich jakiś akord, który również odnajdujemy w tych perfumach. Makowej goryczka, której spora dawka więźnie pomiędzy kwiatowymi, półsłodkimi tonami jest jednak sprzęgnięta z szeregiem innych obecnych w składzie nut – różą, fiołkiem, parmeńskim i jaśminem.

„Flower” postrzegam jako perfumy przejrzyste i nasycone chłodnym, czystym piżmem. Jest to jeden z tych zapachów, które, dzięki unoszącemu się nad całą kompozycją mydlanemu obłokowi dają uczucie świeżości i czystości, mimo, że nie należą bynajmniej do zwiewnych i lekkich.

W zapachu tym, za szklistą piżmową czystością kryje się matowy puder, który nadaje mu nieco smętnego i ciężkawego charakteru. Jest to puder roślinny, gorzkawy i zielony, wibrujący wśród słodkawych, mydlanych półtonów oraz zmieszany z lekkim kadzidlanym dymkiem. Tytułowy Kwiat nie jest już bynajmniej w apogeum rozkwitu. Jest w tych perfumach uchwycona chwila, kiedy to mimo, że barwa wciąż jaskrawa, a płatki mięsiste, struktura łodygi staje się coraz bardziej wiotka, a kwiatowa główka nieznacznie, ale nieuchronnie zaczyna ciążyć ku ziemi. Połączenie pozornych skrajności – ozonowej krystaliczności i ciężkiej woni kwiatów na granicy przejrzałości daje ciekawy efekt, który jednak nie każdy będzie w stanie unieść.

Nuty: fiołek parmeński, róża bułgarska, wanilia, białe piżmo, kadzidło, opoponaks, głóg, jaśmin, czarna porzeczka, mandarynka.

Szlachetne przestrzenie irysa – Acqua di Parma „Iris Nobile”

 

Acqua di Parma „Iris Nobile”

„Iris Nobile” włoskiej marki Acqua di Parma to jedno z najładniejszych przedstawień w perfumach tytułowego kwiatu. Spryskując nimi skórę wkraczamy w fioletowe przestrzenie przejrzystego i nieco mydlanego, ale zdecydowanie wytwornego irysa. Pozbawiony jest on zupełnie częstych w perfumowym przedstawieniu tej rośliny konotacji marchewkowych, przywodzi raczej na myśl naturalny, wilgotny kwiat – przejrzysty jak delikatne owadzie skrzydło, upojny i lekko piżmowy. Kolejną z  wyróżniających się nut jest gorzkawa, posypana garścią transparentnego pudru tuberoza, stojąca w opozycji do miodowej słodyczy kwiatu pomarańczy i mimozy. „Iris Nobile”, jak słusznie sugeruje nazwa, ma w sobie wyraźną szlachetność i nie sposób odmówić tej kompozycji wysublimowanej elegancji. Jest to zapach przestrzenny i chłodny, który charakterem przypomina bardziej perfumy vintage jak „L`Heure Bleu” Guerlain niż nowoczesne wytwory ostatnich lat.  Ze względu  na  chłodno -wilgotne konotacje, postrzegam „Iris Nobile” jako zapach współgrający lepiej z  cieplejszymi porami roku – wiosną i wczesnym latem. 

 Nuty: irys, tuberoza, kwiat pomarańczy, mimoza, ylang-ylang, anyż, wanilia, bergamotka, mandarynka, pomarańcza, bursztyn, hibiskus, cedr.

Figa, neroli i kropla morskiej wody – Calvin Klein „One Gold”

Calvin Klein „One Gold”

„One Gold” to perfumy należące do kategorii odświeżających i rześkich, z delikatnymi akordami soli i drewna. Skład jest zdecydowanie oryginalny – figa, szałwia, drzewo gwajakowe nie są nutami szczególnie często spotykanymi w przemyśle perfumowym.

Zaletą „One Gold” jest ujęcie cytrusów – nie brzmią one, co nierzadko się zdarza , ostro i syntetycznie, lecz w połączeniu z figą są miękkie i delikatnie słodkawe, acz nadal orzeźwiające.

Obecny w „One Gold” jest również lekko słonawy odcień, za który odpowiada szałwia – nieco podobny, choć głębszy i wyraźniejszy efekt morskiej wody nuta ta stworzyła także w Jo Malone „Wood Sage & Sea Salt”. W kompozycji Calvina Kleina dają się wyczuć również dalekie echa „Womanity” Muglera, ale „One Gold” są znacznie mniej kontrowersyjne, a bardziej wyciszone oraz przeplecione kwaskową mieszanką jaśminu i paczuli.

Recenzowane powyżej perfumy to zdecydowany uniseks, zbalansowany tak, że nie przechyla się ani w typowo  damską ani w zdecydowanie męską stronę. „One Gold” sprawdzi się jako letni zapach na upały dla wielbicieli świeżych, lekko oprószonych solą pachnideł. Niestety, trwałość jest raczej słaba.

 

Nuty: figa, bergamotka, neroli, szałwia, jaśmin, paczula, drzewo gwajakowe, wetyweria, fiołek.

Whisky, jesienne liście i dębowe kadzie – Kerosene „Sacred Memory”

 

Kerosene „Sacred Memory”

„Sacred Memory” ma w składzie między innymi nuty whisky, czerwonych jagód, tytoniu i dębu i to właśnie na pierwszym i ostatnim z wymienionych akordów opiera się konstrukcja tych perfum. Tytułowe „uświęcone wspomnienia” to pamięć pochmurnego dnia, ołowianego nieba i drewnianych kufrów.

Otwarcie jest zimne i metaliczne, a przy tym bardzo drzewne i niepokojące, jakby srebrne ostrze księżyca wnikało w bezbronne pnie okrytego nocą dębowego lasu. Gdy kotara mroku rozsnuwa się,  zapach, odarty z nocnych mar, staje się bezpieczną, choć wciąż melancholijną, wonią starego, lekko wilgotnego drewna i pulsujących w nim żywic. Towarzyszy temu ostry aromat ziemi, chropowatej kory i zwarzonych grudniowym przymrozkiem opadłych liści. Tytoń owiewa tę dębową kadź zaledwie lekkim, gorzkawym oparem i zdecydowanie to nie on jest głównym bohaterem tej kompozycji.

„Sacred Memory” swoim charakterem przywodzi na myśl pogranicze późnej jesieni i wczesnej zimy. Jest pochmurny i cienisty w charakterze, ale za sprawą wyraźnej nuty whisky i bursztynu tli się w nim też złociste, podskórne ciepło. Propozycja dla miłośników jesienno-zimowych perfumowych pejzaży.

Nuty: whisky, czerwone jagody, tytoń, dąb, bursztyn, piżmo

 

Pudrowa tuberoza w wieczorowym wydaniu – Gucci „Bloom”

Gucci „Bloom”

„Bloom” to jeden z nowszych tworów marki Gucci, wydany został w 2017 roku lecz mimo tego nie wpisuje się  jednak w modne obecnie trendy spod znaku przystępnych, słodko-gourmandowych, czy owocowo-kwiatowych woni.

Perfumy te pełne są ciężkiej i gęstej, tuberozowo – jaśminowej słodyczą, ale również podbite gorzkawą zielenią łodyg, co nadaje im charakterystyczną chropowatą fakturę. Tuberoza na szczęście nie ma tu częstego w perfumach plastikowego wydźwięku, jest matowo-pudrowa i zmieszana ze słodką, nieco nawet waniliową, nutą jaśminu. Osobiście, ze względu na duszną gęstość i posągowy charakter postrzegam je jako perfumy o charakterze raczej wieczorowym niż codziennym. Swoją konstrukcją, monumentalnością i ciężarem „Bloom” nawiązuje w dużej mierze do narkotycznych kwiatowych pachnideł lat dziewięćdziesiątych, takich jak Amarige Givenchy czy Lancome Poeme i jest zdecydowanie jednym z ambitniejszych i ciekawszych wytworów perfumowego mainstreamu z ostatnich lat. Świetne są również parametry użytkowe tych perfum, cechuje je znaczna trwałość i projekcja.

 

Nuty: tuberoza, jaśmin wielkolistny, wiciokrzew, korzeń irysa, nuty zielone, wanilia, drzewo sandałowe, pomarańcza.

Ciepłe popołudnie września – Carner Barcelona „Ambar Del Sur”

 

Carner Barcelona „Ambar Del Sur”

„Ambar Del Sur”, czyli „bursztyn południa” hiszpańskiej marki Carner Barcelona idealnie wpisuje się we wczesno jesienną stylistykę. To perfumy bursztynowo – balsamiczne, gdzie drzewne nuty mają wydźwięk jasny i ciepły, są lekko osłodzone mirrą i łagodne.

Przyznam, że testując ten zapach, obawiałam się czegoś w stylu „Psychedelique” marki Jovoy, z którym perfumy te dzielą wiele wspólnych nut w składzie – zapachu brudnej tkaniny i zbutwiałego drewna zamkniętego na głucho w zatęchłym pokoju. „Ambar Del Sur” tymczasem, to przechadzka świetlistą, wczesnojesienną aleją w bezwietrzny, łagodnie ciepły dzień, a ziemista drzewność paczuli, dająca czasem w perfumach wrażenie stęchlizny, jest tu zupełnie niegroźna i zatopiona w bursztynowo-waniliowym obłoku.

Żywiczno – drzewny, nieco dymny, z ostrzejszymi nutami nieheblowanego drewna początek może być zwodniczy, jednak wszystkie te kanty szybko wygładzają się i pozostaje tylko łagodny ambrowy flow, który ogrzewa noszącego złotojesiennym blaskiem.

„Ambar del Sur” zaliczyłabym do kategorii „półniszowców”, czyli perfum nie wpisujących się całkowicie w estetykę mainstreamu, czymś w swojej konstrukcji zaskakujących, ale jednocześnie łatwo akceptowalnych i przystających do określenia „przyjemne”.

 

Nuty: bursztyn, madagaskarska wanilia, liść indonezyjskiej paczuli, mirra, fasolka tonka, drzewo sandałowe, labdanum, jaśmin wodny, bergamotka.

 

Wino porzeczkowe w zielonej karafce – Bohoboco „Red Wine Brown Sugar”

Bohoboco „Red Wine Brown Sugar”

Opisywany wytwór marki Bohoboco, to perfumy o bardzo ciekawym składzie – wśród nut zapachowych  znajdziemy między innymi czerwone wino, likier, suszone owoce oraz czerwone jagody.

„Red Wine Brown Sugar”, adekwatnie do nazwy, rzeczywiście pachną jak domowe wino owocowe. Intensywnie wyczuwalna jest zwłaszcza gorzko-cierpka nuta żurawiny i klarowna czerwona porzeczka. I to właśnie owa porzeczka, w dodatku nie tylko jej owoce, ale cała roślina, jest głównym bohaterem tych perfum. Wyczuwalne są drobne pesteczki tkwiące w miąższu i charakterystyczny zapach liści i łodyżek.

„Red Wine Brown Sugar” to perfumy raczej zielone i cierpko-winne niż słodkie, tytułowego cukru jest zaledwie cienka warstewka, ale rzeczywiście jest on ciemny, palony, wręcz rumowy w wydźwięku.

Trwałość jest na średnim poziomie, ale wiosenny urok tego zapachu i nietypowość kompozycji wynagradzają drobne niedostatki.

Nuty: czerwone jagody, czerwone wino, likier, cedr, suszone owoce, malina, skóra, brązowy cukier, karmel, paczula.